![[Obrazek: q8OlQzB.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=q8OlQzB.png)
Aliénor Dolohov
Odcięcie rozdarło fałsz maritum tętna, który zdążył się już wybrzmieć na strunach wysłużonych skrzypiec. Cicha pogłos ostatniego tchnienia, gdy klawisz pianina uderzył w ciszę, rozmył się jak obłąkany jęk bezbarwnej chwili, pozbawionej emocji i życia. Tchnienie — delikatne, niemal namacalne — jak dłoń odziana w koronkową rękawiczkę, spoczęła na wierzchu kończyny, w ruchu konwencjonalnego tragizmu, kreując obraz bolącej głowy, rozpaczy domniemanej, tchnienia niknącej nimfy, która znikła gdzieś między snem a rzeczywistością.
Nie ma miłości — nie ma odkupienia. Jest jedynie cenista poczwara śmierci, zwiastująca wieczystą ciszę, nieprzeniknioną i nieubłaganą. Z tobą zostanę — na wieczność dni, twoje są włosy, głos i cień... — zaklęła ukojnym głosem, który uniósł się jak wichru poblask tkaniny spływającej po twarzy, skrywając ją w półmroku rozpaczy. Ubolewała nad stratą — nad bezlitosnym okrucieństwem życia, które odbiera bez ostrzeżenia i bez litości.
Niech niebo zgaśnie, jeśli zniknę ci... — zamilkła, a potem zniknął on. Rankiem, cicho, bez śladu, jakby był tylko snem, który rozproszył się wraz z pierwszym światłem dnia.
Poznajmy się bliżej
♦ W lustrze Ain Eingarp widzę scenę, choć nie tę zwyczajną, lecz utkwiącą gdzieś między jawą a snem — aksamitne kurtyny drżące pod oddechem widowni, a przede mną światło, które nie oślepia, lecz kłania się mojej obecności. Nie ma oklasków, bo nie są potrzebne. Tylko On, wśród cieni — ten, którego już nie ma, siedzi pośród rzędów i nie spuszcza ze mnie wzroku.
♦ Bogin przyjmuje przy mnie formę martwej twarzy z moim głosem na ustach — zamarłej w bezruchu maski, w której piękno zwiędło, a głos został raz na zawsze odebrany. Struny głosowe zduszone ciszą, a spojrzenie puste, bez wyrazu, jakby żadna emocja nie przetrwała.
♦ Amortencja pachnie mi jak aksamitny welwet zarzucony na ramiona w zimny poranek, powietrze Paryża o świcie, nuty czarnej herbaty i pomiędzy nimi — męskie perfumy przytkane nutą tytoniu i alkoholu.
♦ Moje ulubione zaklęcie to urok rzucany na mężczyzn.
♦ Mój patronus przyjmuje formę wilka, uosobienia lojalności wyćwiczonej w samotności. Jest cieniem, który biegnie bezszelestnie wśród mgieł wspomnień — nigdy pierwszy do ataku, lecz zawsze ostatni do odwrotu. Zjawia się w chwilach ciszy i zimna, gdy umysł drży w obliczu własnych wspomnień.
♦ Wróżbiarstwo to dla mnie sztuka podobna śpiewowi — nie chodzi o to, co się mówi, lecz jak się to wyśpiewa. Mgła w filiżance herbaty może być kłamstwem, ale czyż nie każde kłamstwo zasługuje na uwagę, jeśli potrafi poruszyć?
♦ Czarna magia? Cóż jest jak fortepian: to nie klawisze decydują o brzmieniu, lecz dłonie grającego. Widziała, do czego prowadzi brak hamulców, i choć sama nie dotyka jej rdzenia, nie ośmiela się udawać, że nie potrafię rozpoznać jej waloru.
♦ Za swoje największe osiągnięcie uważam..., że nikt do końca nie wie, kim jestem. Że nawet najbliżsi nie potrafią powiedzieć, gdzie kończy się rola, a zaczyna prawda. Że w świecie pełnym mężczyzn, którzy chcieli mną rządzić, to ja prowadzę taniec.
♦ Stoję po stronie tej, która aktualnie prowadzi do przetrwania. W lojalności nie ma nic szlachetnego, jeśli prowadzi na stryczek. Wojna to teatr — a ja gram do ostatniego aktu.
♦ Moje serce należy dotego, kto nigdy nie zapytał, do kogo należy. Ale nie bije już dla nikogo. Biję ja — za nas oboje.
Nic nie wiem prócz, że pachną bzy.
I ustami tylko poznaję,
żeś ty nie ty...