02.06.2025, 18:33 ✶
– No nie, taka okazja przejdzie mi koło nosa... – Westchnęła ciężko, jakby faktycznie, obecnie najbardziej ze wszystkiego żałowała faktu, że nie wyląduje w jego łóżku. Co prawda, była to zwykła nieprawda, ponieważ nie chodziła do łóżka z facetem na pierwszej randce, a do tego miała szczerą nadzieję, że Romulus byłby całkowicie zawiedzony, gdyby tak łatwo miał ją w tym łóżku zobaczyć. Fakt faktem, nie przewidywała atrakcji w postaci pożaru, wybuchu oraz obrażeń uniemożliwiających większość interakcji, lecz cóż... Sama najlepiej powinna wiedzieć, że przyszłość bywa nieprzewidywalna.
– Tam pewnie sami potrzebujący - zauważyła, gdy wspomniał o Mungu i to tonem, który sugerował, że zwyczajnie nie chce być ciężarem. Pewnie, gdyby mogła, to by głęboko westchnęła, lecz takie ekscesy skutecznie uniemożliwiał ból w żebrach. Nie kłóciła się jednak, bo w tym momencie, to ona tu była bardzo na przegranej pozycji i zdecydowanie nie posiadała żadnych atutów przemawiających na swoją korzyść. Poza tym, bardzo przemawiała do niej wizja heroicznej obrony św. Munga więc zobaczenie tego na własne oczy, powoli, stawało się niemal obowiązkiem.
– Bardzo wierzę w Twoją wybitną pamięć. – Uniosła kąciki ust w namiastce uśmiechu, którym starała się przykryć ból, jaki czuła, gdy tak stała. Mocno opierała się o Romulusa, bo zwyczajnie nie miała innego wyboru, jeśli w ogóle chciała utrzymać jakąś równowagę. Każdy krok kosztował ją naprawdę dużo, a w połączeniu z płytkim oddechem, który starała się łapać i wypowiadanymi słowami, odrobinę brzmiała, jakby miała atak astmy. – Słuchaj, jak się przebierzesz za uzdrowiciela, to i flirt będzie można uskutecznić. Ty, ja i inni pacjenci... Przecież to idealny pomysł. – Próba zaśmiania się, nie skończyła się najlepiej. Na szczęście, zaraz mogła usiąść i oprzeć się o kawałek ściany, co nieco pozwoliło rozluźnić napięte mięśnie oraz kości.
Chwilę później poszły w ruch zaklęcia i momentalnie odczuła ulgę. Może nie natychmiastową, może i usztywniło ją to bardziej niż się spodziewała, ale na pewno tak było dużo lepiej niż gdyby miała próbować dalej iść bez jakiejkolwiek magicznej pomocy. Podniosła się i lekko skinęła głową. Tak, zdecydowanie było trochę lepiej.
– Czuje sie, jakbym znów miała na sobie gorset. Ale daję radę stać... – A słysząc o kotach, na jej twarzy odbiło się zdziwienie. Nie zauważyła żadnych do tej pory, lub przynajmniej nie zakodowała tego, zbyt skupiona na wypadku, który się wydarzył. Dopiero po chwili, gdy Romulus się ruszył w stronę zwierząt, naprawdę zobaczyła, że takowe tu były. I co miała sobie pomyśleć? Oczywiście, że mężczyzna złapał u niej kolejny plus, tą opieką nad zwierzętami rozmiękczając jej serduszko.
- A już myślałam, że wziąłeś je jako sposób na lepszy podryw. – Zażartowała, ale na idącego obok niego kota spojrzała z lekką czułością. – Nie jest tak źle. Chyba dam radę. Idziemy? Nawet z twoją pomocą to trochę zajmie.
– Tam pewnie sami potrzebujący - zauważyła, gdy wspomniał o Mungu i to tonem, który sugerował, że zwyczajnie nie chce być ciężarem. Pewnie, gdyby mogła, to by głęboko westchnęła, lecz takie ekscesy skutecznie uniemożliwiał ból w żebrach. Nie kłóciła się jednak, bo w tym momencie, to ona tu była bardzo na przegranej pozycji i zdecydowanie nie posiadała żadnych atutów przemawiających na swoją korzyść. Poza tym, bardzo przemawiała do niej wizja heroicznej obrony św. Munga więc zobaczenie tego na własne oczy, powoli, stawało się niemal obowiązkiem.
– Bardzo wierzę w Twoją wybitną pamięć. – Uniosła kąciki ust w namiastce uśmiechu, którym starała się przykryć ból, jaki czuła, gdy tak stała. Mocno opierała się o Romulusa, bo zwyczajnie nie miała innego wyboru, jeśli w ogóle chciała utrzymać jakąś równowagę. Każdy krok kosztował ją naprawdę dużo, a w połączeniu z płytkim oddechem, który starała się łapać i wypowiadanymi słowami, odrobinę brzmiała, jakby miała atak astmy. – Słuchaj, jak się przebierzesz za uzdrowiciela, to i flirt będzie można uskutecznić. Ty, ja i inni pacjenci... Przecież to idealny pomysł. – Próba zaśmiania się, nie skończyła się najlepiej. Na szczęście, zaraz mogła usiąść i oprzeć się o kawałek ściany, co nieco pozwoliło rozluźnić napięte mięśnie oraz kości.
Chwilę później poszły w ruch zaklęcia i momentalnie odczuła ulgę. Może nie natychmiastową, może i usztywniło ją to bardziej niż się spodziewała, ale na pewno tak było dużo lepiej niż gdyby miała próbować dalej iść bez jakiejkolwiek magicznej pomocy. Podniosła się i lekko skinęła głową. Tak, zdecydowanie było trochę lepiej.
– Czuje sie, jakbym znów miała na sobie gorset. Ale daję radę stać... – A słysząc o kotach, na jej twarzy odbiło się zdziwienie. Nie zauważyła żadnych do tej pory, lub przynajmniej nie zakodowała tego, zbyt skupiona na wypadku, który się wydarzył. Dopiero po chwili, gdy Romulus się ruszył w stronę zwierząt, naprawdę zobaczyła, że takowe tu były. I co miała sobie pomyśleć? Oczywiście, że mężczyzna złapał u niej kolejny plus, tą opieką nad zwierzętami rozmiękczając jej serduszko.
- A już myślałam, że wziąłeś je jako sposób na lepszy podryw. – Zażartowała, ale na idącego obok niego kota spojrzała z lekką czułością. – Nie jest tak źle. Chyba dam radę. Idziemy? Nawet z twoją pomocą to trochę zajmie.