02.06.2025, 21:12 ✶
Nie mogła? A może po prostu nie byłaby w stanie się do tego zmusić? Czy gdyby musiała wybrać między ratowaniem postronnych, obcych ludzi, a zapewnieniem bezpieczeństwa Mabel, to byłaby w stanie w ogóle wybrać? Która część jej natury zwyciężyłaby tę walkę? A może po prostu zdałaby się na los? Erik pokręcił głową. Wolał o tym teraz nie myśleć.
— Ale mógłbym być — skontrował głupio-mądrze argument Nory. — Gdyby nie wilkołak, to teraz może byłbym w stanie jakoś pomóc. A zamiast tego mamy, o, tyle!
Rozłożył ręce, wydając z siebie ciężkie westchnienie. Nie było ono wywołane zmęczeniem fizycznym. O to się nie martwił; długie lata pracy w Brygadzie Uderzeniowej sprawiły, że przywykł do tego rodzaju obciążeń organizmu. Już bardziej się obawiał tego, jak ta noc wpłynie na niego emocjonalnie. No bo właśnie... Mógł się starać, ale koniec końców na co komu był teraz byle osiłek, który po prostu umiał ładnie mówić i się uśmiechnąć w odpowiedniej chwili?
Kto wie, może gdyby w tamto gorące lato nie został ofiarą ataku wilkołaka, to teraz jego życie wyglądało nieco inaczej? Może w końcu przebudziłoby się w nim Trzecie Oko? Bądź co bądź, patrząc po tym, jak trafili inni Longbottomowie, to szanse na to były całkiem wysokie. Wuj Morfeusz z umiejętnością jasnowidzenia i siostra Brenna potrafiąca zerkać w przeszłość przy pomocy widmowidzenia. Brakowało jeszcze tylko kogoś, kto skupiłby się na teraźniejszości, pomyślał przelotnie. Ale czy magia w ogóle dopuszczała coś takiego?
— Ale nie jesteśmy teraz w Dolinie Godryka. I nie jest to też Stonehenge. Ile stąd jest do Ministerstwa Magii? Dziesięć minut piechotę? Piętnaście? Dwadzieścia? — rzucił Longbottom, kurczowo łapiąc się tych myśli. — A mam wrażenie, że widzę na ulicach więcej przypadkowych przechodniów niż jakiekolwiek służby porządkowe.
Na Beltane mieli wymówkę w postaci rozrzucenia całego Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów po całym kraju, próbując być przygotowanym na wszystko. A jak wyszło? Że praktycznie na nic nie byli przygotowani. I to też poniekąd moja wina, skomentował bezgłośnie Erik. Kolejny dylemat. Ale przecież, gdyby chociaż zająknął się szefostwu, że wie coś więcej na temat nadchodzących wydarzeń, to kto wie, czy nie pogorszyłby sprawy? Mógł wystąpić przeciek. Opóźnienie ataku. Zmiana celu. Zmiana wszystkiego. Więc mogliśmy tylko patrzeć i reagować na bieżąco, kontynuował w myślach.
— Mhmm, biorę się za to — rzucił do Nory, mocując się z kolejnymi stołami.
Z tyłu głowy zaczął układać mu się jakiś mniej lub bardziej złożony plan zabezpieczenia lokalu. Najpierw zamierzał zsunąć stoły pod ściany, żeby zrobić miejsce na środku izby. A kiedy już nieco tutaj uprzątną, to może pomyśli nad tym, czy nie ustawić na nich czegoś dodatkowego, żeby wzmocnić całą konstrukcję? Wprawdzie pożary zdawały się trzymać górnych kondygnacji podpalonych budynków, jednak prędzej czy później chaos przeniesie się także i na ulice. A wtedy wypadałoby jakoś ochronić najbardziej narażone elementy wnętrza. Na przykład okna. Czy klubokawiarnia była jakoś zabezpieczona przez uszkodzeniami z zewnątrz? Wzmocnione szyby? Zaklęcia wplecione w strukturę kamienicy? Wtedy pewnie mało kto o tym myślał, stwierdził Erik, po prostu biorąc się do pracy. Najpierw stoły, potem pomyśli o zastawieniu reszty wystawy.
— Ale mógłbym być — skontrował głupio-mądrze argument Nory. — Gdyby nie wilkołak, to teraz może byłbym w stanie jakoś pomóc. A zamiast tego mamy, o, tyle!
Rozłożył ręce, wydając z siebie ciężkie westchnienie. Nie było ono wywołane zmęczeniem fizycznym. O to się nie martwił; długie lata pracy w Brygadzie Uderzeniowej sprawiły, że przywykł do tego rodzaju obciążeń organizmu. Już bardziej się obawiał tego, jak ta noc wpłynie na niego emocjonalnie. No bo właśnie... Mógł się starać, ale koniec końców na co komu był teraz byle osiłek, który po prostu umiał ładnie mówić i się uśmiechnąć w odpowiedniej chwili?
Kto wie, może gdyby w tamto gorące lato nie został ofiarą ataku wilkołaka, to teraz jego życie wyglądało nieco inaczej? Może w końcu przebudziłoby się w nim Trzecie Oko? Bądź co bądź, patrząc po tym, jak trafili inni Longbottomowie, to szanse na to były całkiem wysokie. Wuj Morfeusz z umiejętnością jasnowidzenia i siostra Brenna potrafiąca zerkać w przeszłość przy pomocy widmowidzenia. Brakowało jeszcze tylko kogoś, kto skupiłby się na teraźniejszości, pomyślał przelotnie. Ale czy magia w ogóle dopuszczała coś takiego?
— Ale nie jesteśmy teraz w Dolinie Godryka. I nie jest to też Stonehenge. Ile stąd jest do Ministerstwa Magii? Dziesięć minut piechotę? Piętnaście? Dwadzieścia? — rzucił Longbottom, kurczowo łapiąc się tych myśli. — A mam wrażenie, że widzę na ulicach więcej przypadkowych przechodniów niż jakiekolwiek służby porządkowe.
Na Beltane mieli wymówkę w postaci rozrzucenia całego Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów po całym kraju, próbując być przygotowanym na wszystko. A jak wyszło? Że praktycznie na nic nie byli przygotowani. I to też poniekąd moja wina, skomentował bezgłośnie Erik. Kolejny dylemat. Ale przecież, gdyby chociaż zająknął się szefostwu, że wie coś więcej na temat nadchodzących wydarzeń, to kto wie, czy nie pogorszyłby sprawy? Mógł wystąpić przeciek. Opóźnienie ataku. Zmiana celu. Zmiana wszystkiego. Więc mogliśmy tylko patrzeć i reagować na bieżąco, kontynuował w myślach.
— Mhmm, biorę się za to — rzucił do Nory, mocując się z kolejnymi stołami.
Z tyłu głowy zaczął układać mu się jakiś mniej lub bardziej złożony plan zabezpieczenia lokalu. Najpierw zamierzał zsunąć stoły pod ściany, żeby zrobić miejsce na środku izby. A kiedy już nieco tutaj uprzątną, to może pomyśli nad tym, czy nie ustawić na nich czegoś dodatkowego, żeby wzmocnić całą konstrukcję? Wprawdzie pożary zdawały się trzymać górnych kondygnacji podpalonych budynków, jednak prędzej czy później chaos przeniesie się także i na ulice. A wtedy wypadałoby jakoś ochronić najbardziej narażone elementy wnętrza. Na przykład okna. Czy klubokawiarnia była jakoś zabezpieczona przez uszkodzeniami z zewnątrz? Wzmocnione szyby? Zaklęcia wplecione w strukturę kamienicy? Wtedy pewnie mało kto o tym myślał, stwierdził Erik, po prostu biorąc się do pracy. Najpierw stoły, potem pomyśli o zastawieniu reszty wystawy.
(Aktywność Fizyczna) Jak dobrze Erik przestawia stoły vol.2 x1
Rzut W 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞