05.06.2025, 16:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.06.2025, 16:33 przez Jonathan Selwyn.)
– Czemu więc osoba przede mną, która niby już wszystko co chciała mi powiedziała, dalej ma mi coś do powiedzenia? – odpowiedział, przyspieszając nieco kroku, tak aby wyprzedzić Anthony'ego, to znaczy aby iść ramię w ramię z Morpheusem. Moroheusem, który, słusznie dla zdrowego rozsądku i absolutnie nie słusznie dla rozsądku Selwyna, spróbował przywołać ich do porządku.
– Jedyne co mnie uderzyło, to postawa twojego przyjaciela wobec mnie – rzucił pod nosem, a potem możliwe, że mimo wszystko trochę przejęty słowami jasnowidza, mruknął w jego stronę coś co mogło brzmieć jak – Jakbyniebyłmoim przyjacielemtobymsięażtakztymidiotąnie kłócił.
Jeśli to przeżyjemy.
– I oczywiscie, że to przeżyjemy. A jeśli nie to z moimi znajomościami w Wizengamocie przedstawimy bardzo ładną apelację komukolwiek kto zawiaduje Limbo – oznajmił. Nie poklepał go po plecach, ale posłał mu zadziwiająco optymistyczny jak na tę sytuację uśmiech, a potem obdarował połową spojrzenia Anthony'ego. Morpheus pewnie nie był jeszcze świadomy tego, że Jonathan podejrzewał, że to właśnie on powiedział Shafiqowi o Zakonie. On, albo Erik. Erik może był bardziej prawdopodobny. Chyba, że ktoś inny przyszedł do Tony'ego w celu rekrutacji? Ale przecież nie wyrażono na nią zgody. Mniejsza o to. Później się tym zajmie.
Ktoś chwycił się jego płaszcza. Osmalona popiołem kobieta błagała go o pomoc, a łzy zostawiały szlaki na pobrudzonej twarzy. Jonathan, nie myślał, ani chwili i oczywiście zamiast rzucić do przyjaciół, aby poczekali (Anthony zapewne i tak doskonale widział co Jonathan robił. W końcu na pewno miał go na oku, aby wszystko mu potem wytknąć), powiedział kobiecie, że tak oczywiśce pomoże i ruszył w stronę mężczyzny i napastników.
– Stać w imieniu prawa! Tu aurorzy! Wycofajcie się zanim wezwiemy posiłki! Rozejść się! Teraz! – krzyknął, gdy byli juź na tyle blisko, aby mogli go usłyszeć i bez większego namysłu, wyczarował strumień wody, tak aby oblać napastników, zdezorientować ich i dać mężczyźnie szansę na ucieczkę z tym co chwili mu zabrać.
Przewaga: Występowanie
Rzut na kształtowanie (III) na zaatakowanie napastników strumieniem wody
Nie wyszło. Albo właśnie wyszło, bo może rzeczywiście napastnicy uznali, że warto się stąd zabierać. Niestety z różdżki Jonathana nie trysnęła żadna woda (może magiczne narzędzie znudziło się powtarzalnością zaklęć tej nocy), a agresorzy jedynie odepchnęli mężczyznę na ziemię, wyrwali torbę, której taki bronił i uciekli. Kobieta wrzasnęła i rzuciła się do poobijanego męża, płacząc jeszcze głośniej, a Jonathan... Po prostu stał w szoku, że znowu nie udało mu się pomóc.
– Jedyne co mnie uderzyło, to postawa twojego przyjaciela wobec mnie – rzucił pod nosem, a potem możliwe, że mimo wszystko trochę przejęty słowami jasnowidza, mruknął w jego stronę coś co mogło brzmieć jak – Jakbyniebyłmoim przyjacielemtobymsięażtakztymidiotąnie kłócił.
Jeśli to przeżyjemy.
– I oczywiscie, że to przeżyjemy. A jeśli nie to z moimi znajomościami w Wizengamocie przedstawimy bardzo ładną apelację komukolwiek kto zawiaduje Limbo – oznajmił. Nie poklepał go po plecach, ale posłał mu zadziwiająco optymistyczny jak na tę sytuację uśmiech, a potem obdarował połową spojrzenia Anthony'ego. Morpheus pewnie nie był jeszcze świadomy tego, że Jonathan podejrzewał, że to właśnie on powiedział Shafiqowi o Zakonie. On, albo Erik. Erik może był bardziej prawdopodobny. Chyba, że ktoś inny przyszedł do Tony'ego w celu rekrutacji? Ale przecież nie wyrażono na nią zgody. Mniejsza o to. Później się tym zajmie.
Ktoś chwycił się jego płaszcza. Osmalona popiołem kobieta błagała go o pomoc, a łzy zostawiały szlaki na pobrudzonej twarzy. Jonathan, nie myślał, ani chwili i oczywiście zamiast rzucić do przyjaciół, aby poczekali (Anthony zapewne i tak doskonale widział co Jonathan robił. W końcu na pewno miał go na oku, aby wszystko mu potem wytknąć), powiedział kobiecie, że tak oczywiśce pomoże i ruszył w stronę mężczyzny i napastników.
– Stać w imieniu prawa! Tu aurorzy! Wycofajcie się zanim wezwiemy posiłki! Rozejść się! Teraz! – krzyknął, gdy byli juź na tyle blisko, aby mogli go usłyszeć i bez większego namysłu, wyczarował strumień wody, tak aby oblać napastników, zdezorientować ich i dać mężczyźnie szansę na ucieczkę z tym co chwili mu zabrać.
Przewaga: Występowanie
Rzut na kształtowanie (III) na zaatakowanie napastników strumieniem wody
Rzut Z 1d100 - 26
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Nie wyszło. Albo właśnie wyszło, bo może rzeczywiście napastnicy uznali, że warto się stąd zabierać. Niestety z różdżki Jonathana nie trysnęła żadna woda (może magiczne narzędzie znudziło się powtarzalnością zaklęć tej nocy), a agresorzy jedynie odepchnęli mężczyznę na ziemię, wyrwali torbę, której taki bronił i uciekli. Kobieta wrzasnęła i rzuciła się do poobijanego męża, płacząc jeszcze głośniej, a Jonathan... Po prostu stał w szoku, że znowu nie udało mu się pomóc.