04.06.2025, 19:00 ✶
Postawiony mur dał jej odrobinę wytchnienia, ale czuła jak cała się trzęsie. Jak mięśnie drgają spazmatycznie, uniemożliwiając jej odsunięcie się, tak jak chciała i przez moment zastanawiała się, czy w ogóle uda jej się tej nocy opuścić Londyn. Czy może nie była to jej ostatnia godzina.
Dźwięk gwizdka był ostry, ale Dora rozumiała, jak niewielkie miało to szanse by zadziałać. Dookoła panował chaos, ognie skakały ku górze, połykając kolejne kamienice, ludzie oddawali się albo panice albo gniewowi, a ona była w tym wszystkim i próbowała wezwać pomoc. Brygadziści mieli pełne ręce roboty i to samo tyczyło się przecież aurorów. Jeśli ktoś miał więc zareagować na jej wezwanie, cóż... byłby to cud i znak od samej Matki.
Podniosła się, chwiejnie bo chwiejnie, przez dłuższą chwilę trzymając dłonie blisko ziemi, bo bała się że zaraz cała się na niej rozpłaszczy. Kiedy jednak stanęła, uniosła różdżkę, żeby rzucić na siebie tarczę - zabezpieczenie, czekając na ewentualny kolejny atak ze strony przeciwnika, który na ten moment znajdował się gdzieś za wzniesioną ścianą. Zaczęła się też cofać, krok po kroku, chcąc oddalić od tworu, od tej ulicy, od tego miejsca, ale nie odwróciła się - zwrócenie się plecami nawet do tego, czego nie widziała, wydawało się jej bardzo głupim pomysłem. Dlatego trzymała różdżkę w pogotowiu.
//rozproszenie na utworzenie dookoła siebie tarczy
Dźwięk gwizdka był ostry, ale Dora rozumiała, jak niewielkie miało to szanse by zadziałać. Dookoła panował chaos, ognie skakały ku górze, połykając kolejne kamienice, ludzie oddawali się albo panice albo gniewowi, a ona była w tym wszystkim i próbowała wezwać pomoc. Brygadziści mieli pełne ręce roboty i to samo tyczyło się przecież aurorów. Jeśli ktoś miał więc zareagować na jej wezwanie, cóż... byłby to cud i znak od samej Matki.
Podniosła się, chwiejnie bo chwiejnie, przez dłuższą chwilę trzymając dłonie blisko ziemi, bo bała się że zaraz cała się na niej rozpłaszczy. Kiedy jednak stanęła, uniosła różdżkę, żeby rzucić na siebie tarczę - zabezpieczenie, czekając na ewentualny kolejny atak ze strony przeciwnika, który na ten moment znajdował się gdzieś za wzniesioną ścianą. Zaczęła się też cofać, krok po kroku, chcąc oddalić od tworu, od tej ulicy, od tego miejsca, ale nie odwróciła się - zwrócenie się plecami nawet do tego, czego nie widziała, wydawało się jej bardzo głupim pomysłem. Dlatego trzymała różdżkę w pogotowiu.
//rozproszenie na utworzenie dookoła siebie tarczy
Rzut N 1d100 - 48
Slaby sukces...
Slaby sukces...
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.