Londyn nie był już bezpiecznym miejscem, które znała jak własną kieszeń. Spędziła w nim przecież praktycznie całe swoje życie, jeszcze nigdy nie wydarzyła się tutaj taka tragedia. Ta noc spowodowała, że nie czuła się już w stolicy jak u siebie. Nie wiedziała, gdzie i czego może się spodziewać. Wiele złego się wydarzyło, wydawało jej się, że ogień się nie zmniejsza, pracownicy ministerstwa zdecydowanie nie radzili sobie z tym co się działo. Nikt nie był gotowy na starcie z takim żywiołem.
Jakoś udało jej się wbić w zwyczajny rytm, chociaż, czy właściwie był bliski do tej normalności? No nie do końca. Wokół panował chaos, każdy działał tak, jak prowadziła go intuicja, grunt, że udało się Bletchley jakoś wrócić do rzeczywistości po tym, co widziała, gdy przemierzała miasto. Miała z tym delikatny problem, jednak to, co przydarzyło się Corneliusowi z biurze spowodowało, że w końcu się ogarnęła. Wiedziała, że nie może sobie pozwolić na kolejne momenty zawahania, czy niedyspozycji, bo czas w tym wypadku mógł naprawdę być istotnym czynnikiem, od którego wiele zależało. Ludzie potrzebowali pomocy, a oni mogli im ją przynieść. Mieli doświadczenie i umiejętności, szkoda było z nich nie skorzystać.
Dotarło do niej to, o czym mówił Cornelius. Rozumiała jego intencje, wiedziała z czego wynikały, rozumiała dlaczego uważał, że lepiej będzie jeśli zostanie w ministerstwie, przynajmniej w tamtej chwili gdy o tym wspominał. Nie była do końca dysponowana, przeżyła dość mocno to, co działo się na zewnątrz, ale poradziła sobie z tymi emocjami. Potrafiła ocenić swoje siły, więc podjęła taką, a nie inną decyzję. Gdyby wiedziała, że nie jest w stanie wrócić na zewnątrz, to na pewno by się nie znalazła ponownie w samym sercu tego dramatu.
To nie tak, że zignorowała jego polecenie, po prostu stwierdziła, że warto jednak zrobić coś innego, bo poczuła się na siłach, aby mu towarzyszyć. Zresztą zamierzała udowodnić mężczyźnie, że nie będzie jego problemem, tylko wręcz przeciwnie - wesprze go podczas tego wyjścia.
To było do przewidzenia, że prędzej, czy później znajdą kogoś ze swoich wśród zgliszcz. Wielu znajomych angażowało się w pomoc mieszkańcom Londynu, wielu ryzykowało swoje własne życia, by uratować, jak najwięcej niewinnych. Każdy z nich mógł znaleźć się na jego miejscu, więc dość oczywistą opcją było udzielenie mu pomocy. Wiązało się to z wizytą w Mungu, co wcale nie było taką najgorszą z możliwości, bo tam też mogli się przydać do czegoś więcej, przecież każdy z nich posiadał wykształcenie medyczne, a i sporo doświadczenia, które nabyli właśnie w tym szpitalu.
Tak jak się spodziewała był on pełen poszkodowanych ludzi. Starała się trzymać Corneliusa i mu przy tym nie przeszkadzać, wiedziała bowiem, że to nie jest moment, w którym powinna być czyimkolwiek ciężarem. Towarzyszyła mu, żeby go wesprzeć, póki co chyba nie wychodziło jej to tak najgorzej. Nie zaliczyła żadnego momentu zawieszenia, co było całkiem pozytywnym zaskoczeniem.
Poszkodowanym zajęła się znajoma uzdrowicielka, co gwarantowało, że trafił w dobre ręce. Mogli odsapnąć, przynajmniej pozornie. Ledwie bowiem udało im się go dostarczyć na miejsce (tak, właściwie to Corio wziął to bardziej na siebie, ona podążała za nim niczym cień, by nie zgubić się w tłumie), a w szpitalu zrobiło się zamieszanie.
Nie ma się, co dziwić, nie było to w tej chwili najbardziej stabilne miejsce. Wielu ludzi potrzebowało pomocy medycznej, co powodowało, że w Mungu robił się tłok. Rzeka poszkodowanych rozmyła się po korytarzu w momencie, w którym mogli w końcu odetchnąć, odpocząć te kilka minut. Przez to Prue straciła z oczu swojego szefa, gdzieś jej zniknął, a to było sporym osiągnięciem zważając na to, jak wyróżniał się w tłumie.
Była jednak pewna, że znajdował się gdzieś w szpitalu, był więc względnie bezpieczny, tak jak i ona, która została pociągnięta gdzieś w głąb korytarza, to wcale nie było trudne, bo była drobna, na tyle drobna, że nie mogła się zatrzymać, przynajmniej na początku, w końcu udało jej się jakoś wyplątać z tego zamieszania. Oparła się o ścianę i odetchnęła głęboko. Wokół znajdowało się wielu poszkodowanych, na pewno będzie mogła komuś pomóc.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control