26.05.2025, 01:05 ✶
Scylla nie poruszyła się, choć miała wrażenie, że świat wokół niej lekko się zachwiał - nie fizycznie, nie tak, jakby ziemia usunęła się spod stóp, ale jakby coś głęboko w niej samej zostało przesunięte, wypchnięte z dotychczasowego porządku. Alexander, który przed momentem zdawał się być tylko naczyniem dla czegoś większego, starszego, obcego, teraz znowu był człowiekiem. Albo może udawał go lepiej niż wcześniej.
Jej wzrok opadł na zmiętą kartkę w zamkniętej dłoni. Jeszcze czuła ciepło jego dłoni na własnych ramionach, jak pieczęć złożona na pergaminie, jak świadectwo czegoś, czego jeszcze nie zdążyła nazwać. W milczeniu przesunęła kciukiem po nadpalonym brzegu, ścierając z papieru drobinki popiołu, jakby w ten sposób mogła odsłonić więcej niż tylko literacką treść. To, co miała przed sobą, nie było już tylko fragmentem książki. Było gestem. Zawieszoną na granicy milczenia obietnicą.
Kolejnym darem było imię. Alexander. Nie podane mimochodem, nie rzucone dla formy, nie wypowiedziane przez kogoś innego. Ofiarowane. W jego ustach zabrzmiało jak coś, co dopiero teraz nabrało znaczenia - nie jako szyld, ale jako symbol istnienia. A może jako ostatnia linia obrony przed czymś nieuniknionym.
Uniosła na niego spojrzenie. Głębokie, uważne, mroczne w sposób, który nie szukał w jego oczach odbicia własnych emocji, ale raczej przebłysku prawdy - tej prawdy, która zwykle ukrywa się pod językiem, w napięciu mięśni twarzy, w drgnięciu powieki, w sposobie, w jaki człowiek oddycha, gdy nie wie, czy jeszcze żyje, czy już tylko trwa.
- Doceniam gest - odezwała się po chwili zwyczajowego milczenia. Scylla zawieszała ciszę przed każdą odpowiedzią, wyraźnie będąc osobą, która niezwykle ostrożnie dobiera słowa. Nie rzucała ich na wiatr, nie wypowiadała kłamstwa na darmo. Mówiła tak, jakby za każde kolejne słowo miałaby być pewnego dnia rozliczona. - Niemniej nie mogę liczyć, że wykrzyczę twoje imię w ciemną noc i zmaterializujesz się z cienia oraz ułudy. - Zmarszczyła brwi, znowu cichnąc, ale nie wyglądając, jakby skończyła mówić. Tym razem milczała, aby dać Alexandrowi czas na zrozumienie. Musiał zdać sobie sprawę, że choć wiedziała, kiedy wyjawiał prawdę, nadal w jej oczach pozostawał kłamcą. - Czy prócz twojego imienia mogłabym prosić o coś jeszcze, abym zasnęła spokojnie wiedząc, że obietnica, nawet jeśli niespełniona, nie pozostanie bez pokrycia? - Przechyliła głowę, czując uderzenie adrenaliny w uszach i szyi związane z popychaniem pewnej granicy. Czy to już był szantaż, czy jeszcze tylko manipulacja? A może zwyczajne targowanie się, które skończy się dla niej fiaskiem?
A może usłuchała wreszcie Louvaina i zaczęła iść po swoje?
- Chcę kropli twojej krwi. Nic więcej. - Wydusiła wreszcie, ciesząc się, że ma na sobie maskę. Nie była pewna, jak źle teraz musiała wyglądać, skoro czuła się, jak ryba wyjęta z wody. - Wybacz mi, ale wydajesz się być osobą, która musi być stanowczo trzymana za słowo. - Wyjaśniła, choć na tyle enigmatycznie, że równie dobrze mogła nie powiedzieć nic. Choć w tym momencie dla Alexandra ta prośba mogła nie mieć sensu, prędzej czy później zrozumie, że to najmniej szkodliwy cyrograf, jaki mu przyjdzie podpisać.
Jej wzrok opadł na zmiętą kartkę w zamkniętej dłoni. Jeszcze czuła ciepło jego dłoni na własnych ramionach, jak pieczęć złożona na pergaminie, jak świadectwo czegoś, czego jeszcze nie zdążyła nazwać. W milczeniu przesunęła kciukiem po nadpalonym brzegu, ścierając z papieru drobinki popiołu, jakby w ten sposób mogła odsłonić więcej niż tylko literacką treść. To, co miała przed sobą, nie było już tylko fragmentem książki. Było gestem. Zawieszoną na granicy milczenia obietnicą.
Kolejnym darem było imię. Alexander. Nie podane mimochodem, nie rzucone dla formy, nie wypowiedziane przez kogoś innego. Ofiarowane. W jego ustach zabrzmiało jak coś, co dopiero teraz nabrało znaczenia - nie jako szyld, ale jako symbol istnienia. A może jako ostatnia linia obrony przed czymś nieuniknionym.
Uniosła na niego spojrzenie. Głębokie, uważne, mroczne w sposób, który nie szukał w jego oczach odbicia własnych emocji, ale raczej przebłysku prawdy - tej prawdy, która zwykle ukrywa się pod językiem, w napięciu mięśni twarzy, w drgnięciu powieki, w sposobie, w jaki człowiek oddycha, gdy nie wie, czy jeszcze żyje, czy już tylko trwa.
- Doceniam gest - odezwała się po chwili zwyczajowego milczenia. Scylla zawieszała ciszę przed każdą odpowiedzią, wyraźnie będąc osobą, która niezwykle ostrożnie dobiera słowa. Nie rzucała ich na wiatr, nie wypowiadała kłamstwa na darmo. Mówiła tak, jakby za każde kolejne słowo miałaby być pewnego dnia rozliczona. - Niemniej nie mogę liczyć, że wykrzyczę twoje imię w ciemną noc i zmaterializujesz się z cienia oraz ułudy. - Zmarszczyła brwi, znowu cichnąc, ale nie wyglądając, jakby skończyła mówić. Tym razem milczała, aby dać Alexandrowi czas na zrozumienie. Musiał zdać sobie sprawę, że choć wiedziała, kiedy wyjawiał prawdę, nadal w jej oczach pozostawał kłamcą. - Czy prócz twojego imienia mogłabym prosić o coś jeszcze, abym zasnęła spokojnie wiedząc, że obietnica, nawet jeśli niespełniona, nie pozostanie bez pokrycia? - Przechyliła głowę, czując uderzenie adrenaliny w uszach i szyi związane z popychaniem pewnej granicy. Czy to już był szantaż, czy jeszcze tylko manipulacja? A może zwyczajne targowanie się, które skończy się dla niej fiaskiem?
A może usłuchała wreszcie Louvaina i zaczęła iść po swoje?
- Chcę kropli twojej krwi. Nic więcej. - Wydusiła wreszcie, ciesząc się, że ma na sobie maskę. Nie była pewna, jak źle teraz musiała wyglądać, skoro czuła się, jak ryba wyjęta z wody. - Wybacz mi, ale wydajesz się być osobą, która musi być stanowczo trzymana za słowo. - Wyjaśniła, choć na tyle enigmatycznie, że równie dobrze mogła nie powiedzieć nic. Choć w tym momencie dla Alexandra ta prośba mogła nie mieć sensu, prędzej czy później zrozumie, że to najmniej szkodliwy cyrograf, jaki mu przyjdzie podpisać.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga