Czy przejęła się tym, że brat na dzień dobry pizdnął nią o ścianę i pokazał swoje bielusieńkie kły? Nie do końca. Nie spodziewała się szczególnie ciepłego przywitania, realnie podchodziła do tego, co się działo. Wiedziała, że był wkurwiony. Zresztą pewnie też by była. Ona nie potrafiła usiedzieć zbyt długo w zamknięciu, mieli to we krwi. Musieli się włóczyć, wyjść gdzieś chociaż na chwilę. Sytuacja jednak była dość mocno skomplikowana, właściwie to ta jego przypadłość... To, że jej o niej powiedział odebrała jako proszenie o pomoc. Zamierzała więc mu ją dać, pewnie nie zakładał, że zrobi to w taki sposób, ale drastyczne metody były najbardziej skuteczne. Nie obchodziło jej za bardzo co o tym myślał, tak, czy siak robiła to dla dobra brata. Może kiedyś to doceni...
Póki co jednak wyglądało na to, że szybko miałby się pogodzić z zaistniałą sytuacją. Cóż, jakoś zamierzała poradzić sobie z jego wkurwieniem, to nie był pierwszy raz, kiedy się odnosił do niej w podobny sposób. Tak już mieli, prawda?
Zależało jej na nim, czy tego chciał, czy nie. Naprawdę przejęła się jego losem i chciała mu ułatwić egzystencję na tym świecie, ba może nawet jakoś pomóc na nowo zacząć żyć.
Znaleźli się w końcu w lesie, znowu we dwójkę, jak za starych, dobrych czasów. Ta, jasne... Cóż jakoś na pewno z tego wybrną, nie był to chyba odpowiedni czas na wyrzuty, zwłaszcza, że musieli wytropić zaginionych, którzy przepadli w pizdu kilka godzin temu.
Dreszcz przeszedł jej po plecach, kiedy usłyszała w jaki sposób się do niej odezwał. Zrozumiała aluzję. Oczywiście, że musiał zachować się w ten sposób, zamierzał być w stosunku do niej uszczypliwy, spodziewała się tego. Westchnęła ciężko nie kryjąc swojego niezadowolenia z jego podejścia.
- Nie, tak pytam z czystej przyzwoitości. - Wysyczała przez zęby. Nie podobało jej się to, że zarzucił jej bycie nieszczerą. Naprawdę uważał, że miała gdzieś to, jak się z tym wszystkim czuje? Była jego siostrą, wiele razy udowodniła mu, że jej na nim zależy. Irytowało ją to, że zachowywał się w ten sposób.
Zatrzymała się kiedy na nią warknął. Odwróciła się w stronę brata. Oczy jej błyszczały. Geraldine miała krótki lont, niestety, nawet w stosunku do niego.
- Jak się w końcu ogarniesz! O ile w ogóle zamierzasz to zrobić, czy widzisz do jakiego stanu się doprowadziłeś? - Uniosła głos, bo czemu by nie. Miała nadzieję, że nikt nie usłyszy ich drobnej sprzeczki, bo nie zamierzała się z niej tłumaczyć.
Może nie powinna się do niego zwracać w ten sposób, ale co jej pozostawało. Skoro nie widział tego, że robili to dla jego dobra, że chcieli dla niego jak najlepiej... zamierzała otworzyć mu oczy, nim te jej się zamkną.
- Masz zamiar tak egzystować? Naprawdę uważasz, że to jest normalne? - Wydawało jej się, że nie widział w tym niczego złego, bo gdyby widział, to coś by z tym zrobił, a nie robił właściwie nic. Znalazł sobie swój sposób, te eliksiry nasenne i się nimi posiłkował, ale przecież nie mógł w ten sposób nieżyć przez wieczność, no niby mógł... ale właśnie, chodziło o to, żeby w końcu znalazł inną metodę, bardziej korzystną dla niego.