04.06.2025, 18:13 ✶
Dała mu powiedzieć wszystko.
Dała powiedzieć całe zdanie, choć całe jej ciało mrowiło niesłabnącą ekscytacją.
Ileż razy błagała, prosiła, krzyczała, zdzierała sobie twarz błagając by ją zabrał z tego okropnego miejsca? Skamlała. Złorzeczyła. Histeryzowała.
Szybko jednak - co jej lekarz prowadzący poczytał za przełom w leczeniu - odkryła, że musi być "dobrą dziewczynką", by zyskać przepustkę i przywileje, tak więc była wzorem pacjenta nadającego się do wypuszczenia.
Jej drzwi można było zamienić na obrotowe od ilości wizyt, podarków tych przemycanych i tych wciskanych jej całkiem legalnie. Ale zawsze, zawsze kiedy przychodził Alastor, było nieco trudniej utrzymać się na "smyczy" idealnego pacjenta.
Emocje rozsadzały jej głowę, przynosząc ból głowy, który mógł przerodzić się w sążnistą migrenę, ale miała na to lekarstwo zwane przez nią bardzo po cichutku, żeby nikt nie słyszał alkową inhalacją.
Kiedy zeskakiwała z łóżka poślizgnęła się i niemal przeszorowała ryjem po podłodze, ale nie miało to znaczenia. Dwa krzywe nieskoordynowane susy były jej potrzebne by dopadła do Moody'ego i oplotła go ciasno patykowatymi ramionami osoby, która zdecydowanie zbyt długo leżała w łóżku.
– hmfeś.... – wymamrotała w szeroki bark, wisząc na nim jak nieco ubrudzony krawat. Oddychała głęboko, mając poczucie, że świat jest zdecydowanie bardziej niż mniej na miejscu teraz, kiedy jej ukochany brat był obok, pachnąc tym samym co zawsze - mydłem, czystymi ubraniami nałożonymi na spracowane ciało. Mózg, gadzi mózg, limbiczne ciało, reagowały na zapachy szybciej niż na jakiekolwiek inne bodźce zmysłowe. A zapach Alastora zawsze kojarzył jej się z bezpieczeństwem. Kiedy brat był w domu, była bezpieczna. Kiedy brat był obok, była bezpieczna. Kiedy przytulał ją tak mocno była...
– Jesteś krypem Alik skoro się gapiłeś i nic nie powiedziałeś, ja pierdole chłopie teraz mam gęsią kurwa skórkę przez to! – parsknęła, już nieco bardziej zrozumiale, gdy inhalacja podziałała i dreszcze ustały. Dobrze je zwalić na odrobinę strachu, chociaż bynajmniej to nie był powód ich pojawienia się.
– Za dwa dni w ogóle wychodzę! Potwierdzone info! Black uważa, że lepiej będzie mi na zewnątrz, pod warunkiem że wiesz bla bla leki bla bla regularne wizyty. Ale ja nie mogę się tak doczekać kiedy pójdziemy na lody. I na piwo do Loftu! Na piwo nawet bardziej się nie mogę doczekać, bo chyba te eliksiry, które mam brać to nie można ich z alkoholem, ael to jest taki mocny shit Alik, słuchaj nie wiem czy Bertie Ci mówił, ale po ostatnim teście to miałam WIZJE! I okazała się całkiem prawdziwa, w sensie że rzeczywiście się wydarzyła chociaż nie mam totalnie kurwa pojęcia jak to zadziało, może bekłam Limbem i mi się metafizycznie ulało żygami czy coś nie wiem. – Referowała mu podekscytowana, jej uwaga niczym jętka, czy może stado jętek, nie żyła zbyt długo nie mogła wytrwać w jednym miejscu. – A jeszcze ta typiara co ze mną mieszkała co wiesz mówiła słowo na Z. Nie wiem, zabrali ją, musielibyśmy się przejść ogarnąć gdzie, może Ci w pokoju wspólnym wiedzą, chociaż... – ramiona niekontrolowanie jej zadrgały, gdy opuściła bezpieczne gniazdo jego najwspanialszych na świecie ramion. Odsunęła się o krok i odwróciła głową w szarpanym przyruchu, który zdawał się być gestem ochronnym. Gwałtownie wypuściła powietrze z siebie i na moment zamarła, zbierając myśli do kupy jak rozsypane na ziemi kwiaty z bukietu. Chudymi palcami przeczesała czarne przetłuszczone strąki zwisające jej z czaszki, które nieudolnie próbowała związać w jakiś sposób gumką recepturką.
A potem jej wzrok padł na "dzieło" zdobiące ściane.
– Kurwa. Ee... pomożesz mi to zasłonić? Miałam... miałam rysować tylko w szkicowniku ale... – złote, lekko zamglone oczy padły bezradnie na szkicownik, który rzeczywiście leżał w pomiętej pościeli. Linia z kart płynnie przechodziła na ścianę, zdawało się, że po prostu nie zauważyła i nie pomyślała, że kartka mogłaby być zwyczajnie mniejsza.
Dała powiedzieć całe zdanie, choć całe jej ciało mrowiło niesłabnącą ekscytacją.
Ileż razy błagała, prosiła, krzyczała, zdzierała sobie twarz błagając by ją zabrał z tego okropnego miejsca? Skamlała. Złorzeczyła. Histeryzowała.
Szybko jednak - co jej lekarz prowadzący poczytał za przełom w leczeniu - odkryła, że musi być "dobrą dziewczynką", by zyskać przepustkę i przywileje, tak więc była wzorem pacjenta nadającego się do wypuszczenia.
Jej drzwi można było zamienić na obrotowe od ilości wizyt, podarków tych przemycanych i tych wciskanych jej całkiem legalnie. Ale zawsze, zawsze kiedy przychodził Alastor, było nieco trudniej utrzymać się na "smyczy" idealnego pacjenta.
Emocje rozsadzały jej głowę, przynosząc ból głowy, który mógł przerodzić się w sążnistą migrenę, ale miała na to lekarstwo zwane przez nią bardzo po cichutku, żeby nikt nie słyszał alkową inhalacją.
Kiedy zeskakiwała z łóżka poślizgnęła się i niemal przeszorowała ryjem po podłodze, ale nie miało to znaczenia. Dwa krzywe nieskoordynowane susy były jej potrzebne by dopadła do Moody'ego i oplotła go ciasno patykowatymi ramionami osoby, która zdecydowanie zbyt długo leżała w łóżku.
– hmfeś.... – wymamrotała w szeroki bark, wisząc na nim jak nieco ubrudzony krawat. Oddychała głęboko, mając poczucie, że świat jest zdecydowanie bardziej niż mniej na miejscu teraz, kiedy jej ukochany brat był obok, pachnąc tym samym co zawsze - mydłem, czystymi ubraniami nałożonymi na spracowane ciało. Mózg, gadzi mózg, limbiczne ciało, reagowały na zapachy szybciej niż na jakiekolwiek inne bodźce zmysłowe. A zapach Alastora zawsze kojarzył jej się z bezpieczeństwem. Kiedy brat był w domu, była bezpieczna. Kiedy brat był obok, była bezpieczna. Kiedy przytulał ją tak mocno była...
– Jesteś krypem Alik skoro się gapiłeś i nic nie powiedziałeś, ja pierdole chłopie teraz mam gęsią kurwa skórkę przez to! – parsknęła, już nieco bardziej zrozumiale, gdy inhalacja podziałała i dreszcze ustały. Dobrze je zwalić na odrobinę strachu, chociaż bynajmniej to nie był powód ich pojawienia się.
– Za dwa dni w ogóle wychodzę! Potwierdzone info! Black uważa, że lepiej będzie mi na zewnątrz, pod warunkiem że wiesz bla bla leki bla bla regularne wizyty. Ale ja nie mogę się tak doczekać kiedy pójdziemy na lody. I na piwo do Loftu! Na piwo nawet bardziej się nie mogę doczekać, bo chyba te eliksiry, które mam brać to nie można ich z alkoholem, ael to jest taki mocny shit Alik, słuchaj nie wiem czy Bertie Ci mówił, ale po ostatnim teście to miałam WIZJE! I okazała się całkiem prawdziwa, w sensie że rzeczywiście się wydarzyła chociaż nie mam totalnie kurwa pojęcia jak to zadziało, może bekłam Limbem i mi się metafizycznie ulało żygami czy coś nie wiem. – Referowała mu podekscytowana, jej uwaga niczym jętka, czy może stado jętek, nie żyła zbyt długo nie mogła wytrwać w jednym miejscu. – A jeszcze ta typiara co ze mną mieszkała co wiesz mówiła słowo na Z. Nie wiem, zabrali ją, musielibyśmy się przejść ogarnąć gdzie, może Ci w pokoju wspólnym wiedzą, chociaż... – ramiona niekontrolowanie jej zadrgały, gdy opuściła bezpieczne gniazdo jego najwspanialszych na świecie ramion. Odsunęła się o krok i odwróciła głową w szarpanym przyruchu, który zdawał się być gestem ochronnym. Gwałtownie wypuściła powietrze z siebie i na moment zamarła, zbierając myśli do kupy jak rozsypane na ziemi kwiaty z bukietu. Chudymi palcami przeczesała czarne przetłuszczone strąki zwisające jej z czaszki, które nieudolnie próbowała związać w jakiś sposób gumką recepturką.
A potem jej wzrok padł na "dzieło" zdobiące ściane.
– Kurwa. Ee... pomożesz mi to zasłonić? Miałam... miałam rysować tylko w szkicowniku ale... – złote, lekko zamglone oczy padły bezradnie na szkicownik, który rzeczywiście leżał w pomiętej pościeli. Linia z kart płynnie przechodziła na ścianę, zdawało się, że po prostu nie zauważyła i nie pomyślała, że kartka mogłaby być zwyczajnie mniejsza.