25.05.2025, 02:44 ✶
– Panie Fawley, poinformowałam pana o tym tak szybko, jak uznałam to niemal za pewne, albo przynajmniej szalenie prawdopodobne, informacje. Ostatnie czego bym chciała, to wprowadzanie mojego klienta w niepokój niepotwierdzonymi domysłami. A jesli chodzi panu, że nie wspomniałam wcześniej o celu naszej wizyty – Uśmiechnęła się. Cóż mogła poradzić na to, że lubiła być mądrzejsza, niż swoi klienci, a że ten konkretny klient inteligencją przewyższał większość jej interesantów, to musiała się podwójnie wysilić. – Przecież informuję zanim wejdziemy do środka i spotkamy naszego fotografa. To chyba odpowiednie czasowe wyprzedzenie. Nie?
Kolejny uśmiech, który mu posłała był już natomiast znacznie bardziej promienny.
– Proszę się nie martwić. Nie naraziłabym pana. Będzie dobrze. Pańska niedogodność na juz krótki termin ważności – dodała, a potem skinęła głową i pozwoliła się przepuścić w drzwiach.
Jak się można było domyślić, o tej porze większość Proroka Codziennego była już nieco opustoszała, a zmęczona recepcjonistka bez większych problemów oznajmiła, że zawoła Lockharta, nawet jeśli poprosiła ich, aby poczekali w kafeteri, kiedy ona da znać czarodziejowi, że ktoś na niego czeka.
– Proszę mi powiedzieć szczerze panie Fawley – powiedziała, gdy już usiedli na jednym z całkiem wygodnych krzeseł przy kafeteryjnym stoliku. – Myśli pan, że Prorok Codzienny obroni się w tych czasach, czy jednak czeka go upadek?
Rozmowa jednak nie mogła trwać jakoś szalenie dłużej, bo oto właśnie w pustej kafeterii pojawił się blondwłosy... Lucy powiedziałaby, że dzieciak, ale pewnie wypadałoby powiedzieć, że co najmniej chłopak. Lucy wstała od stołu i podała mu chłodną dłoń.
– Pan Lockhart? Jestem Lucy Rosewood, a to Odysseus Fawley. Mam nadzieję, że nie przeszkadzamy, ale to pilne.
Kolejny uśmiech, który mu posłała był już natomiast znacznie bardziej promienny.
– Proszę się nie martwić. Nie naraziłabym pana. Będzie dobrze. Pańska niedogodność na juz krótki termin ważności – dodała, a potem skinęła głową i pozwoliła się przepuścić w drzwiach.
Jak się można było domyślić, o tej porze większość Proroka Codziennego była już nieco opustoszała, a zmęczona recepcjonistka bez większych problemów oznajmiła, że zawoła Lockharta, nawet jeśli poprosiła ich, aby poczekali w kafeteri, kiedy ona da znać czarodziejowi, że ktoś na niego czeka.
– Proszę mi powiedzieć szczerze panie Fawley – powiedziała, gdy już usiedli na jednym z całkiem wygodnych krzeseł przy kafeteryjnym stoliku. – Myśli pan, że Prorok Codzienny obroni się w tych czasach, czy jednak czeka go upadek?
Rozmowa jednak nie mogła trwać jakoś szalenie dłużej, bo oto właśnie w pustej kafeterii pojawił się blondwłosy... Lucy powiedziałaby, że dzieciak, ale pewnie wypadałoby powiedzieć, że co najmniej chłopak. Lucy wstała od stołu i podała mu chłodną dłoń.
– Pan Lockhart? Jestem Lucy Rosewood, a to Odysseus Fawley. Mam nadzieję, że nie przeszkadzamy, ale to pilne.