• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
1 2 Dalej »
[09.09.1972] 3:33 || Roise, Romy, Prue, Corio

[09.09.1972] 3:33 || Roise, Romy, Prue, Corio
Bloody brilliant
Soft idiot, a sappy motherfucker, a sentimental bastard if you will
wiek
33
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Wysoki, bo 192 centymetry wzrostu, postawny, dobrze zbudowany mężczyzna. Czarnowłosy. Niebieskooki. Ma częściową heterochromię w lewym oku - plamę brązu u góry tęczówki. Na jego twarzy można dostrzec kilka blizn. Jedna z nich biegnie wzdłuż lewego policzka, lekko zniekształcając jego rysy, co nadaje mu surowy wygląd, mimo to drobne zmarszczki w kącikach oczu zdradzają, że często się uśmiecha lub śmieje. Inna blizna, mniejsza, znajduje się na czole. Ma liczne pieprzyki na całym ciele. Elegancko ubrany. Zadbany. Bardzo dobrze się prezentuje.

Cornelius Lestrange
#7
03.06.2025, 00:00  ✶  

Cornelius zrozumiał, że zgubił Prudence dopiero wtedy, gdy odwrócił się, by rzucić do niej jakieś słowo, przez ramię, ale zamiast znajomej sylwetki zastała go pustka. Został sam, ironicznie, pośród coraz gęstszego tłumu okupującego korytarz szpitala, nie mogącego doczekać się przydziału sali, często-gęsto pomocy uzdrowiciela, lecz nie z winy personelu, tylko z nieludzkiego obłożenia rannymi, jakie przeżywał cały budynek. Lestrange zaledwie na moment spuścił Bletchley ze swoich oczu, ponieważ odwrócił się, żeby zerknąć na nosze obok, a potem rozejrzał się odruchowo, gdy ktoś niemal przywalił mu torbą medyczną w żebra. Stłumił przekleństwo, sunąc wzrokiem za którąś z młodszych stażystem, bo to była jej torba, jedną z tych, których ogarnęła panika, bardzo widoczna, prawdopodobnie zrozumiała... wystarczył rzut oka, by zobaczyć, że nikt z ich przełożonych nie kontrolował sytuacji i zostali puszczeni luźno, zdani sami na siebie, to był cyrk, zupełna porażka, ale czy, tak właściwie, miał prawo to krytykować... no, niezupełnie, skoro sam stracił jedyną osobę, którą miał pod swoimi skrzydłami, nie tylko tego wieczoru, ogólnie, w ramach bycia częścią jednego biura, a która zniknęła, nie wiedzieć, kiedy... Mężczyzna rozproszył się na skutek zamieszania, a potem zamarł, gdy ponownie uniósł wzrok w stronę, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się Bletchley, na pewno szła obok niego, bo już jej tam nie było.

Corio zawiesił się na chwilę, zanim zaczął rozglądać się dookoła, liczył, że zaraz wyłowi ją wzrokiem z tłumu, jej sylwetka znów wypłynie spośród fal ludzi przelewających się przez korytarz, tuż przed nim, chwila-moment i Prue stanie obok, jakby nigdy się nie oddaliła, no, może z jakąś wymówką na ustach, może z rozdrażnieniem, że ją zgubił, albo po prostu z tym charakterystycznym spojrzeniem, które u niej znaczyłoby tyle, co: „miałeś się mną nie przejmować, ale mimo wszystko sądziłam, że zauważysz; nie zauważyłeś, prawda?”, lecz tak się nie stało. Zniknęła, a on nie miał pojęcia, kiedy to się stało, niby Prue była tu bezpieczna, ale odpowiadał za jej wyjście w teren, to jego decyzja wyciągnęła ich oboje z Ministerstwa, więc to on brał odpowiedzialność za to, jak przebiegała ta noc, nie chciał musieć dopisywać Bletchley do listy zaginionych w akcji, wystarczyło, że ta już była dostatecznie długa. Przesunął się w bok, przylegając plecami do chłodnej ściany, żeby móc złapać kilka oddechów, bez zwracania na siebie uwagi, bo wyglądał jak jedna z ofiar, a nie jak ktoś, kto jeszcze chwilę temu dowodził działaniami dwuosobowego zespołu terenowego. Chwilę wcześniej korzystał z przewagi bycia członkiem Ministerstwa, teraz nie chciał zostać wzięty za kogoś, kto potrzebował natychmiastowej opieki medycznej, pytania o jego własny stan zdrowia nie tylko nie były mu w smak, one były mu w niesmak, czułby zniesmaczenie, gdyby takie dostał, bo naprawdę starał się nie myśleć o tym, w jaki sposób wyglądał.

Zamiast tego skupił się na skanowaniu tłumu, szukając wzrokiem Prue, rozglądał się, najpierw w jedną stronę, potem w drugą, przeczesując spojrzeniem korytarz. Na jego nieszczęście, Bletchley była mała, drobna, niska, nie miała jaskrawych ubrań, jak uzdrowiciele z Munga, którzy nosili te wstrętne, limonkowe szaty, teraz wyjątkowo zauważalne, to był chyba pierwszy raz, kiedy Lestrange żałował, że w biurze koronera nie mieli podobnej palety barw, bo wtedy kobieta byłaby dla niego dostrzegalna. Teraz, przez moment, miał wrażenie, że gdzieś mu mignęła, ale rozpłynęła się, gdy mrugnął, jakby to, co zobaczył, było tylko złudzeniem jego zmęczonego umysłu, wytworem wyobraźni, majakiem wzroku desperacko wypatrującego znajomego kształtu, pośród wszechobecnego rozgardiaszu Munga, który dawno przestał mieć jakąkolwiek strukturę. To nie był już ten sam szpital, jaki Cornelius znał, nawet wziąwszy pod uwagę to, że już wcześniej Lestrange nie miał dobrego zdania o procedurach i zwyczajach panujących w tym miejscu, nawet jeśli pracowała w nim jego własna rodzina, a bliska ciotka Dorinda, którą prywatnie się lubił, zasiadała na samej górze tej struktury. Bardzo chybotliwej struktury, bliskiej upadku, pozbawionej sensu, źle zorganizowanej, nastawionej na zysk zarządu, nie zdrowie pacjenta, nie dobro pracownika - tak brzmiała opinia Corneliusa, z którą mężczyzna nawet się nie krył, to było jego praktyczne doświadczenie, podczas pracy tutaj, zanim przeniósł się do Ministerstwa, które może było równie przeżarte układami, ale dawało mu więcej pola do popisu, szczególnie, gdy objął stanowisko na szczycie biura koronera. To stanowisko, które tej nocy stało się pośrednią przyczyną jego utrapienia, zgryzoty, nerwów, siwienia, wszystkiego po trochu, każdego na raz. Lestrange jeszcze nigdy nie był aż tak daleko od bycia opanowanym, przynajmniej w pracy, podczas wykonywania czynności służbowych, jak tego wieczoru, a właściwie, to tej nocy, bo była trzecia...

Trzecia trzydzieści trzy, o cholera, strasznie nie lubił tej godziny, na domiar złego, zaledwie kilka sekund później, w tłumie, dostrzegł twarz Romulusa i coś, co niepokojąco wyglądało na czubek głowy Ambroise'a. Nie ruszył w ich stronę, byli za daleko, między nimi a nim wciąż płynęła rzeka ludzi, zbyt gęsta, by się przez nią przecisnął, czekał na odpowiedni moment i jednocześnie dalej wypatrywał Bletchley, nie mogąc wyzbyć się wrażenia, że wolałby nie dostrzegać powiązania między zegarem na ścianie, a momentem, kiedy na niego spojrzał, pierwszy raz po paru godzinach. Trzy bliskie osoby, trzecia trzydzieści trzy, dziewiąty września, a Prudence wyparowała, to nie był dobry znak... ale co zwiastował?


!Nigdy nie przestawaj leczyć

/Foliowa czapka (I)
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (2915), Cornelius Lestrange (2585), Pan Losu (376), Prudence Fenwick (1867), Romulus Potter (1605)




Wiadomości w tym wątku
[09.09.1972] 3:33 || Roise, Romy, Prue, Corio - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 30.05.2025, 19:50
RE: [09.09.1972] 3:33 || Roise, Romy, Prue, Corio - przez Cornelius Lestrange - 31.05.2025, 14:56
RE: [09.09.1972] 3:33 || Roise, Romy, Prue, Corio - przez Romulus Potter - 01.06.2025, 18:07
RE: [09.09.1972] 3:33 || Roise, Romy, Prue, Corio - przez Prudence Fenwick - 02.06.2025, 14:57
RE: [09.09.1972] 3:33 || Roise, Romy, Prue, Corio - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 02.06.2025, 19:48
RE: [09.09.1972] 3:33 || Roise, Romy, Prue, Corio - przez Pan Losu - 02.06.2025, 19:48
RE: [09.09.1972] 3:33 || Roise, Romy, Prue, Corio - przez Cornelius Lestrange - 03.06.2025, 00:00
RE: [09.09.1972] 3:33 || Roise, Romy, Prue, Corio - przez Pan Losu - 03.06.2025, 00:00
RE: [09.09.1972] 3:33 || Roise, Romy, Prue, Corio - przez Romulus Potter - 03.06.2025, 15:06
RE: [09.09.1972] 3:33 || Roise, Romy, Prue, Corio - przez Pan Losu - 03.06.2025, 15:06
RE: [09.09.1972] 3:33 || Roise, Romy, Prue, Corio - przez Pan Losu - 03.06.2025, 15:06
RE: [09.09.1972] 3:33 || Roise, Romy, Prue, Corio - przez Prudence Fenwick - 03.06.2025, 20:39
RE: [09.09.1972] 3:33 || Roise, Romy, Prue, Corio - przez Pan Losu - 03.06.2025, 20:39
RE: [09.09.1972] 3:33 || Roise, Romy, Prue, Corio - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 03.06.2025, 23:19
RE: [09.09.1972] 3:33 || Roise, Romy, Prue, Corio - przez Cornelius Lestrange - 05.06.2025, 00:11
RE: [09.09.1972] 3:33 || Roise, Romy, Prue, Corio - przez Romulus Potter - 06.06.2025, 13:14
RE: [09.09.1972] 3:33 || Roise, Romy, Prue, Corio - przez Prudence Fenwick - 08.06.2025, 22:33

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa