07.02.2023, 13:09 ✶
Kilkukrotnie podrzucił piłką ale brak dźwięków dochodzących zza ściany doprowadził go do szewskiej pasji. Błyskawicznie podniósł się do pionu, zasłonił okna w pokoju aby nie zapomnieć, że jest już czwarta nad ranem i niedługo zacznie świtać. Nacisnął klamkę i wyszedł z powrotem do salonu, akurat w momencie gdy Avelina prychnęła.
- Nie będę siedzieć tam jak kołek.- oznajmił i przysiadł jednym pośladkiem na podłokietniku fotela. Musi obejrzeć ją uzdrowiciel czy damy radę bez niego?, zerknął na jasne włosy Alice wysyłając jej zapytanie, które niekoniecznie musiało padać na głos.
- Wyglądasz trochę lepiej. Chcesz jeszcze czekolady? Trzymam jej w zapasie żeby w razie czego rzucać nią w rozzłoszczone kobiety. - próbował rozładować atmosferę ale wątpił czy mu się to kiedykolwiek uda skoro na kanapie leżała skrzywdzona przez niego dziewczyna. Nie usiedział, wstał po dodatkowy zapas wody i słodyczy długoterminowych. Przytknął różdżkę do stolika i niewerbalnym zaklęciem wydłużył go po to, aby zmieściły się tam wszystkie słodycze w domu, baniak wody, jedzenie przyniesione przez Alice i cała reszta tych krzaczków leczniczych. Wszystkie te słabe gesty mówiły, że próbował ratować sytuację, której nie dało rady ot tak naprawić.
- Dzięki, Al. Zwrócę ci w końcu za te eliksiry. Chcesz kawy? Mam kawę.- cały czas się denerwował świadomością, że będzie musiał zmyć z pamięci Aveliny swoją osobę. Zamiast usiąść na tyłku stanął z założonymi rękoma za oparciem kanapy. Zerkał na Avelinę nawet jeśli na niego nie patrzyła, a w spojrzeniu zaś miał już podjętą decyzję.
- Nie będę siedzieć tam jak kołek.- oznajmił i przysiadł jednym pośladkiem na podłokietniku fotela. Musi obejrzeć ją uzdrowiciel czy damy radę bez niego?, zerknął na jasne włosy Alice wysyłając jej zapytanie, które niekoniecznie musiało padać na głos.
- Wyglądasz trochę lepiej. Chcesz jeszcze czekolady? Trzymam jej w zapasie żeby w razie czego rzucać nią w rozzłoszczone kobiety. - próbował rozładować atmosferę ale wątpił czy mu się to kiedykolwiek uda skoro na kanapie leżała skrzywdzona przez niego dziewczyna. Nie usiedział, wstał po dodatkowy zapas wody i słodyczy długoterminowych. Przytknął różdżkę do stolika i niewerbalnym zaklęciem wydłużył go po to, aby zmieściły się tam wszystkie słodycze w domu, baniak wody, jedzenie przyniesione przez Alice i cała reszta tych krzaczków leczniczych. Wszystkie te słabe gesty mówiły, że próbował ratować sytuację, której nie dało rady ot tak naprawić.
- Dzięki, Al. Zwrócę ci w końcu za te eliksiry. Chcesz kawy? Mam kawę.- cały czas się denerwował świadomością, że będzie musiał zmyć z pamięci Aveliny swoją osobę. Zamiast usiąść na tyłku stanął z założonymi rękoma za oparciem kanapy. Zerkał na Avelinę nawet jeśli na niego nie patrzyła, a w spojrzeniu zaś miał już podjętą decyzję.