03.06.2025, 22:24 ✶
Westchnęła, patrząc na nieprzytomnego mężczyznę. Tyle dobrego, że nie wydawał się jakoś poważnie ranny. Może więc nic poważnego mu nie będzie. Nie miała zamiaru używać czarów na ulicy pełnej mugoli, bo prędzej czy później ktoś by coś zauważył, a jej ciężko by się było z tego wytłumaczyć. Poczuła, że wiatr zmienił kierunek i cicho zaklęła. Kolejny okrzyk zmobilizował ją jednak do działania. Nie mogła tu tak stać i patrzeć. Przechyliła się i odpięła pas, a potem złapała i wyciągnęła powoli mężczyznę, by go przeciągnąć na chodnik.
– Zepchnijcie te samochody! A ty, pilnuj go aż się obudzi! – Wskazywała kolejne osoby i wydawała kolejne polecenia, by jakoś ogarnąć chociaż fragment tej katastrofy.
Spojrzała w niebo, cicho się modląc, by czarodziejom nie odbiło tak, jak mogłoby. Miała tu spory bałagan i bez martwienia się o łamanie zasad tajności. Jeszcze raz spojrzała na ulicę i wyprostowała się, przesuwając spojrzenie na płonące budynki. Po czym zamarła, obserwując czarne smugi pełznące po ścianach. To właśnie one przeraziły ją najbardziej, sprawiając, że dosłownie ją sparaliżowało na dobrych kilka chwil.
Wreszcie ocknęła się z tego stuporu, z pomocą jakiegoś głośniejszego okrzyku kogoś z ulicy. Westchnęła i momentalnie ruszyła w stronę płonących budynków. Tam też trzeba było pomóc. Nie wiedziała jeszcze jak, ale trzeba się tym zająć. Nie umiała sobie odpuścić. Biegiem ruszyła w stronę domu państwa Mallory, by zobaczyc, czy oraz jak może pomóc.
– Zepchnijcie te samochody! A ty, pilnuj go aż się obudzi! – Wskazywała kolejne osoby i wydawała kolejne polecenia, by jakoś ogarnąć chociaż fragment tej katastrofy.
Spojrzała w niebo, cicho się modląc, by czarodziejom nie odbiło tak, jak mogłoby. Miała tu spory bałagan i bez martwienia się o łamanie zasad tajności. Jeszcze raz spojrzała na ulicę i wyprostowała się, przesuwając spojrzenie na płonące budynki. Po czym zamarła, obserwując czarne smugi pełznące po ścianach. To właśnie one przeraziły ją najbardziej, sprawiając, że dosłownie ją sparaliżowało na dobrych kilka chwil.
Wreszcie ocknęła się z tego stuporu, z pomocą jakiegoś głośniejszego okrzyku kogoś z ulicy. Westchnęła i momentalnie ruszyła w stronę płonących budynków. Tam też trzeba było pomóc. Nie wiedziała jeszcze jak, ale trzeba się tym zająć. Nie umiała sobie odpuścić. Biegiem ruszyła w stronę domu państwa Mallory, by zobaczyc, czy oraz jak może pomóc.