Decyzja nie była wcale taka prosta, chociaż, czy aby na pewno? Znalazła krzemień, dość ostry, aby był w stanie przeciąć całkiem delikatną skórę na nadgarstku. Być może nie był ostry jak skalpel, ale spełnił swoją rolę. Rozciął skórę, spowodował, że gęsta, ciemna krew popłynęła z jej nadgarstka. Nie panikowała, krew nie wzbudzała w niej szczególnych emocji, nawet jej własna. W końcu widywała ją na co dzień.
W jej nodrza uderzył ten specyficzny zapach. Jeżyny, najwyraźniej miały one jakieś specjalne znaczenie w tym całym przedstawieniu. Nie kojarzyły się jednak z tymi owocami, które można było urwać z krzaka, tylko jakby najlpeszy czas miały już za sobą. Poczuła ich smak w ustach, przejechała językiem po dolnej wardze, jakby chciała się upewnić, że zmysły ją nie myliły.
Wtedy zakręciło jej się w głowie, nie był to pierwszy raz tego wieczora, mrugnęła, szukała czegoś, czego mogłaby się przytrzymać, ale nie zdążyła. Świat zawirował, a ona razem z nim.
Nie była w stanie powstrzymać się przed upadkiem. Znalazła się na ziemi. Po raz kolejny. Otworzyła oczy i zaczęła przyglądać się temu, co znajdowało się wokół niej. Nie miała pojęcia, co zastanie tym razem. Czy trafiła do kolejnego, dziwnego miejsca?
Zamrugała, powoli, ostrożnie. Dopiero wtedy poczuła ten dyskomfort, jakby coś wbijało się w jej ciało. Kolce, to musiały być kolce, najprawdopodbniej jeżyn - bo ich zapach unosił się w powietrzu, ponownie.
Spróbowała się podnieść, wydostać z tych roślin, które plątały się w jej włosach, ubraniu. Wiedziała, że to może nie być wcale takie proste, jednak nie zamierzała leżeć dłużej między nimi.
Zauważyła Romulusa, który był tutaj z nią. Jednak nie zniknął, nie przepadł. Nadal byli skazani na swoje towarzystwo. Nie wiedziała, czy to dobrze, czy źle, bowiem przed chwilą dźgnęła go w obojczyk, mógł na to różnie zareagować, a może wcale tego nie pamiętał? Podejrzewała, że Potter może zrobić z tego przedstawienie, miał tendencje do dramatyzowania, a chyba aktualnie nie do końca była na to przygotowana. Chciała wreszcie wyjść z tego lasu. Znaleźć się w domu, w łóżku, jakimkolwiek, nawet nie chodziło o jej przytulne mieszkanko.
Dostrzegła kamyk, który znajdował się tuż obok niej, to skłoniło ją do tego, aby spojrzeć na swój nadgarstek. Nie dostrzegła na nim śladu krwi, najwyraźniej rana, którą sama sobie zadała się zasklepiła. Postanowiła się schylić, aby wziąć ten krzemień ze sobą, miała wrażenie, że tylko dzięki niemu jakoś udało jej się wydostać z tej dziwnej sieci iluzji, w którą zostali wplątani. Trzymała go w dłoni i chwilę się mu przyglądała, nie wiedzieć czemu był taki dziwny, wyglądem bowiem przypominał skórę Romulusa przed tym, nim go dźgnęła.
Z rozmyślań o kamieniu wyrwał ją śmiech. Gwałtownie odwróciła się za siebie, próbowała zlokalizować miejsce, z którego dochodził, ale nie była w stanie tego zrobić. Miała wrażenie, że rozmywa się po całym lesie, czy to było w ogóle możliwe?
Wyszła z tych krzaków malin, dopiero wtedy spojrzała znowu na Romulusa. Nie do końca wiedziała, czego się spodziewać, ale nie wydawało jej się, aby dalsza część wieczoru, nocy? minęła im spokojnie. Na pewno nie zrozumie, że miała dobre intencje.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control