07.02.2023, 01:22 ✶
- Całkiem możliwe – zgodził się odruchowo z Brenną. I Patrickowi przeszło przez myśl, że największym problemem Johnny’ego było to, że chciał za szybko, za wiele i koniecznie nie w zgodzie z prawem. To ostatnie było chyba nawet najważniejszym punktem każdej prowadzonej przez niego działalności.
Osobiście jednak miał nadzieję, że tym razem mężczyzna nie próbował oszukiwać. Byłaby to skończona głupota, gdyby próbował wcisnąć jakiś lewy los na loterii akurat brygadzistce, którą dobrze znał i która doskonale znała jego. To przebiłoby nawet historię z kradzionymi kociołkami. I po co miałby to zresztą zrobić? Dla hecy? Głupio. A te kilka sykli, które był jej winien, raczej nie były warte konsekwencji, które mógł ponieść.
- Czerwona nić przeznaczenia – powtórzył odruchowo myśląc o tym, że jeśli kiedyś zdarzy mu się spotkać Brennę i Plumpa razem, sprawdzi łączące ich nici. Oczywiście wiedział, ze brygadzistce nie o takie nici przeznaczenia chodziło, ale byłoby to całkiem ciekawe, gdyby okazało się, że to nie jej czwarty zmysł pozwalał tak często łapać Johnny’ego, ale jego afekt do niej.
- Zawsze, kiedy jestem na Nokturnie, mam wrażenie, że jestem tam jakiś taki zbyt czysty. Zauważyłaś, że każda podejrzana wiedźma i każdy pozujący na czarnoksiężnika czarodziej mają czarne zęby? I oczywiście ziemię za paznokciami? Najlepiej takimi nieobcinanymi od dwóch tygodni? A ich ubranie musi, ale to musi mieć na sobie jakieś podejrzane plamy? – zapytał, zdając sobie dobrze sprawę, że pieprzył straszne głupoty. – Zresztą, w sumie stan uzębienia rzeczywiście dodaje im złowieszczego uroku. Stanowczo nie mam ochoty, żeby się do mnie zbliżali i chuchali we mnie podczas składania zeznań.
Ostatecznie Patrick nie wszedł do środka. Zaczekał aż Brenna załatwi sprawę z losem na loterii. Ale kiedy zobaczył jak wychodziła z budynku, już wiedział, że nie wszystko poszło po jej myśli. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy Plump naprawdę był tak głupi, by wcisnąć jej podrobiony kupon.
- Jak to przeterminowany? – zapytał głupio a w jego głosie pojawiło się autentyczne zaskoczenie. – Nie miałem zielonego pojęcia, że losy na loterię w ogóle mogą być przeterminowane. Przecież to nie ma sensu. Skąd niby miałaś wiedzieć, że ten twój los miał jakiś termin ważności? I o ile jest przeterminowany? – Steward miał nadzieję, że Brenna nie usłyszała właśnie, że jej los przeterminował się piętnaście minut wcześniej.
To dopiero byłaby straszliwa ironia losu. Całe szczęście, że nie wyglądała na specjalnie przybitą faktem, że ominęła ją wielka wygrana.
- Obawiam się, że na twój widok porzuci swoje kociołki, srebro, zegarki-wykiwarki, poduszki-pierdziuszki i zacznie uciekać – zauważył. Choć wtedy oznaczałoby, że od początku wiedział, iż los, który jej wciskał był przeterminowany i po prostu miał nadzieję, że Brenna zapomni o tym, że go w ogóle dostała. Innego wytłumaczenia Steward nie potrafił znaleźć. – A jak go dorwiesz, zacznie ci tłumaczyć, że go musiałaś źle zrozumieć.
Ruszył z nią w stronę Nokturnu.
- Sądzisz, żę będziemy mieli więcej szczęścia z informatorem? – zapytał, a potem, jakby ruszony jakąś nagłą myślą dodał: - Mam nadzieję, że mimo wszystko nie jest ci przykro. Mogę ci w ramach nagrody pocieszenia postawić kawę. Tu niedaleko jest całkiem dobra kawiarnia. Albo herbatę. Albo jakiegoś pączka z marmoladą u Nory.
Osobiście jednak miał nadzieję, że tym razem mężczyzna nie próbował oszukiwać. Byłaby to skończona głupota, gdyby próbował wcisnąć jakiś lewy los na loterii akurat brygadzistce, którą dobrze znał i która doskonale znała jego. To przebiłoby nawet historię z kradzionymi kociołkami. I po co miałby to zresztą zrobić? Dla hecy? Głupio. A te kilka sykli, które był jej winien, raczej nie były warte konsekwencji, które mógł ponieść.
- Czerwona nić przeznaczenia – powtórzył odruchowo myśląc o tym, że jeśli kiedyś zdarzy mu się spotkać Brennę i Plumpa razem, sprawdzi łączące ich nici. Oczywiście wiedział, ze brygadzistce nie o takie nici przeznaczenia chodziło, ale byłoby to całkiem ciekawe, gdyby okazało się, że to nie jej czwarty zmysł pozwalał tak często łapać Johnny’ego, ale jego afekt do niej.
- Zawsze, kiedy jestem na Nokturnie, mam wrażenie, że jestem tam jakiś taki zbyt czysty. Zauważyłaś, że każda podejrzana wiedźma i każdy pozujący na czarnoksiężnika czarodziej mają czarne zęby? I oczywiście ziemię za paznokciami? Najlepiej takimi nieobcinanymi od dwóch tygodni? A ich ubranie musi, ale to musi mieć na sobie jakieś podejrzane plamy? – zapytał, zdając sobie dobrze sprawę, że pieprzył straszne głupoty. – Zresztą, w sumie stan uzębienia rzeczywiście dodaje im złowieszczego uroku. Stanowczo nie mam ochoty, żeby się do mnie zbliżali i chuchali we mnie podczas składania zeznań.
Ostatecznie Patrick nie wszedł do środka. Zaczekał aż Brenna załatwi sprawę z losem na loterii. Ale kiedy zobaczył jak wychodziła z budynku, już wiedział, że nie wszystko poszło po jej myśli. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy Plump naprawdę był tak głupi, by wcisnąć jej podrobiony kupon.
- Jak to przeterminowany? – zapytał głupio a w jego głosie pojawiło się autentyczne zaskoczenie. – Nie miałem zielonego pojęcia, że losy na loterię w ogóle mogą być przeterminowane. Przecież to nie ma sensu. Skąd niby miałaś wiedzieć, że ten twój los miał jakiś termin ważności? I o ile jest przeterminowany? – Steward miał nadzieję, że Brenna nie usłyszała właśnie, że jej los przeterminował się piętnaście minut wcześniej.
To dopiero byłaby straszliwa ironia losu. Całe szczęście, że nie wyglądała na specjalnie przybitą faktem, że ominęła ją wielka wygrana.
- Obawiam się, że na twój widok porzuci swoje kociołki, srebro, zegarki-wykiwarki, poduszki-pierdziuszki i zacznie uciekać – zauważył. Choć wtedy oznaczałoby, że od początku wiedział, iż los, który jej wciskał był przeterminowany i po prostu miał nadzieję, że Brenna zapomni o tym, że go w ogóle dostała. Innego wytłumaczenia Steward nie potrafił znaleźć. – A jak go dorwiesz, zacznie ci tłumaczyć, że go musiałaś źle zrozumieć.
Ruszył z nią w stronę Nokturnu.
- Sądzisz, żę będziemy mieli więcej szczęścia z informatorem? – zapytał, a potem, jakby ruszony jakąś nagłą myślą dodał: - Mam nadzieję, że mimo wszystko nie jest ci przykro. Mogę ci w ramach nagrody pocieszenia postawić kawę. Tu niedaleko jest całkiem dobra kawiarnia. Albo herbatę. Albo jakiegoś pączka z marmoladą u Nory.