Westchnęła ciężko kiedy zobaczyła reakcję swojego brata. Zatracał się w tym wszystkim, coraz bardziej gubił siebie. Nie podobało jej się to wcale, czuła się bezradna, przez co złościła się, ale nie na niego, na siebie. Nie do końca wiedziała, w jaki sposób może na niego wpłynąć, i czy w ogóle jest w stanie to zrobić? Nie powinna się poddawać, tyle, że ileż można walczyć z wiatrakami?
- Możesz zabijać, oczywiście, to Twój wybór, ale nie musisz tego robić, wszystko zależy od Ciebie. - Być może nie było to takie proste, ale przecież było możliwe, różne były wampiry. Na pewno kosztowałoby go to sporo samokontroli, ale nie wątpiła, że jeśli ktoś miałby sobie z tym poradzić, to właśnie on. - Pierdol go, jeśli chcesz możemy go zabić za to, co Ci zrobił. - Wiele razy o tym myślała. Chciała wrócić w tamto miejsce, znaleźć tego typa i skrzywdzić go za to, co zrobił jej bratu. Dokończyć to, czego nie zrobili wcześniej. Może to byłby idealny nowy początek dla Astarotha?
- Ojciec jest jaki jest, robi co może, żeby nam było dobrze. - Miała świadomość, że jej brat mógł nie odczuwać od Gerarda tyle ciepła co ona, bo pod tym względem to Geraldine zawsze była dla niego najważniejsza, ale rekompensowało mu to to, że był oczkiem w głowie matki. Każdy miał swoje ulubione dziecko i nigdy się z tym nie kryli jakoś specjalnie.
- Nigdy bym Cię nie zabiła. - Bez względu na wszystko Roth zawsze pozostawał przede wszystkim jej bratem, nigdy nie uważała go za bestię, nawet kiedy faktycznie się nią stał. Czy naprawdę to do niego nie docierało? Robiła wszystko, aby ułatwić mu tę egzystencję, przyjęła go do siebie, naprawdę chciała mu pomóc, to że robiła to nie do końca odpowiednio? Cóż, bywa, dla niej również to zupełnie nowa sytuacja, w której próbowała się odnaleźć. Wiedziała jednak, że nie zostawi go samego sobie.
- Nie sądzę, żebym była specjalnie smaczna. - Co innego miała powiedzieć? Nie spodziewała się tego, że może w tej chwili myśleć o tym, jak smakuje jej krew, powinna się tego spodziewać, zwłaszcza po tej postaci jaką przybrał. Kurwa mać. Nie sądziła, że to wyjście tak się potoczy. Mogła to przemyśleć, mogła wyruszyć do lasu sama, zostawić go w tej piwnicy, aż nie wydobrzeje.
- Chcesz mnie wystraszyć, czy o co Ci chodzi? Jakbyś chciał na mnie zapolować, to byś to zrobił, a nie o tym gadał. - Nie umiała zrozumieć tego, do czego zmierzał. Bawił się nią? Proszę bardzo. Mógł spróbować ją zaatakować, mógł spróbować ją ugryźć, nie bała się tej próby która mogła nadejść. Jakoś sobie poradzi, zawsze sobie radziła. Zamierzała doprowadzić do tego, że wyjdą z tego lasu razem, chociaż aktualnie nic na to nie wskazywało.