22.10.2022, 22:50 ✶
Miała wrażenie, że Brenna żyje w ciągłym biegu. Zawsze gdy ją widziała to się gdzieś śpieszyła. Zdawała sobie sprawę, że ma dużo na głowie, w końcu była Longbottomem, musiałaby być ślepa, by nie wiedzieć jak się angażują w akcje charytatywne, pomagali wszystkim potrzebującym. Ceniła to, że dzielą się swym bogactwem z innymi, w przeciwieństwie do większości bogaczy.
Figg ubrana była dzisiaj w krótką, zieloną sukienkę, w czarne paski, na wierch narzuciła ciemny płaszcz, wyglądała jak zazwyczaj. Uwielbiała intensywne kolory, nie dało jej się nie zauważyć na ulicy, zwracała na siebie uwagę. Płynęła od niej pozytywna aura. Pomimo życia, które nie było usłane różami uśmiech nie schodził jej z twarzy, a dobry humor zawsze towarzyszył.
- W sumie to masz rację. To również idealne odzwierciedlenie mojej osobowości. - Słowa Brenny tylko upewniły ją w tym, że wybór był słuszny. Spojrzała na torbę którą jej wręczała, a mina zmieniła się na bardziej karcącą. - Za bardzo ją rozpieszczacie. Jak tak dalej pójdzie, to kupicie jej hipogryfa na osiemnaste urodziny. - zdawała sobie sprawę, że stać ich na to, jednak uważała, że nie powinni przesadzać, nie chodziło przecież o to, żeby Mabel miała wszystko, czego zapragnie. - Książki wybaczam... - Zmieniła ton osu, kiedy kątem oka dojrzała zawartość torebki. Czytanie w końcu uczyło i rozwijało.
Nora była dzisiaj w cukierni sama. Córkę zostawiła u prababki w Dolinie Godryka. Musiała załatwić jeszcze kilka formalności, a nie chciała jej ciągać po urzędach, przecież by się tam zanudziła.
- Ty, toczyła? Ciągle gdzieś biegasz. Zresztą przypomniałaś mi właśnie, że chciałam o tym porozmawiać. Nie sądzisz, że powinnaś nieco zwolnić? - Martwiło ją to, że Brenna tyle na siebie brała, w końcu każdy miał jedno zdrowie i powinien je szanować.
Usiadła obok Brenny, kiedy podała jej wszystkie słodycze do spróbowania. Przyglądała się jej uważnie. Lubiła patrzeć, kiedy inni jedli jej wyroby. Cieszyło ją ogromnie, gdy widziała reakcję na smak, który udało jej się stworzyć. - Możesz mieć rację, niepotrzebnie panikuję, jednak wiesz, to Londyn, a nie zapyziala Dolina Godryka. Trochę się boję, ale marzyłam o tym od dawna. - Jeszcze osiem lat temu nie uwierzyłaby, że uda jej się jakoś wykaraskać z tego poplątanego życia. Jak widać, wszystko potrzebowało czasu, a i jej szansa nadeszła.
- Planuję otworzyć w połowie miesiąca, czy powinnam wysłać do Was karton pączków jako reklamę? Jakieś rabaty dla współpracowników? - Powoli zaczynała myśleć nad tym, jak wkupić się w łaski tutejszych. - Mam nadzieję, że pojawicie się na otwarciu. Udało mi się zaadaptować tył kamienicy na mieszkanie dla mnie i Mabel. - nie pamiętała, czy już o tym wspominała przyajciółce.
Figg ubrana była dzisiaj w krótką, zieloną sukienkę, w czarne paski, na wierch narzuciła ciemny płaszcz, wyglądała jak zazwyczaj. Uwielbiała intensywne kolory, nie dało jej się nie zauważyć na ulicy, zwracała na siebie uwagę. Płynęła od niej pozytywna aura. Pomimo życia, które nie było usłane różami uśmiech nie schodził jej z twarzy, a dobry humor zawsze towarzyszył.
- W sumie to masz rację. To również idealne odzwierciedlenie mojej osobowości. - Słowa Brenny tylko upewniły ją w tym, że wybór był słuszny. Spojrzała na torbę którą jej wręczała, a mina zmieniła się na bardziej karcącą. - Za bardzo ją rozpieszczacie. Jak tak dalej pójdzie, to kupicie jej hipogryfa na osiemnaste urodziny. - zdawała sobie sprawę, że stać ich na to, jednak uważała, że nie powinni przesadzać, nie chodziło przecież o to, żeby Mabel miała wszystko, czego zapragnie. - Książki wybaczam... - Zmieniła ton osu, kiedy kątem oka dojrzała zawartość torebki. Czytanie w końcu uczyło i rozwijało.
Nora była dzisiaj w cukierni sama. Córkę zostawiła u prababki w Dolinie Godryka. Musiała załatwić jeszcze kilka formalności, a nie chciała jej ciągać po urzędach, przecież by się tam zanudziła.
- Ty, toczyła? Ciągle gdzieś biegasz. Zresztą przypomniałaś mi właśnie, że chciałam o tym porozmawiać. Nie sądzisz, że powinnaś nieco zwolnić? - Martwiło ją to, że Brenna tyle na siebie brała, w końcu każdy miał jedno zdrowie i powinien je szanować.
Usiadła obok Brenny, kiedy podała jej wszystkie słodycze do spróbowania. Przyglądała się jej uważnie. Lubiła patrzeć, kiedy inni jedli jej wyroby. Cieszyło ją ogromnie, gdy widziała reakcję na smak, który udało jej się stworzyć. - Możesz mieć rację, niepotrzebnie panikuję, jednak wiesz, to Londyn, a nie zapyziala Dolina Godryka. Trochę się boję, ale marzyłam o tym od dawna. - Jeszcze osiem lat temu nie uwierzyłaby, że uda jej się jakoś wykaraskać z tego poplątanego życia. Jak widać, wszystko potrzebowało czasu, a i jej szansa nadeszła.
- Planuję otworzyć w połowie miesiąca, czy powinnam wysłać do Was karton pączków jako reklamę? Jakieś rabaty dla współpracowników? - Powoli zaczynała myśleć nad tym, jak wkupić się w łaski tutejszych. - Mam nadzieję, że pojawicie się na otwarciu. Udało mi się zaadaptować tył kamienicy na mieszkanie dla mnie i Mabel. - nie pamiętała, czy już o tym wspominała przyajciółce.