28.05.2025, 21:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.05.2025, 23:59 przez Electra Prewett.)
Może przez swoje zamyślenie, a może ze względu na wszystkich biegających dookoła ludzi, nie zwróciła uwagi na mężczyznę, który zmierzał w ich stronę. Zorientowała się dopiero w momencie, w którym Icarus został od niej gwałtownie odciągnięty. Przynajmniej Cerber zareagował szybko i zeskoczył bezpiecznie na ziemię.
Electra już chciała próbować wyszarpać brata, automatycznie zakładając, że zaatakował go jakiś smierciożerca (choć byłoby to mało prawdopodobne, skoro nikt poza najbliższą rodziną nie miał pojęcia o prawdziwym statusie krwi Prewetta). Wtedy jednak nieznajomy zaczął mówić i okazało się, że kierowały nim zupełnie inne motywacje. Jebane czystki. Czy to dlatego, że wspomnieli coś o kamienicy? A może przez ich stroje? Prewettówna starała się dzisiaj ubrać tak, by nie wyróżniać się z tłumu w mugolskiej dzielnicy (oczywiście, na tyle na ile artystyczna bohema mogła się nie wyróżniać). Z jakiegoś powodu jednak ten człowiek założył, że są czystokrwiści i że stanowili idealny obiekt do wyładowania jego frustracji.
Kiedy mężczyzna wycelował w Ariego, Electra instynktownie zacisnęła dłoń na własnej różdżce. Nie zawahałaby się oddać oprawcy, gdyby rzucił zaklęcie; w końcu nikt nie miał prawa sięgać po przemoc, niezależnie od pobudek. Czekała więc, gotowa ruszyć na pomoc, podczas gdy Icarus próbował dyskutować z mugolakiem. Cerber cały ten czas posłusznie chował się za nią.
Niestety, wyglądało na to, że słowa Prewetta tylko bardziej podjudziły nieznajomego. A potem wszystko zadziało się tak szybko, że Electra nie była w stanie zareagować i wyczarowana przez mugolaka czerwona substancja poleciała prosto na Icarusa. W przeciwieństwie do brata, dziewczyna nie zastanawiała się nad symboliką tego gestu ani nad Lady Makbet. Była zbyt wkurzona, by po prostu stać z boku oraz obserwować.
— Hej! — krzyknęła, podchodząc do oprawcy. Cerber dreptał tuż za nią. — Odpierdol się od mojego brata, zjebie. — posłała mu rozwścieczone spojrzenie. Bezpośrednia konfrontacja z agresywnym mężczyzną nie była rozsądnym posunięciem, ale czarownica nie działała teraz rozsądnie. Po prawdzie, sama nie wiedziała co robi; chyba liczyła, że jakimś cudem uda jej się zastraszyć przeciwnika.
// Zawada: porywczy
Mężczyzna był wyraźnie zaskoczony; nie spodziewał się, że dziewczyna mu się postawi i zacznie mówić tak potocznym językiem. Niemniej, wydawał się zbyt rozsierdzony, by odpuścić.
— TO TY SIĘ ODPIERDOL CZYSTOKRWISTA GÓWNIARO! PEWNIE RUCHASZ SIĘ NA BOKU Z TYMI OSZOŁOMAMI, KTÓRZY PALĄ LONDYN! — mężczyzna wybuchł, wydzierając się tak głośno, że wszyscy dookoła zwrócili na nich uwagę. Oczywiście, najbardziej gapili się na nią. Prewettównę przeszedł dreszcz. Bała się, lecz wciąż nieustępliwie stała i wpatrywała się w mugolaka, który kontynuował swoją niecenzuralną wiązankę. — Kazirodcze ścierwo! Uważacie się za lepszych od nas, wyzywacie od szlam, a teraz zabraliście mi wszystko! Wszystko... — niespodziewanie, po czerwonej twarzy mężczyzny zaczęły płynąć łzy. — Z-zapłacicie za to... — rzucił łamiącym się głosem, po czym odwrócił się i ruszył w stronę, z której przyszedł.
Electra wpatrywała się w jego plecy, po czym przesunęła wzrokiem po otoczeniu; te parę osób, których życie nie było bezpośrednio zagrożone, wciąż się w nią wpatrywało. Zrobiło jej się sucho w gardle, lecz czuła, że powinna to jakoś naprostować. Nawet, jeśli wcale nie musiała.
— I żeby nie było... — przełknęła ślinę. — Nie jestem śmierciożercą ani z żadnym nie spałam. — mówiła dość głośno, ale nie kierowała tych słów do nikogo konkretnego.
A potem ona również zaczęła płakać.
Electra już chciała próbować wyszarpać brata, automatycznie zakładając, że zaatakował go jakiś smierciożerca (choć byłoby to mało prawdopodobne, skoro nikt poza najbliższą rodziną nie miał pojęcia o prawdziwym statusie krwi Prewetta). Wtedy jednak nieznajomy zaczął mówić i okazało się, że kierowały nim zupełnie inne motywacje. Jebane czystki. Czy to dlatego, że wspomnieli coś o kamienicy? A może przez ich stroje? Prewettówna starała się dzisiaj ubrać tak, by nie wyróżniać się z tłumu w mugolskiej dzielnicy (oczywiście, na tyle na ile artystyczna bohema mogła się nie wyróżniać). Z jakiegoś powodu jednak ten człowiek założył, że są czystokrwiści i że stanowili idealny obiekt do wyładowania jego frustracji.
Kiedy mężczyzna wycelował w Ariego, Electra instynktownie zacisnęła dłoń na własnej różdżce. Nie zawahałaby się oddać oprawcy, gdyby rzucił zaklęcie; w końcu nikt nie miał prawa sięgać po przemoc, niezależnie od pobudek. Czekała więc, gotowa ruszyć na pomoc, podczas gdy Icarus próbował dyskutować z mugolakiem. Cerber cały ten czas posłusznie chował się za nią.
Niestety, wyglądało na to, że słowa Prewetta tylko bardziej podjudziły nieznajomego. A potem wszystko zadziało się tak szybko, że Electra nie była w stanie zareagować i wyczarowana przez mugolaka czerwona substancja poleciała prosto na Icarusa. W przeciwieństwie do brata, dziewczyna nie zastanawiała się nad symboliką tego gestu ani nad Lady Makbet. Była zbyt wkurzona, by po prostu stać z boku oraz obserwować.
— Hej! — krzyknęła, podchodząc do oprawcy. Cerber dreptał tuż za nią. — Odpierdol się od mojego brata, zjebie. — posłała mu rozwścieczone spojrzenie. Bezpośrednia konfrontacja z agresywnym mężczyzną nie była rozsądnym posunięciem, ale czarownica nie działała teraz rozsądnie. Po prawdzie, sama nie wiedziała co robi; chyba liczyła, że jakimś cudem uda jej się zastraszyć przeciwnika.
// Zawada: porywczy
Mężczyzna był wyraźnie zaskoczony; nie spodziewał się, że dziewczyna mu się postawi i zacznie mówić tak potocznym językiem. Niemniej, wydawał się zbyt rozsierdzony, by odpuścić.
— TO TY SIĘ ODPIERDOL CZYSTOKRWISTA GÓWNIARO! PEWNIE RUCHASZ SIĘ NA BOKU Z TYMI OSZOŁOMAMI, KTÓRZY PALĄ LONDYN! — mężczyzna wybuchł, wydzierając się tak głośno, że wszyscy dookoła zwrócili na nich uwagę. Oczywiście, najbardziej gapili się na nią. Prewettównę przeszedł dreszcz. Bała się, lecz wciąż nieustępliwie stała i wpatrywała się w mugolaka, który kontynuował swoją niecenzuralną wiązankę. — Kazirodcze ścierwo! Uważacie się za lepszych od nas, wyzywacie od szlam, a teraz zabraliście mi wszystko! Wszystko... — niespodziewanie, po czerwonej twarzy mężczyzny zaczęły płynąć łzy. — Z-zapłacicie za to... — rzucił łamiącym się głosem, po czym odwrócił się i ruszył w stronę, z której przyszedł.
Electra wpatrywała się w jego plecy, po czym przesunęła wzrokiem po otoczeniu; te parę osób, których życie nie było bezpośrednio zagrożone, wciąż się w nią wpatrywało. Zrobiło jej się sucho w gardle, lecz czuła, że powinna to jakoś naprostować. Nawet, jeśli wcale nie musiała.
— I żeby nie było... — przełknęła ślinę. — Nie jestem śmierciożercą ani z żadnym nie spałam. — mówiła dość głośno, ale nie kierowała tych słów do nikogo konkretnego.
A potem ona również zaczęła płakać.
The older you get the more rules they're gonna try to get you to follow.
You just gotta keep livin' man,
L-I-V-I-N
You just gotta keep livin' man,
L-I-V-I-N