07.02.2023, 17:22 ✶
Spojrzał głęboko w jej oczy, czując przyjemne uniesienie. Cieszył się chwilą i nie miał planu na to, jak zamierzał zakończyć tę rozmowę, mówił to, co wydawało mu się słuszne, bez dalekosiężnego celu. Nie spodziewał się, że tak szybko i naturalnie zacznie między nimi iskrzyć. Przed przyjściem zamierzał polatać z nią na miotłach, powiedzieć kilka miłych słówek i zobaczyć co z tego wyniknie, a nim jeszcze wznieśli się w powietrze, wylądował tuż obok niej, z szalenie bijącym sercem, i obserwował, jak rozpływała się pod wpływem komplementów. Decyzja, co dalej, nie była łatwa. Flirtowanie było trudnym rzemiosłem nawet dla dobrego aktora. Posunie się za daleko i cały czar pryśnie. Zachowa się zbyt zachowawczo, a szansa przeminie i nie wiadomo kiedy pojawi się kolejna.
- Nie chcę się tego dowiedzieć kiedyś. Chcę to wiedzieć dzisiaj – powiedział cichym, słodkim tonem. Ukrywając swoje zdenerwowanie pod przebiegłym uśmieszkiem, objął ją pasie mocnym ruchem i przyciągnął do siebie. Spojrzał jej głęboko w oczy, nachylając powoli głowę. Postanowił pójść na całość.
- Nigdy bym cię nie okłamał, Heather – szepnął. Dla niego były to tylko słowa, dużo ważniejsze było to, że miał dobre intencje. Zbliżył się głową, już bardzo niewiele brakowało mu do jej warg...
Przypomniała mu się podwodna przygoda z syreną. Moment, w którym zamieniła się w potwora dokładnie wtedy, gdy miał ją pocałować. Nagle wbił w spojrzenie w usta rudej i zdecydował, że był to jednak bardzo głupi pomysł. Było już jednak za późno, nie zdążył się wycofać.
Jego pocałunek (o ile dała się pocałować!) był bardzo niezgrabny, wręcz niezręczny. Wargi miał napięte i nieruchome, zupełnie jakby był rzeźbą, a nie człowiekiem. Zamiast ją mocniej przytulić do siebie, puścił dziewczynę, przez co znowu wytworzył się między nimi dystans. Szybko przerwał mało romantyczne połączenie ich ust i wycofał się z ustami wykrzywionymi w zakłopotanym wyrazie. Szybko poruszył inny temat rozmowy, wyraźnie nie chcąc rozmawiać o tym, co się właśnie wydarzyło. Wiedział, że mocno nawalił.
- Oczywiście, że nas testują! Prześwietlają nas z każdej strony. Tylko wybrańcy, o odpowiedniej prezencji, umiejętnościach aktorskich i zdolnościach magicznych mogą otrzymać tak ważną rolę – wychwalał samego siebie dalej, wykorzystując stworzoną mu do tego przez dziewczynę okazję. Od razu poczuł się odrobinę lepiej, choć policzki nadal miał odrobinę czerwone od zażenowania.
- Racja, prawda zawsze zwycięży – mało entuzjastycznie zgodził się z nią mimo tego, że jego wnętrzności aż wibrowały, buntując się przeciwko temu stwierdzeniu. Dla Lovegooda było oczywiste, że jeśli prawda była nudna, to kłamstwo miało nad nią pierwszeństwo.
- Nie lubię się popisywać – zaczął się wymigiwać, gdy wspomniała o swojej chęci zobaczenia go w akcji, bo bał się, że zaraz poprosi o jakąś demonstrację jego zdolności, a wtedy wszystko się wyda. Schował szybko swoją różdżkę za pazuchę. - Z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność. Różdżkę wyciągam tylko wtedy, gdy naprawdę jest taka potrzeba. Jeśli coś nas dzisiaj zaatakuje, to wtedy ujrzysz moje zdolności w pełnej krasie. Wiedz, że jesteś ze mną bezpieczna – stwierdził głośnym, niewyrażającym wątpliwości tonem, próbując choć trochę odzyskać utraconą pewność siebie po nieudanej próbie pocałunku.
- Nie chcę się tego dowiedzieć kiedyś. Chcę to wiedzieć dzisiaj – powiedział cichym, słodkim tonem. Ukrywając swoje zdenerwowanie pod przebiegłym uśmieszkiem, objął ją pasie mocnym ruchem i przyciągnął do siebie. Spojrzał jej głęboko w oczy, nachylając powoli głowę. Postanowił pójść na całość.
- Nigdy bym cię nie okłamał, Heather – szepnął. Dla niego były to tylko słowa, dużo ważniejsze było to, że miał dobre intencje. Zbliżył się głową, już bardzo niewiele brakowało mu do jej warg...
Przypomniała mu się podwodna przygoda z syreną. Moment, w którym zamieniła się w potwora dokładnie wtedy, gdy miał ją pocałować. Nagle wbił w spojrzenie w usta rudej i zdecydował, że był to jednak bardzo głupi pomysł. Było już jednak za późno, nie zdążył się wycofać.
Jego pocałunek (o ile dała się pocałować!) był bardzo niezgrabny, wręcz niezręczny. Wargi miał napięte i nieruchome, zupełnie jakby był rzeźbą, a nie człowiekiem. Zamiast ją mocniej przytulić do siebie, puścił dziewczynę, przez co znowu wytworzył się między nimi dystans. Szybko przerwał mało romantyczne połączenie ich ust i wycofał się z ustami wykrzywionymi w zakłopotanym wyrazie. Szybko poruszył inny temat rozmowy, wyraźnie nie chcąc rozmawiać o tym, co się właśnie wydarzyło. Wiedział, że mocno nawalił.
- Oczywiście, że nas testują! Prześwietlają nas z każdej strony. Tylko wybrańcy, o odpowiedniej prezencji, umiejętnościach aktorskich i zdolnościach magicznych mogą otrzymać tak ważną rolę – wychwalał samego siebie dalej, wykorzystując stworzoną mu do tego przez dziewczynę okazję. Od razu poczuł się odrobinę lepiej, choć policzki nadal miał odrobinę czerwone od zażenowania.
- Racja, prawda zawsze zwycięży – mało entuzjastycznie zgodził się z nią mimo tego, że jego wnętrzności aż wibrowały, buntując się przeciwko temu stwierdzeniu. Dla Lovegooda było oczywiste, że jeśli prawda była nudna, to kłamstwo miało nad nią pierwszeństwo.
- Nie lubię się popisywać – zaczął się wymigiwać, gdy wspomniała o swojej chęci zobaczenia go w akcji, bo bał się, że zaraz poprosi o jakąś demonstrację jego zdolności, a wtedy wszystko się wyda. Schował szybko swoją różdżkę za pazuchę. - Z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność. Różdżkę wyciągam tylko wtedy, gdy naprawdę jest taka potrzeba. Jeśli coś nas dzisiaj zaatakuje, to wtedy ujrzysz moje zdolności w pełnej krasie. Wiedz, że jesteś ze mną bezpieczna – stwierdził głośnym, niewyrażającym wątpliwości tonem, próbując choć trochę odzyskać utraconą pewność siebie po nieudanej próbie pocałunku.