04.06.2025, 16:21 ✶
- A co? Wybijasz nierejestrowane nadgodziny, o których Śmierciożerca nie powinien wiedzieć? - zapytał lekko, przyglądając jej się przez moment. Nawet nieszczególnie by się zdziwił, gdyby okazało się że Millie też jest zaangażowana w tego typu cyrki, ale przecież nie pytał jej na poważnie - dokładnie tak samo, jak nigdy nie zapytał o to Brenny, uważając że nie było to nic, czym ktokolwiek chciał się w tych czasach chwalić.
Odpowiedzenie jednak na jej pytanie tak lub nie, także nie miało w tym momencie większego sensu. Śmierciożercy raczej nie odpowiadali szczerze na takie pytania komuś kogo wcale tak dobrze nie znali, kto jeszcze do niedawna nosił odznakę brygady uderzeniowej i kto kumplował się z Longbottomami, a także miał na nazwisko Moody. W sumie jak tak sobie to wszystko w głowie zakolejkował, to Millie miała całkiem pokaźne CV i równie mocno zniechęcające do bliższego poznania przez osoby, które zanadto ceniły sobie swój status krwi.
Może by się uśmiechnął do niej jakoś, ale cała ta interpretacja kart absolutnie mu się nie podobała. Uderzała zbyt blisko domu, albo może brzmiała zbyt prawdopodobnie. Czający się w nich wąż, aż nadto dobrze wyznaczał rytm i oczekiwania wobec nadchodzących miesięcy i w pewnym momencie Bulstrode zwyczajnie westchnął ciężko, czując jak jak coś w nim domaga się nagle ukojenia, najlepiej za pomocą papierosa. Poklepał się nawet mimowolnie po fałdach szaty, ale dłonie nie wsunęły się ostatecznie do jednej z kieszeni. Nie wypadało, nawet jeśli żyli w czasach gdzie kopciło się na potęgę.
- Powiedz mi coś, czego nie wiem - rzucił wreszcie, może nieco zbyt ponuro. Prześledził karty jeszcze raz, dokładnie tak samo jak jeszcze przed momentem wodził za nimi, kiedy wskazywała na kolejne elementy, tłumacząc ich znaczenie. Bał się, oczywiście że się bał, bo tylko głupiec się nie bał tego co mogło nadejść. Wychowywanie się w domu kogoś, kto walczył z Grinderwaldem skutecznie sprawiło, że brakowało mu w pewnych tematach jakiejś młodzieńczej naiwności i buty, która dalej w tych tematach trzymałaby go z tyłu, naciskając klapki na oczy jeszcze mocniej. Małżeństwa bał się już z Elaine i jak było widać, ten związek posypał się jak domek z kart. Co prawda o takim związku z Brenną nie było mowy, ale ich cała relacja została zbudowana na substytucie prawdziwych emocji i magii. W złych wyborach będą mogli przebierać, coś tak czuł, w panice próbując podjąć odpowiednią ścieżkę przez to, co stawiała przed nim Millie. Siedział przez moment, z zastanowieniem wpatrując się w rozłożone kartoniki, aż wreszcie uśmiechnął się, we właściwy dla siebie sposób. - Możesz położyć rozkład dla panny, której dotyczy moje życie uczuciowe?
Odpowiedzenie jednak na jej pytanie tak lub nie, także nie miało w tym momencie większego sensu. Śmierciożercy raczej nie odpowiadali szczerze na takie pytania komuś kogo wcale tak dobrze nie znali, kto jeszcze do niedawna nosił odznakę brygady uderzeniowej i kto kumplował się z Longbottomami, a także miał na nazwisko Moody. W sumie jak tak sobie to wszystko w głowie zakolejkował, to Millie miała całkiem pokaźne CV i równie mocno zniechęcające do bliższego poznania przez osoby, które zanadto ceniły sobie swój status krwi.
Może by się uśmiechnął do niej jakoś, ale cała ta interpretacja kart absolutnie mu się nie podobała. Uderzała zbyt blisko domu, albo może brzmiała zbyt prawdopodobnie. Czający się w nich wąż, aż nadto dobrze wyznaczał rytm i oczekiwania wobec nadchodzących miesięcy i w pewnym momencie Bulstrode zwyczajnie westchnął ciężko, czując jak jak coś w nim domaga się nagle ukojenia, najlepiej za pomocą papierosa. Poklepał się nawet mimowolnie po fałdach szaty, ale dłonie nie wsunęły się ostatecznie do jednej z kieszeni. Nie wypadało, nawet jeśli żyli w czasach gdzie kopciło się na potęgę.
- Powiedz mi coś, czego nie wiem - rzucił wreszcie, może nieco zbyt ponuro. Prześledził karty jeszcze raz, dokładnie tak samo jak jeszcze przed momentem wodził za nimi, kiedy wskazywała na kolejne elementy, tłumacząc ich znaczenie. Bał się, oczywiście że się bał, bo tylko głupiec się nie bał tego co mogło nadejść. Wychowywanie się w domu kogoś, kto walczył z Grinderwaldem skutecznie sprawiło, że brakowało mu w pewnych tematach jakiejś młodzieńczej naiwności i buty, która dalej w tych tematach trzymałaby go z tyłu, naciskając klapki na oczy jeszcze mocniej. Małżeństwa bał się już z Elaine i jak było widać, ten związek posypał się jak domek z kart. Co prawda o takim związku z Brenną nie było mowy, ale ich cała relacja została zbudowana na substytucie prawdziwych emocji i magii. W złych wyborach będą mogli przebierać, coś tak czuł, w panice próbując podjąć odpowiednią ścieżkę przez to, co stawiała przed nim Millie. Siedział przez moment, z zastanowieniem wpatrując się w rozłożone kartoniki, aż wreszcie uśmiechnął się, we właściwy dla siebie sposób. - Możesz położyć rozkład dla panny, której dotyczy moje życie uczuciowe?