04.06.2025, 13:47 ✶
– Pierdolone w dupę kurwa jebane kości... – Miles sarkała pod nosem, jakby od tego zależał jej oddech. Przekleństwo po przekleństwie, jej układ nerwowy odpierdalał szajs przez to jak bardzo ją to wszystko bolało. – Kumasz, że jestem z tego kurwa najlepsza. Rozumiesz to?! Najlepsza! I co? I chuj, nawet nie mogłam wskoczyć Ci na plecy żebyś się zjebał na parkiet JAK ŻYĆ?! – pomstowała, mimo wszystko przyjmując pomoc Thomasa.
Jego opiekuńczość drażniła ją w takim samym stopniu jak przynosiła ulgę. Nie żeby była w tym stanie jakkolwiek analizować swoje emocje, nie stać jej było też na reminiscencje swoich prób teleportacyjnych i zwyczajowych szyderstw które słyszała na zewnątrz, albo w swojej głowie, gdy one się działy i... nie działały. A jednak, kurs teleportacyjny był - poza udziałem w drużynie miotlarskiej - najmilszą rzeczą jaka mogła się jej przydarzyć.
Dobrze było czuć się dobrym w czymkolwiek.
Szkoda, że teraz to nie zadziałało.
Bycie dobrym... kurwa mać, w którym niby miejscu?
Eliksir był paskudny i powinna chcieć być sama, ale ani nie powiedziała Thomasowi że ma wypierdalać, ani też nie dała mu jakkolwiek tego dać odczuć. Było jej dziwnie, bo w sumie oczekiwała, że zostanie w jej pokoju w momencie kiedy przekroczyli próg i szczęśliwie nikt nie rzucił sucharem, że robią to prawie jak nowożeńcy. Ona ujebana farbą, on ujebany czarną magią minionym dniem.
Eliksir był paskudny, ale znała jego smak - to nie był pierwszy raz kiedy bardziej opłacało się usunąć kość i ją odrosnąć, niż poskładać to co zostało wewnątrz jej ciała po upadku z miotły czy nieudanej teleportacji.
Leżała plackiem na swoim łóżku, zlana potem i bardzo dziwnymi myślami.
– Ostatni raz się teleportuje kurwa w życiu – powiedziała, zamiast podziękować za opiekę. – Od dziś wszędzie będę napierdalać pieszo. Przez tą jebaną odsiadkę mam wrażenie, że wszystkie mięśnie mi wyparowały. – Biadoliła dalej, próbując nie patrzeć w dobrotliwą twarz typa, który kilka dni temu się z nią całował po opuszczenia demonicznego gniazda. – Kumasz jakbyś był śmierciuchem? Ja na Ciebie skaczę z zaskoczenia a potem padam na ziemię bo mi kolano wyjebało. Żałosne. Co ze mnie za zakonnik. Jakiś niedorobiony. – Burczała dalej, dając upust własnej frustracji. – Ty przynajmniej na czymś się znasz, te całe runy co? Zaklinanie przedmiotów. Papcio Morfina wspominał, że jesteś zajebisty w tym. A ja? Dekoratorka wnętrz od siedmiu boleści. Nie umiem nawet porządnego pranka zrobić – prychała, wypełniając przestrzeń utyskiwaniem.
Jego opiekuńczość drażniła ją w takim samym stopniu jak przynosiła ulgę. Nie żeby była w tym stanie jakkolwiek analizować swoje emocje, nie stać jej było też na reminiscencje swoich prób teleportacyjnych i zwyczajowych szyderstw które słyszała na zewnątrz, albo w swojej głowie, gdy one się działy i... nie działały. A jednak, kurs teleportacyjny był - poza udziałem w drużynie miotlarskiej - najmilszą rzeczą jaka mogła się jej przydarzyć.
Dobrze było czuć się dobrym w czymkolwiek.
Szkoda, że teraz to nie zadziałało.
Bycie dobrym... kurwa mać, w którym niby miejscu?
***
Eliksir był paskudny i powinna chcieć być sama, ale ani nie powiedziała Thomasowi że ma wypierdalać, ani też nie dała mu jakkolwiek tego dać odczuć. Było jej dziwnie, bo w sumie oczekiwała, że zostanie w jej pokoju w momencie kiedy przekroczyli próg i szczęśliwie nikt nie rzucił sucharem, że robią to prawie jak nowożeńcy. Ona ujebana farbą, on ujebany czarną magią minionym dniem.
Eliksir był paskudny, ale znała jego smak - to nie był pierwszy raz kiedy bardziej opłacało się usunąć kość i ją odrosnąć, niż poskładać to co zostało wewnątrz jej ciała po upadku z miotły czy nieudanej teleportacji.
Leżała plackiem na swoim łóżku, zlana potem i bardzo dziwnymi myślami.
– Ostatni raz się teleportuje kurwa w życiu – powiedziała, zamiast podziękować za opiekę. – Od dziś wszędzie będę napierdalać pieszo. Przez tą jebaną odsiadkę mam wrażenie, że wszystkie mięśnie mi wyparowały. – Biadoliła dalej, próbując nie patrzeć w dobrotliwą twarz typa, który kilka dni temu się z nią całował po opuszczenia demonicznego gniazda. – Kumasz jakbyś był śmierciuchem? Ja na Ciebie skaczę z zaskoczenia a potem padam na ziemię bo mi kolano wyjebało. Żałosne. Co ze mnie za zakonnik. Jakiś niedorobiony. – Burczała dalej, dając upust własnej frustracji. – Ty przynajmniej na czymś się znasz, te całe runy co? Zaklinanie przedmiotów. Papcio Morfina wspominał, że jesteś zajebisty w tym. A ja? Dekoratorka wnętrz od siedmiu boleści. Nie umiem nawet porządnego pranka zrobić – prychała, wypełniając przestrzeń utyskiwaniem.