07.02.2023, 02:07 ✶
- Naprawdę? Widzę, że jesteś znacznie poważniejszym przestępcą niż sądziłam na początku, skoro uważasz, że kradzież to nic złego – powiedziała Brenna, wstając i zmuszając dzieciaka, by zrobił to samo. – Wspomniałam, że wszystko, co powiesz, może zostać użyte jako dowód w sprawie?
Młodość miała prawo do głupoty i błędów. Ale jednocześnie kobieta nie mogłaby pracować w Brygadzie, gdyby po prostu puszczała każdego złodzieja, włamywacza czy chuligana, tylko dlatego, że ten był młody albo miał trudną sytuację życiową i zrobiło się jej go żal. Gdyby Patrick nalegał, być może zdjęłaby dzieciakowi kajdanki i pozwoliła mu uciec, ale sama w takich sytuacjach nagle prezentowała zupełnie inny charakter niż ten, który znali jej przyjaciele. Ktoś, kto nie widywał Brenny poza sytuacjami stricte towarzyskimi, mógł uważać ją za wręcz zbyt miękką, niezdolną do świadomego zrobienia czegoś, co sprawi komuś przykrość.
Był to bardzo duży błąd w ocenie. Kiedy przychodziło do takich sytuacji, jak ta, cała miękkość znikała jak ręką odjął.
- Ma. Moje zeznania – uświadomiła go uprzejmie, wzmacniając uścisk. – Oczywiście, jeśli będzie to koniecznie, możemy też użyć serum prawdy – dodała, chociaż tak naprawdę było jasne, że jeżeli takie zostanie użyte, to nie będzie to cenne veritaserum. Nie w tak błahej sprawie. – I owszem, możemy. Cały czas stawiam za coś ludzi przed sądem. To moje ulubione zajęcie – zapewniła, kłamiąc bez mrugnięcia okiem. To znaczy w kwestii ulubionego zajęcia, bo w tym, że regularnie ktoś stawał przed sądem, gdy ona maczała w sprawie palce, było sporo prawdy. Tacy aurorzy zwykle miesiącami pracowali nad jedną sprawą, ona miała zaś drobniejsze przewinienia, więc tych rozpraw zaszłoby całkiem sporo. – Ale nie musisz się martwić. Prawdopodobnie nie trafisz do więzienia. To znaczy, oczywiście, jeśli będziesz współpracował. Czekają cię raczej prace społeczne. Lubisz zamiatać ulice? Mam nadzieję, że tak – mówiła, cały czas z ogromną powagą, choć Patrick po kolorze aury Brenny mógł stwierdzić, że i ją zachowanie chłopaka odrobinę rozbawiło.
Ale tylko odrobinę. Bezczelność dzieciaka i jego sprawność sugerowały przecież, że to nie był pierwszy wypadek.
- Bez kombinacji, skarbie. Biegam dużo szybciej od ciebie i jako człowiek, i jako wilk, poza tym ma teraz twoją różdżkę – szepnęła mu wprost do ucha, pochylając się, kiedy dostrzegła, że próbuje sprawdzić wytrzymałość kajdanek. A te były nie tylko dobrze zapięte, ale także magiczne, aby uwolnienie się z nich nie przyszło aż tak łatwo.
Zerknęła na Patricka, gdy ten zadał pytanie Edgarowi. Jeśli szło o nią, uważała, że dzieciak, dla dobra własnego i innych, powinien trafić do Biura Brygady, złożyć zeznania i albo dobrowolnie poddać się niewielkiej karze grzywny oraz pracom społecznym, albo faktycznie domagać się procesu – co prawdopodobnie skończyłoby się podobną albo cięższą karą. Nie podobała się jej myśl o puszczeniu go, bo czuła, że wtedy po prostu poszuka na ofiarę kogoś, kto wygląda mniej szkodliwe. I albo pozbawi kogoś ciężko zarobionych pieniędzy, albo trafi tym razem na jakiegoś śmierciożercę i źle skończy.
Nie wtrącała się jednak, czekając na odpowiedź Edgara. I nie chodziło nawet o to, że Stewarda traktowała trochę jak kolegę ani że był aurorem. Ot ze względu na jego pozycję w Zakonie Feniksa Brenna przywykła do wysłuchiwania poleceń Patricka i raczej nie kwestionowania jego wypowiedzi. Być może sama nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, że wykraczało to także poza sprawy zakonne.
Młodość miała prawo do głupoty i błędów. Ale jednocześnie kobieta nie mogłaby pracować w Brygadzie, gdyby po prostu puszczała każdego złodzieja, włamywacza czy chuligana, tylko dlatego, że ten był młody albo miał trudną sytuację życiową i zrobiło się jej go żal. Gdyby Patrick nalegał, być może zdjęłaby dzieciakowi kajdanki i pozwoliła mu uciec, ale sama w takich sytuacjach nagle prezentowała zupełnie inny charakter niż ten, który znali jej przyjaciele. Ktoś, kto nie widywał Brenny poza sytuacjami stricte towarzyskimi, mógł uważać ją za wręcz zbyt miękką, niezdolną do świadomego zrobienia czegoś, co sprawi komuś przykrość.
Był to bardzo duży błąd w ocenie. Kiedy przychodziło do takich sytuacji, jak ta, cała miękkość znikała jak ręką odjął.
- Ma. Moje zeznania – uświadomiła go uprzejmie, wzmacniając uścisk. – Oczywiście, jeśli będzie to koniecznie, możemy też użyć serum prawdy – dodała, chociaż tak naprawdę było jasne, że jeżeli takie zostanie użyte, to nie będzie to cenne veritaserum. Nie w tak błahej sprawie. – I owszem, możemy. Cały czas stawiam za coś ludzi przed sądem. To moje ulubione zajęcie – zapewniła, kłamiąc bez mrugnięcia okiem. To znaczy w kwestii ulubionego zajęcia, bo w tym, że regularnie ktoś stawał przed sądem, gdy ona maczała w sprawie palce, było sporo prawdy. Tacy aurorzy zwykle miesiącami pracowali nad jedną sprawą, ona miała zaś drobniejsze przewinienia, więc tych rozpraw zaszłoby całkiem sporo. – Ale nie musisz się martwić. Prawdopodobnie nie trafisz do więzienia. To znaczy, oczywiście, jeśli będziesz współpracował. Czekają cię raczej prace społeczne. Lubisz zamiatać ulice? Mam nadzieję, że tak – mówiła, cały czas z ogromną powagą, choć Patrick po kolorze aury Brenny mógł stwierdzić, że i ją zachowanie chłopaka odrobinę rozbawiło.
Ale tylko odrobinę. Bezczelność dzieciaka i jego sprawność sugerowały przecież, że to nie był pierwszy wypadek.
- Bez kombinacji, skarbie. Biegam dużo szybciej od ciebie i jako człowiek, i jako wilk, poza tym ma teraz twoją różdżkę – szepnęła mu wprost do ucha, pochylając się, kiedy dostrzegła, że próbuje sprawdzić wytrzymałość kajdanek. A te były nie tylko dobrze zapięte, ale także magiczne, aby uwolnienie się z nich nie przyszło aż tak łatwo.
Zerknęła na Patricka, gdy ten zadał pytanie Edgarowi. Jeśli szło o nią, uważała, że dzieciak, dla dobra własnego i innych, powinien trafić do Biura Brygady, złożyć zeznania i albo dobrowolnie poddać się niewielkiej karze grzywny oraz pracom społecznym, albo faktycznie domagać się procesu – co prawdopodobnie skończyłoby się podobną albo cięższą karą. Nie podobała się jej myśl o puszczeniu go, bo czuła, że wtedy po prostu poszuka na ofiarę kogoś, kto wygląda mniej szkodliwe. I albo pozbawi kogoś ciężko zarobionych pieniędzy, albo trafi tym razem na jakiegoś śmierciożercę i źle skończy.
Nie wtrącała się jednak, czekając na odpowiedź Edgara. I nie chodziło nawet o to, że Stewarda traktowała trochę jak kolegę ani że był aurorem. Ot ze względu na jego pozycję w Zakonie Feniksa Brenna przywykła do wysłuchiwania poleceń Patricka i raczej nie kwestionowania jego wypowiedzi. Być może sama nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, że wykraczało to także poza sprawy zakonne.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.