07.02.2023, 18:42 ✶
Wyłapał spojrzenie Alice i odpowiedział podobnym, choć trochę bardziej skruszonym, bo czuł się winny temu, że przez niego krukonka natrafiła na Martę. Słyszał opowieści o niej. Była na szczycie każdej listy duchów, których należało unikać, razem z Irytkiem i Krwawym Baronem. Nie spotkał jej nigdy wcześniej osobiście, ale budziła większy postrach niż nudny do bólu profesor Binns, a to już było nie lada osiągnięcie. Theodore nie miał wesołej miny.
Powinien się cieszyć. Uczennice, była i obecna, zaczęły rozmawiać ze sobą, dając mu okazję do tego, by się wywinąć i niepostrzeżenie uciec z miejsca zbrodni. Zrobiło mu się jednak trochę żal blondynki i to mimo tego, że chwilę wcześniej staranowała go drzwiami. Duch trochę jego zdaniem przesadził. Jęcząca Marta była słynna z depresyjnego nastroju, powinna więc lepiej zrozumieć stan smutnej krukonki. Theodore musiał stanąć w obronie dziewczyny, która zazwyczaj zdawała się błyszczeć, a tego dnia z jakiegoś powodu zmizerniała. Nic złego nie zrobiła, nie zasłużyła sobie na dodatkowy stres. Skoro już okularnica miała kogoś atakować, to niech lepiej będzie to on. Zasłużył sobie, wchodząc nie do tej toalety, co trzeba.
- Ach, tak, też o tobie słyszałem. Jęcząca Marta! - krzyknął przedrzeźniającym tonem, skupiając na sobie jej uwagę – Nie powinnaś ryczeć gdzieś w kącie, zamiast napadać słownie na porządne uczennice? - spytał, utrzymując niepoważny ton, nie zostawiając wątpliwości co do tego, że chciał się z niej nabijać.
Marta krzyknęła jakby ktoś wbił jej ostrze prosto w serce. Jej prześwitujące ciało wygięło się w łuk, obróciła się do góry nogami i zanurkowała w pobliskiej toalecie. Woda z niej wzniosła się w powietrze i oblała nogawkę spodni Lovegooda. Gdy chłopak pomachał na wpół mokrą nogą i westchnął pod nosem krukonka wyłoniła się spod podłogi, patrząc na nich oceniająco.
- Jesteś zupełnie jak Oliwia Hornby. Wstrętny. Puchoński. Podglądaczu! - wysyczała Marta, akcentując każde słowo z osobna.
- Przyganiał kocioł kotłowi – zrewanżował się niemal natychmiast Theodor. Nie wiedział, kim była ta cała Oliwia, ale nie miał wątpliwości co do tego, że wcześniejsze zachowanie Marty było trochę wredne.
Powinien się cieszyć. Uczennice, była i obecna, zaczęły rozmawiać ze sobą, dając mu okazję do tego, by się wywinąć i niepostrzeżenie uciec z miejsca zbrodni. Zrobiło mu się jednak trochę żal blondynki i to mimo tego, że chwilę wcześniej staranowała go drzwiami. Duch trochę jego zdaniem przesadził. Jęcząca Marta była słynna z depresyjnego nastroju, powinna więc lepiej zrozumieć stan smutnej krukonki. Theodore musiał stanąć w obronie dziewczyny, która zazwyczaj zdawała się błyszczeć, a tego dnia z jakiegoś powodu zmizerniała. Nic złego nie zrobiła, nie zasłużyła sobie na dodatkowy stres. Skoro już okularnica miała kogoś atakować, to niech lepiej będzie to on. Zasłużył sobie, wchodząc nie do tej toalety, co trzeba.
- Ach, tak, też o tobie słyszałem. Jęcząca Marta! - krzyknął przedrzeźniającym tonem, skupiając na sobie jej uwagę – Nie powinnaś ryczeć gdzieś w kącie, zamiast napadać słownie na porządne uczennice? - spytał, utrzymując niepoważny ton, nie zostawiając wątpliwości co do tego, że chciał się z niej nabijać.
Marta krzyknęła jakby ktoś wbił jej ostrze prosto w serce. Jej prześwitujące ciało wygięło się w łuk, obróciła się do góry nogami i zanurkowała w pobliskiej toalecie. Woda z niej wzniosła się w powietrze i oblała nogawkę spodni Lovegooda. Gdy chłopak pomachał na wpół mokrą nogą i westchnął pod nosem krukonka wyłoniła się spod podłogi, patrząc na nich oceniająco.
- Jesteś zupełnie jak Oliwia Hornby. Wstrętny. Puchoński. Podglądaczu! - wysyczała Marta, akcentując każde słowo z osobna.
- Przyganiał kocioł kotłowi – zrewanżował się niemal natychmiast Theodor. Nie wiedział, kim była ta cała Oliwia, ale nie miał wątpliwości co do tego, że wcześniejsze zachowanie Marty było trochę wredne.