07.02.2023, 01:14 ✶
Brenna zapewne była świadoma, że ten i ów trochę się przestraszy, widząc pędzące zwierzę. Nie przejmowała się tym jednak nadmiernie, bo po pierwsze, ludzie mieli tendencję do brania jej w pierwszej chwili za psa (nawet nie dlatego, że bardzo go przypominała: gdy po prostu nagle na środku ulicy mija cię wilk, umysł próbuje to poukładać), po drugie, na Pokątnej nieraz widywało się gorsze rzeczy.
Poza tym…
Poza tym chłopak kierował się na Nokturn. Tam Brenna mogłaby bardziej się przejmować tym, że ktoś spróbuje potraktować ją zaraz czarem dla wilczej skóry nim się przestraszy. Nie miała jednak wiele czasu, by nad tym się zastanawiać, zwłaszcza, że gdy zmieniała się w zwierzę, jej umysł, choć wciąż ludzki, funkcjonował odrobinę inaczej. Skupiała się bardziej na bodźcach, docierających ze wszystkich stron: innych kolorach, bardziej intensywnych zapachach, lepiej słyszalnych dźwiękach. Bardziej skomplikowane procesy myślowe były poza jej zasięgiem – chociaż pozostawała świadoma, że Patrick jest gdzieś w pobliżu i pewnie zaraz do nich dotrze.
Ale teraz całe jej jestestwo interesowało głównie dopadnięcie ofiary.
Gdy tylko chłopak znalazł się w zasięgu, wilczyca odbiła się od ziemi i wylądowała mu na plecach, przygniatając do ziemi. Warknęła, kiedy spróbował sięgnąć po różdżkę i złodziejaszek zamarł, czując wilczy oddech na karku. Wyglądało na to, że nie mieli do czynienia z żadnym księciem złodziei, a głupim albo zdesperowanym dzieciakiem.
Wyczuwając zapach Patricka tuż obok, Brenna przemieniła się z powrotem i teraz chłopak był przyciśnięty do ziemi nie przez wilka, a Brygadzistkę. Nie była to zmiana na lepsze, bo Brenna była na tyle wysoka i ćwiczyła tak dużo, że ważyła raczej więcej niż w wilczej formie niż mniej.
W dodatku wykręcanie cudzych rąk, by założyć na nie kajdanki, też miała świetnie opanowane.
- Dwie zbrodnie, chłopcze, złodziejstwo i głupota. Wybrałeś sobie na cel pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa – poinformowała sucho, wsuwając różdżkę do kieszeni i wydobywając z niej kajdanki. Jej ton tym razem nie miał w sobie nic ze zwykłej wesołości czy uprzejmości. Może i to był w ostatecznym rozrachunku nieszkodliwy dzieciak, świeżo po Hogwarcie, ale to nie oznaczało, że Brenna planowała go po prostu puścić.
Mogła trochę go żałował, jeśli do kradzieży zmusiły go okoliczności. Ale wiedziała, że jednak cała masa tego typu złodziejaszków kradnie, bo pracować nie ma ochoty. A sądząc po tym, jak dzieciak sprawnie obrobił Patricka, Steward nie był jego pierwszą ofiarą. Niejedna staruszka mogła nie mieć za co zapłacić czynszu, bo ten młodzieniec pozbawił ją galeona.
- Zostaniesz zabrany do Biura Brygady, gdzie czeka cię przesłuchanie. Nie musisz nic mówić, ale to może zaszkodzić twojej obronie, jeśli podczas przesłuchania nie wspomnisz o czymś, co później chciałbyś podjąć w ramach rozprawy – wyklepała tradycyjną formułkę, skuwając ręce chłopaka, trudno powiedzieć czy bardziej poruszonego aresztowaniem, czy tym, że wilk, który na niego skoczył, okazał się jednak kobietą. – Kurde, gdzie sakiewka? – zdziwiła się Brenna, sprawdzając jego kieszenie, by zabrać mu różdżkę. Nie zauważyła, że ten ją porzucił, bo ot za bardzo skupiła się na samym pościgu, i przegapiła moment wyrzucenia skradzionych pieniędzy.
Poza tym…
Poza tym chłopak kierował się na Nokturn. Tam Brenna mogłaby bardziej się przejmować tym, że ktoś spróbuje potraktować ją zaraz czarem dla wilczej skóry nim się przestraszy. Nie miała jednak wiele czasu, by nad tym się zastanawiać, zwłaszcza, że gdy zmieniała się w zwierzę, jej umysł, choć wciąż ludzki, funkcjonował odrobinę inaczej. Skupiała się bardziej na bodźcach, docierających ze wszystkich stron: innych kolorach, bardziej intensywnych zapachach, lepiej słyszalnych dźwiękach. Bardziej skomplikowane procesy myślowe były poza jej zasięgiem – chociaż pozostawała świadoma, że Patrick jest gdzieś w pobliżu i pewnie zaraz do nich dotrze.
Ale teraz całe jej jestestwo interesowało głównie dopadnięcie ofiary.
Gdy tylko chłopak znalazł się w zasięgu, wilczyca odbiła się od ziemi i wylądowała mu na plecach, przygniatając do ziemi. Warknęła, kiedy spróbował sięgnąć po różdżkę i złodziejaszek zamarł, czując wilczy oddech na karku. Wyglądało na to, że nie mieli do czynienia z żadnym księciem złodziei, a głupim albo zdesperowanym dzieciakiem.
Wyczuwając zapach Patricka tuż obok, Brenna przemieniła się z powrotem i teraz chłopak był przyciśnięty do ziemi nie przez wilka, a Brygadzistkę. Nie była to zmiana na lepsze, bo Brenna była na tyle wysoka i ćwiczyła tak dużo, że ważyła raczej więcej niż w wilczej formie niż mniej.
W dodatku wykręcanie cudzych rąk, by założyć na nie kajdanki, też miała świetnie opanowane.
- Dwie zbrodnie, chłopcze, złodziejstwo i głupota. Wybrałeś sobie na cel pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa – poinformowała sucho, wsuwając różdżkę do kieszeni i wydobywając z niej kajdanki. Jej ton tym razem nie miał w sobie nic ze zwykłej wesołości czy uprzejmości. Może i to był w ostatecznym rozrachunku nieszkodliwy dzieciak, świeżo po Hogwarcie, ale to nie oznaczało, że Brenna planowała go po prostu puścić.
Mogła trochę go żałował, jeśli do kradzieży zmusiły go okoliczności. Ale wiedziała, że jednak cała masa tego typu złodziejaszków kradnie, bo pracować nie ma ochoty. A sądząc po tym, jak dzieciak sprawnie obrobił Patricka, Steward nie był jego pierwszą ofiarą. Niejedna staruszka mogła nie mieć za co zapłacić czynszu, bo ten młodzieniec pozbawił ją galeona.
- Zostaniesz zabrany do Biura Brygady, gdzie czeka cię przesłuchanie. Nie musisz nic mówić, ale to może zaszkodzić twojej obronie, jeśli podczas przesłuchania nie wspomnisz o czymś, co później chciałbyś podjąć w ramach rozprawy – wyklepała tradycyjną formułkę, skuwając ręce chłopaka, trudno powiedzieć czy bardziej poruszonego aresztowaniem, czy tym, że wilk, który na niego skoczył, okazał się jednak kobietą. – Kurde, gdzie sakiewka? – zdziwiła się Brenna, sprawdzając jego kieszenie, by zabrać mu różdżkę. Nie zauważyła, że ten ją porzucił, bo ot za bardzo skupiła się na samym pościgu, i przegapiła moment wyrzucenia skradzionych pieniędzy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.