25.05.2025, 20:57 ✶
W przeciwieństwie do Juliana, Paul był po służbie. Oczywiście dokumenty koronera zawsze miał w kieszeni, co świadczyło o pełnym przygotowaniu na sytuację nagłego zgonu w najbliższej okolicy. Przezorny zawsze ubezpieczony, jak powszechnie mawiano. Wiadomo było, że obecność aurora i koronera zapewniała każdemu lokalowi niezrównany poziom bezpieczeństwa. Oczywiście mogli się zjawić też mściwi czarnoksiężnicy poszukujący zemsty. Cóż, świat nie był idealny.
— Hmm, rzeczywiście podejrzanie pachnie. Czekaj, spróbuję, czy może jest trujące — Paul upił trochę piwa, po czym dotknął palcami skroni. — Wiesz, trochę mi się kręci w głowie — zażartował, po czym teatralnie położył głowę na blacie.
Jak na poważnego pracownika Ministerstwa, był czasem straszliwym idiotą.
Tylko czekał na tę chwilę, kiedy mogliby spotkać się razem na grillu. Paul ostatnio był u nich przed urodzeniem Henry'ego, kiedy Christine była w ciąży. Pamiętał, jak ona i Jolene się polubiły i jaką radość sprawiło jej to, że mogła poznać innych czarodziejów. Dla mugolsko-magicznych par życie towarzyskie bywało niełatwe. Paul musiał wyprowadzić się z Horyzontalnej przez problemy z wpuszczeniem jego ukochanej do magicznego Londynu. Trochę integracji przywracało wiarę, że może kiedyś te dwie grupy mogły żyć razem ze sobą świadomie i bez wrogości.
— Wiesz dobrze, że w naszej pracy bycie normalnym nie jest... normalne — Paul uśmiechnął się i uniósł kufel z piwem. — Za wieczystą przyjaźń aurorsko-koronerską! Lub, jak niektórzy wolą, na pohybel Wizengamotowi!
W tym łączyły się ich biura: w stosunku do napuszonych sędziów, którzy srali wyżej niż dupy mieli. Połowa z nich przecież pochodziła od Crouchów, a ogromna większość z czystokrwistych godzin. Uważali się też za najważniejszych w całym Ministerstwie, chodzili z tymi swoimi aktówkami i za nic mieli pracę innych biur. A tak naprawdę stanowisko tam dostawał ten, kto lepiej się ustawił, a nie ktoś, kto był najbardziej kompetentny. Nie mówiąc o jakimś niebotycznym stopniu braku tolerancji dla osób, które nie były czystej krwi. A czy to była wina Paula, że jego rodzice nie byli kuzynostwem?