31.05.2025, 19:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.05.2025, 19:50 przez Millie Moody.)
– No to kurwa muszę powiedzieć, niezłe ćpanie. Wykurwiście, kto jest Twoim dealerem Voldemort? – To nie leżało nawet koło zabawnego. Halucynacje bywały groźne i Miles wiedziała to, bo na koncie ostatnio zaliczyła Bardzo Fajnie Śpiewającą Selkie, która prawie zjebała z klifu ją i Bazyliszka. I to nie było fajne. To było bardzo niefajne. Pizda postanowiła sobie umieścić ich w wodnym ogrodzie, który skutecznie przesłaniał klif i dziurę, która była za nim. Dobrze to zakombinowali wtedy, ale dziś...
W pewnym momencie mimo wszystko Miles skumała się, że może to nie było ok. I też musiała zrobić bardzo bardzo dziwną minę, gdy auror zapytał się o to czy oni działają według planu.
Kurwa.
Ostatnia rekrutacja poszła jej bardzo dobrze, więc może i teraz?
– I tak i nie. Znaczy no powiedzmy jest jakiś plan, ale ja nie ogarniam, jestem tylko krawężnikiem na ee... urlopie. Są mądrzejsi ode mnie. Chyba. Tak myślę. Czy Woody klasyfikuje się jako mądrzejszy? – szczerze wątpiła, kojarząc niestety byłego glinę głównie z tym że super zajebiście kumplował się z aurorem z którym ona nie chciała mieć nic wspólnego. Z jej ojcem. Ale też był kumplem z Bletchleyem (chyba?), więc to byłaby najbliższa nić. – Na razie skupiam się, żeby no... wyciągać ludzi z ognia, gasić, organizować jakieś miejscówki bezpieczne dla tych co potracili dom no i zasadniczo nie umrzeć. Panu też bym radziła... nie umierać. Głos w głowie to... to nie jest za dobry znak, ale jako przedstawicielka Trelawneyów nie powiedziałabym, że jest to aż tak dziwny znak. No i ... ee... Nie jest pan zdrajcą panie Bletchley. Jest pan zajebisty. Proszę dzisiaj nie umierać ok? Kto będzie na mnie pomstował za upijanie córki? – spróbowała się uśmiechnąć, ale wychodziło jej to jakoś krzywo. W sumie, pewnie nigdyby nie ucięła sobie takiej pogawędki ze swoim ojcem. Przez moment jej wzrok stał się nieobecny. Myśl pojawiła się nagła. Agresywna. Surowa w swoim wymiarze. Czy Moody też tak by stał słysząc głos? Czy sięgnęłaby po zaklęcie i odciągnęła go od niechybnej śmierci albo nawet kalectwa? A może pozwoliłaby mu... pozwoliłaby sobie nie mieć refleksu, pozwoliłaby sobie nie zauważyć zagrożenia... pozwoliłaby sobie...
...mieć spokój...
...na reszcie spokój...
Wzdrygnęła się od własnych myśli. To nie był jej ojciec. To był cudzy ojciec. Inny ojciec. Dobry ojciec. Niektórzy mieli po prostu szczęście. Kiedy złapała go za ręce? Musiała zrobić to machinalnie. Czerwień, czerń... Znaki... omeny. Ich ścieżki rozchodziły się na boki - auror miał swoją drogę do przejścia tej nocy. Swoje piekło. Ona swoje. Czasem jednak bohater spotykał na swojej drodze wieszczkę, a ona - cóż... może nie była jasnowidzem, ale potrafiła dostrzec omen.
Zamrugała. Zamrugała drugi raz, bo nie dowierzała. Pośród pożogi. Zgliszczy. Śmierci. Pośród zbrodni i zadrze, którą Voldemort zadał ich miastu.
– Moneta potoczy się po Twoim stole. Złota kaczka zniesie złote jajo. A żeby to zrobiła, nie będzie kaczką pieczoną. Tak myślę. – odpowiedziała enigmatycznie szczerząc się jak głupi do sera, czy w obecnej sytuacji, jak głupi do kaczki. Nagle gruchnęło coś za nimi. Spłoszona odwróciła się.
– Na mnie pora, mój młot uderza o kowadło. Kiedyś mi się pan odwdzięczy. Koniec szlabanu dla Hesti na wyjścia? To moja cena – rzuciła przez ramię i odbiegła w stronę Klubokawiarni Nory.
W pewnym momencie mimo wszystko Miles skumała się, że może to nie było ok. I też musiała zrobić bardzo bardzo dziwną minę, gdy auror zapytał się o to czy oni działają według planu.
Kurwa.
Ostatnia rekrutacja poszła jej bardzo dobrze, więc może i teraz?
– I tak i nie. Znaczy no powiedzmy jest jakiś plan, ale ja nie ogarniam, jestem tylko krawężnikiem na ee... urlopie. Są mądrzejsi ode mnie. Chyba. Tak myślę. Czy Woody klasyfikuje się jako mądrzejszy? – szczerze wątpiła, kojarząc niestety byłego glinę głównie z tym że super zajebiście kumplował się z aurorem z którym ona nie chciała mieć nic wspólnego. Z jej ojcem. Ale też był kumplem z Bletchleyem (chyba?), więc to byłaby najbliższa nić. – Na razie skupiam się, żeby no... wyciągać ludzi z ognia, gasić, organizować jakieś miejscówki bezpieczne dla tych co potracili dom no i zasadniczo nie umrzeć. Panu też bym radziła... nie umierać. Głos w głowie to... to nie jest za dobry znak, ale jako przedstawicielka Trelawneyów nie powiedziałabym, że jest to aż tak dziwny znak. No i ... ee... Nie jest pan zdrajcą panie Bletchley. Jest pan zajebisty. Proszę dzisiaj nie umierać ok? Kto będzie na mnie pomstował za upijanie córki? – spróbowała się uśmiechnąć, ale wychodziło jej to jakoś krzywo. W sumie, pewnie nigdyby nie ucięła sobie takiej pogawędki ze swoim ojcem. Przez moment jej wzrok stał się nieobecny. Myśl pojawiła się nagła. Agresywna. Surowa w swoim wymiarze. Czy Moody też tak by stał słysząc głos? Czy sięgnęłaby po zaklęcie i odciągnęła go od niechybnej śmierci albo nawet kalectwa? A może pozwoliłaby mu... pozwoliłaby sobie nie mieć refleksu, pozwoliłaby sobie nie zauważyć zagrożenia... pozwoliłaby sobie...
...mieć spokój...
...na reszcie spokój...
Wzdrygnęła się od własnych myśli. To nie był jej ojciec. To był cudzy ojciec. Inny ojciec. Dobry ojciec. Niektórzy mieli po prostu szczęście. Kiedy złapała go za ręce? Musiała zrobić to machinalnie. Czerwień, czerń... Znaki... omeny. Ich ścieżki rozchodziły się na boki - auror miał swoją drogę do przejścia tej nocy. Swoje piekło. Ona swoje. Czasem jednak bohater spotykał na swojej drodze wieszczkę, a ona - cóż... może nie była jasnowidzem, ale potrafiła dostrzec omen.
Wróżbiarstwo III - symbol dla Juliana
Rzut Symbol 1d258 - 75
Kaczka (nadchodzą pieniądze)
Kaczka (nadchodzą pieniądze)
Zamrugała. Zamrugała drugi raz, bo nie dowierzała. Pośród pożogi. Zgliszczy. Śmierci. Pośród zbrodni i zadrze, którą Voldemort zadał ich miastu.
– Moneta potoczy się po Twoim stole. Złota kaczka zniesie złote jajo. A żeby to zrobiła, nie będzie kaczką pieczoną. Tak myślę. – odpowiedziała enigmatycznie szczerząc się jak głupi do sera, czy w obecnej sytuacji, jak głupi do kaczki. Nagle gruchnęło coś za nimi. Spłoszona odwróciła się.
– Na mnie pora, mój młot uderza o kowadło. Kiedyś mi się pan odwdzięczy. Koniec szlabanu dla Hesti na wyjścia? To moja cena – rzuciła przez ramię i odbiegła w stronę Klubokawiarni Nory.