31.05.2025, 21:09 ✶
Wiadro wizgnęło, uderzając metalowym kantem jednego z mugolaków w łeb. Pozostała dwójka zmyła się od razu, trzeci odbiegł, złorzecząc na nią, ale miała to sążniście w dupie.
Zamiast tego podbiegła do typa słaniającego się na ziemi. Tak było nawet lepiej, gdy klęczał u jej stóp. Gdy teraz były jej coś winien. Gdy mógłby spojrzeć w jej oczy i powiedzieć Dziękuje zjebana dziwko lub cokolwiek podobnego. Albo nic nie powiedzieć. Wyciągnęła do niego rękę.
– Wstawaj kutasiarzu, przydaj się na coś i też zabierz się za gaszenie. Tego żeś nie przewidział co? Że będziemy piec kiełbaski w Londynie? – rzuciła lekko, niemal lekceważąco. A potem mężczyzna, wysoki, przystojny kurwa typ z ogolonym ryjem i standardowym dupkowatym czystokrwistym uśmieszkiem powiedział:
– Dziękuję za pomoc, ja... tak, pomogę gasić, tak... nie rozumiem czemu to się stało, to, że moja rodzina zajmuje się... – Nie słuchała go. Patrzyła na twarz typa i nie, to nie był on. Pomyliła się. Miała przewiązane oczy. Brodziła w wodzie własnych wylanych tamtej nocy łez.
Mulciber chuju, jak ja Cię kurwa nienawidzę, gdziekolwiek jesteś zdechnij w końcu – pomyślała malowniczo, a uśmiech jeszcze przed chwilą całkiem szczery (choć wcale nie miły) teraz pozostał przyklejonym do twarzy grymasem.
– Może... może będę mógł się jakoś odwdzięczyć? Chciałabyś może... pójść ze mną na kawę? Jeśli jakaś kawiarnia w ogóle przetrwa to szaleństwo... – Dotarło do niej że typek coś mówił. Zjeżyła się wewnętrznie na samą myśl spędzenia z nim chwili dłużej. Był kurwa jebany zbyt podobny.
– A weź spierdalaj – odpowiedziała tylko spod nosa i zawróciła do Nory. Musiała zgarnąć Thomasa i powinni zająć się porządnym gaszeniem tego gówna. Londyn sam się nie uratuje.
Zamiast tego podbiegła do typa słaniającego się na ziemi. Tak było nawet lepiej, gdy klęczał u jej stóp. Gdy teraz były jej coś winien. Gdy mógłby spojrzeć w jej oczy i powiedzieć Dziękuje zjebana dziwko lub cokolwiek podobnego. Albo nic nie powiedzieć. Wyciągnęła do niego rękę.
– Wstawaj kutasiarzu, przydaj się na coś i też zabierz się za gaszenie. Tego żeś nie przewidział co? Że będziemy piec kiełbaski w Londynie? – rzuciła lekko, niemal lekceważąco. A potem mężczyzna, wysoki, przystojny kurwa typ z ogolonym ryjem i standardowym dupkowatym czystokrwistym uśmieszkiem powiedział:
– Dziękuję za pomoc, ja... tak, pomogę gasić, tak... nie rozumiem czemu to się stało, to, że moja rodzina zajmuje się... – Nie słuchała go. Patrzyła na twarz typa i nie, to nie był on. Pomyliła się. Miała przewiązane oczy. Brodziła w wodzie własnych wylanych tamtej nocy łez.
Mulciber chuju, jak ja Cię kurwa nienawidzę, gdziekolwiek jesteś zdechnij w końcu – pomyślała malowniczo, a uśmiech jeszcze przed chwilą całkiem szczery (choć wcale nie miły) teraz pozostał przyklejonym do twarzy grymasem.
– Może... może będę mógł się jakoś odwdzięczyć? Chciałabyś może... pójść ze mną na kawę? Jeśli jakaś kawiarnia w ogóle przetrwa to szaleństwo... – Dotarło do niej że typek coś mówił. Zjeżyła się wewnętrznie na samą myśl spędzenia z nim chwili dłużej. Był kurwa jebany zbyt podobny.
– A weź spierdalaj – odpowiedziała tylko spod nosa i zawróciła do Nory. Musiała zgarnąć Thomasa i powinni zająć się porządnym gaszeniem tego gówna. Londyn sam się nie uratuje.
Koniec sesji