22.10.2022, 22:44 ✶
- Może i lepiej. Nie wiedzieć dlaczego wyobraziłam sobie właśnie kolejkę ludzi, chcących pogadać ze smokiem, mimo że ten przecież najchętniej by jednego z drugim zeżarł… - parsknęła cicho. Rzecz jasna, był to swego rodzaju żart; no bo chyba ludzie nie byliby aż tak głupi, żeby wyprawiać się na wycieczkę smokoznawczą? Jakkolwiek by nie patrzeć, te gadziny raczej należało pozostawić specjalistom, samemu trzymając się z bardzo, bardzo daleka. Ogień, zęby, pazury – wszystko to bynajmniej nie zachęcało do zawarcia bliższej znajomości z takową istotą.
- Popsułaś? I tam, prędzej pomogłaś wskoczyć na właściwe tory – tak, zdecydowanie nie postrzegała całej tej sytuacji jako „popsucie”. Prędzej czuła, że to właśnie dokładnie tak powinno być, nijak inaczej. A uroczysta obietnica? A proszę bardzo! Aż przyłożyła rękę do piersi, podkreślając tym gestem, jak poważnie teraz traktowała sytuację – Uroczyście obiecuję dbać o tę książkę jak o własne oczko w głowie. Nawet mogę złożyć Wieczystą Przysięgę! - zadeklarowała szczerze. Co tam, że taka przysięga to jednak gruba przesada, w końcu zawsze książkę można było odkupić, czyż nie? Ale, wyglądało na to, iż mówiła tu całkiem poważnie; wystarczyło słowo Brenny, a Mavelle bez mrugnięcia okiem była gotowa złożyć obietnicę potwierdzoną magią. Wszystko dla bezpieczeństwa pozycji, która miała trafić w jej łapki! - I wiesz co? „Dublera” też chętnie obadam – dodała po krótkiej chwili namysłu. Nie miała pojęcia, czy ten typ literatury przypadnie jej do gustu, ale jak nie jedna książka, to może druga. A jak druga też nie, to mogło być dość prawdopodobnym, że to nie kwestia „urody” któregoś tytułu lecz właśnie gatunku jako takiego.
- Chyba się skuszę… - zdecydowała po krótkiej chwili namysłu, koniec końców sięgając po „Czarnoksiężnika z Archipelagu”. Zważyła książkę w rękach i wsadziła ją pod pachę, czyniąc z niej – najwyraźniej – swoje trofeum z tej wizyty – A co? - zainteresowała się bliżej. Księgarz zaś, skoro Brenna zwróciła jego uwagę, spojrzał na kobiety – Proszę pójść do końca tej alejki, będzie po prawej – wskazał i podrapał się po łepetynie. Polecić coś – nie takie proste znów zadanie!
- A co konkretnie by panią jeszcze interesowało? Coś bliższego “Mesjaszowi” czy “Grobowcom”, czy jednak “Dumie”?
- Popsułaś? I tam, prędzej pomogłaś wskoczyć na właściwe tory – tak, zdecydowanie nie postrzegała całej tej sytuacji jako „popsucie”. Prędzej czuła, że to właśnie dokładnie tak powinno być, nijak inaczej. A uroczysta obietnica? A proszę bardzo! Aż przyłożyła rękę do piersi, podkreślając tym gestem, jak poważnie teraz traktowała sytuację – Uroczyście obiecuję dbać o tę książkę jak o własne oczko w głowie. Nawet mogę złożyć Wieczystą Przysięgę! - zadeklarowała szczerze. Co tam, że taka przysięga to jednak gruba przesada, w końcu zawsze książkę można było odkupić, czyż nie? Ale, wyglądało na to, iż mówiła tu całkiem poważnie; wystarczyło słowo Brenny, a Mavelle bez mrugnięcia okiem była gotowa złożyć obietnicę potwierdzoną magią. Wszystko dla bezpieczeństwa pozycji, która miała trafić w jej łapki! - I wiesz co? „Dublera” też chętnie obadam – dodała po krótkiej chwili namysłu. Nie miała pojęcia, czy ten typ literatury przypadnie jej do gustu, ale jak nie jedna książka, to może druga. A jak druga też nie, to mogło być dość prawdopodobnym, że to nie kwestia „urody” któregoś tytułu lecz właśnie gatunku jako takiego.
- Chyba się skuszę… - zdecydowała po krótkiej chwili namysłu, koniec końców sięgając po „Czarnoksiężnika z Archipelagu”. Zważyła książkę w rękach i wsadziła ją pod pachę, czyniąc z niej – najwyraźniej – swoje trofeum z tej wizyty – A co? - zainteresowała się bliżej. Księgarz zaś, skoro Brenna zwróciła jego uwagę, spojrzał na kobiety – Proszę pójść do końca tej alejki, będzie po prawej – wskazał i podrapał się po łepetynie. Polecić coś – nie takie proste znów zadanie!
- A co konkretnie by panią jeszcze interesowało? Coś bliższego “Mesjaszowi” czy “Grobowcom”, czy jednak “Dumie”?