26.05.2025, 12:14 ✶
Tak sukces, jak i ból, każdy mierzył swoją miarą i to, co dla Rolpha mogło być ledwie niedogodnością, dla Charlesa oznaczało koniec świata. Tresowany przez ojca i w Durmstragu, tak naprawdę był tylko pieskiem wystawowym, któremu daleko było do posłuszeństwa i krwiożerczości osób wychowanych w innym celu, aniżeli tylko bycia grzecznym synkiem tatusia.
Ciepło Lestrange'a pozwalało mu zapomnieć o wszystkich problemach, zaś jego ramiona otaczały go przed światem. Bliskość koiła duszę, policzek przytulony do ramienia Rodolphusa i przymknięte powieki utwierdzały w przekonaniu, że jest tak, jak być powinno.
- Wiem... nie znam tego Notta i Atreusa, ale gdyby nie ja i ten... ten dziennikarz Isaac - próbował wypluć jego imię jak przekleństwo, ale nie udało się. Zdenerwowanie na Bagshota minęło już chyba bezpowrotnie. - To nie doszłoby do niczego. - Zakończył nieco żartobliwie, jakby ten mały wyczyn z niegrzecznymi świeczkami po czasie jednak napawał go dumą. - Nie słyszałem o pojedynku. Nie wiem... nie znam plotek. Powinienem się tym bardziej zainteresować? - Dopytał. Dobrze było wiedzieć, co w trawie piszczy.
Słowa Rodolphusa kazały mu porzucić dotychczasowy marazm, bo choć odpoczynek tuż obok był przyjemny, nie mogli przecież zasnąć we własnych ramionach. Z drugiej strony... czemu nie? Charles miał jednak inne plany. Powoli oderwał się od Lestrange'a, ale tylko po to, by przytrzymując się jego ramion przerzucić kolano przez jego uda, siadając okrakiem, więżąc go w swoim uścisku, kładąc dłonie na policzkach Rolpha.
- Dla mnie jesteś cudotwórcą. Nie poradziłbym sobie bez ciebie. - Powiedział wprost, blisko; ich twarze dzieliły ledwie centymetry. - To ty trzymasz mnie na powierzchni i to dzięki tobie nadal tu jestem. Nie pozwolę ci umniejszać twojej roli, słyszysz? Jesteś dla mnie tak wyjątkowy, jak nikt inny nigdy wcześniej nie był.
Ciepło Lestrange'a pozwalało mu zapomnieć o wszystkich problemach, zaś jego ramiona otaczały go przed światem. Bliskość koiła duszę, policzek przytulony do ramienia Rodolphusa i przymknięte powieki utwierdzały w przekonaniu, że jest tak, jak być powinno.
- Wiem... nie znam tego Notta i Atreusa, ale gdyby nie ja i ten... ten dziennikarz Isaac - próbował wypluć jego imię jak przekleństwo, ale nie udało się. Zdenerwowanie na Bagshota minęło już chyba bezpowrotnie. - To nie doszłoby do niczego. - Zakończył nieco żartobliwie, jakby ten mały wyczyn z niegrzecznymi świeczkami po czasie jednak napawał go dumą. - Nie słyszałem o pojedynku. Nie wiem... nie znam plotek. Powinienem się tym bardziej zainteresować? - Dopytał. Dobrze było wiedzieć, co w trawie piszczy.
Słowa Rodolphusa kazały mu porzucić dotychczasowy marazm, bo choć odpoczynek tuż obok był przyjemny, nie mogli przecież zasnąć we własnych ramionach. Z drugiej strony... czemu nie? Charles miał jednak inne plany. Powoli oderwał się od Lestrange'a, ale tylko po to, by przytrzymując się jego ramion przerzucić kolano przez jego uda, siadając okrakiem, więżąc go w swoim uścisku, kładąc dłonie na policzkach Rolpha.
- Dla mnie jesteś cudotwórcą. Nie poradziłbym sobie bez ciebie. - Powiedział wprost, blisko; ich twarze dzieliły ledwie centymetry. - To ty trzymasz mnie na powierzchni i to dzięki tobie nadal tu jestem. Nie pozwolę ci umniejszać twojej roli, słyszysz? Jesteś dla mnie tak wyjątkowy, jak nikt inny nigdy wcześniej nie był.