Erik czepiał się szczegółów. Nic wielkiego się nie stało. Nie ucierpieli za bardzo, więc sprawa była raczej jasna. Skoro miała ku temu możliwości, to zamierzała zapewnić bezpieczeństwo wszystkim potrzebującym, chociaż tyle mogła zrobić, skoro nie nadawała się do tego, żeby wyjść na ulice.
- Czy naprawdę sądzisz, że gdyby nie to ugryzienie, to byłbyś w stanie przewidzieć coś takiego? Jasne, pewnie miałbyś jakiś dar, jak reszta Twojej rodziny, ale to nie jest chyba odpowiedni moment na to, żeby wracać do przeżywania tego, że kiedyś, ktoś postanowił Cię ugryźć. Myślałam, że mamy to za sobą. - Longbottom stał się wilkołakiem wiele lat temu, myślała, że mają już przerobiony ten temat, jak widać jednak nie do końca tak było. Figgówna westchnęła ciężko, bo nie spodziewała się, że będą teraz musieli do tego wracać, jakby nie mieli świeższych i bardziej palących problemów.
- Jakoś mnie to nie dziwi. Nikt nie był gotowy na taki kataklizm. - Ministerstwo działało jak działało, a raczej nie działało wcale, ale nie uważała, że jest odpowiednią osobą do wydawania osądów. Jeszcze tego brakowała, żeby zaczęła prowadzić jakąś kampanię przeciwko tym, którzy dzierżyli władzę nad czarodziejskim światem, jakby nie miała na głowie wystarczającej ilości problemów.
Sabat faktycznie był pierwszym momentem, kiedy okazało się, że Ministerstwo nie potrafi sobie radzić w dramatycznych sytuacjach, mieli wtedy swoje argumenty, którymi próbowali wybielić swoje działania. Teraz wszystko malowało się dużo gorzej, bo zaczynało im ich brakować. - Weź może się tym zajmij, na pewno znasz się na tym lepiej niż ja, zasiej ziarno, niech ono rośnie, może uda się coś zmienić. - Erik był do tego odpowiednią osobą, miał spore wpływy, jego twarz była znana nie tylko dla lokalnej społeczności, kojarzyli go praktycznie wszyscy czarodzieje w magicznym świecie, kto jeśli nie on nadawał się do tego jeszcze bardziej? No nikt, a nuż uda się coś zmienić. Naprawdę wierzyła, że z koneksjami jego rodziny było to możliwe. Oczywiście, że będzie go wspierać, jeśli postanowi coś zrobić, mogłaby nieco podburzyć lokalne społeczeństwo, to zawsze coś.
- Dzięki! - Rzuciła jeszcze do przyjaciela i sama wzięła się do pracy.
Poprzenosiła krzesła, wydzieliła kilka różnych stref, aby jakoś umiejscowić ludzi w miejscach, w których mogliby znaleźć odpowiednie wsparcie. Wiadomo, że mogliby się tutaj znaleźć poszkodowani w różny sposób. Dobrze byłoby ich jakoś przegrupować. Poszła po koce, które zostawiła na jednym ze stołów. Poprosiła klientów, którzy znajdowali się w środku od rozpoczęcia wydarzeń o zajęcie miejsca przy jednym ze stołów, bo właściwie nic im nie dolegało poza tym, że się bali tego, co działo się na zewnątrz. Przyniosła im zaparzony przed chwilą napar na uspokojenie, wiedziała, że ta herbatka może zdziałać cuda, oczywiście dostarczyła im również czekoladowe ciastka, bo jak wiadomo, czekolada była lekarstwem na wszystkie możliwe troski.
W końcu znowu znalazła się przy Eriku, otaksowała przy tym wzrokiem całe pomieszczenie. Najwyraźniej byli gotowi, aby przyjąć tu jak najwięcej osób. - Myślę, że to będzie działać. - Powiedziała jeszcze cicho do Longbottoma. Wiedziała, że nie może zostać tu zbyt długo, więc przytuliła go jeszcze na odchodne, życzyła mu powodzenia. - Wróć tu nad ranem, podejrzewam, że wszyscy się spotkamy. - Rzuciła jeszcze kiedy odprowadzała go do drzwi.
//skrzat półkrwi, gotowanie, tworzenie eliksirów i maści, lojalnośc organizacji