22.10.2022, 23:03 ✶
- Kurde! Erik się wygadał o tym hipogryfie? - jęknęła Brenna i wyglądało to tak, jakby naprawdę planowali kupić hipogryfa. Chociaż wcale tak nie było. Gdzie Mabel mogłaby go w końcu trzymać w Londynie?
Poza tym zdaniem Brenny własne mieszkanie było sensowniejszym prezentem.
Owszem, rozpieszczali Mabel. Wiedziała o tym. Z drugiej strony byli w jej życiu tylko od czasu do czasu, na co dzień dziewczynka miała swoje problemy. Nora w końcu oszczędzała, by otworzyć to miejsce i zapewnić im obu przyszłość, a w dodatku mała nie miała ojca. Jak Brenna mogłaby nie chcieć jej tego wynagrodzić?
- No, mam nadzieję. Zwłaszcza, że to to bardzo edukacyjne książki. Jedna jest o magicznych stworzeniach, a druga o księżniczce, którą zamknięto w wieży i pilnował ją smok, ale postanowili razem uciec i zwiedzać świat, więc uczy geografii - zapewniła Brenna z powagą. Czy była to wymówka, czy faktycznie książki były edukacyjne? Nora już musiała sama się przekonać...
Umilkła - co zdarzało się jej rzadko - ale przyczyna tego stanu rzeczy była prosta. Kiedy już usiadła, skupiła się po prostu na jedzeniu. Spojrzała na tartę cytrynową z taką miłością w oczach, że pewien niejeden mężczyzna nigdy nie ujrzał tylu uczuć na twarzy kobiety, ilu zaznało to ciasto w krótkiej chwili od pierwszego spojrzenia Brenny do momentu, gdy znalazło się w jej żołądku.
- Zwolnić? Eee? A co znaczy to słowo? - spytała, ze szczerym zdziwieniem, sięgając po filiżankę kawy. Wciągnęła jej aromat i uśmiechnęła się pod nosem, bo zapach i konsystencja były zupełnie inne niż to, co znała z biura. Siedziała tak przez moment, z rozmarzonym uśmiechem, otoczona przyjemną wonią kawy i ciasta. Sufit mógł być popękany, a wiele elementów niedoskonałych, ale Brenna mogła już sobie wyobrazić, jak będzie tu w przyszłości.
- Byłby to jakiś pomysł, gdyby nie to, że ja i Erik sami ci tu przyciągniemy BUMowców, a jak nie będą chcieli przyjść, to ich ogłuszymy, zwiążemy i przelewitujemy - obiecała. - A przy okazji reklamy, ja też chciałam o czymś porozmawiać. Konkretnie złożyć zamówienie. Wiem niby, że chcesz się skupić na kawiarni, ale to też może być dobra reklama. Niedługo urządzamy bal i chciałabym, żebyś zrobiła dla nas tort, piętrowy najlepiej, duży, bo dla około pięćdziesięciu osób i trzy mniejsze ciasta.
Oczywiście, planowała za to zapłacić. Mogła przyjmować poczęstunki od czasu do czasu za darmo, Nora zresztą pewnie źle by się czuła, gdyby Brenna wciskała jej za każdym razem drobne, ale ani myślała naciągać przyjaciółki na tak duże zamówienie.
Poza tym zdaniem Brenny własne mieszkanie było sensowniejszym prezentem.
Owszem, rozpieszczali Mabel. Wiedziała o tym. Z drugiej strony byli w jej życiu tylko od czasu do czasu, na co dzień dziewczynka miała swoje problemy. Nora w końcu oszczędzała, by otworzyć to miejsce i zapewnić im obu przyszłość, a w dodatku mała nie miała ojca. Jak Brenna mogłaby nie chcieć jej tego wynagrodzić?
- No, mam nadzieję. Zwłaszcza, że to to bardzo edukacyjne książki. Jedna jest o magicznych stworzeniach, a druga o księżniczce, którą zamknięto w wieży i pilnował ją smok, ale postanowili razem uciec i zwiedzać świat, więc uczy geografii - zapewniła Brenna z powagą. Czy była to wymówka, czy faktycznie książki były edukacyjne? Nora już musiała sama się przekonać...
Umilkła - co zdarzało się jej rzadko - ale przyczyna tego stanu rzeczy była prosta. Kiedy już usiadła, skupiła się po prostu na jedzeniu. Spojrzała na tartę cytrynową z taką miłością w oczach, że pewien niejeden mężczyzna nigdy nie ujrzał tylu uczuć na twarzy kobiety, ilu zaznało to ciasto w krótkiej chwili od pierwszego spojrzenia Brenny do momentu, gdy znalazło się w jej żołądku.
- Zwolnić? Eee? A co znaczy to słowo? - spytała, ze szczerym zdziwieniem, sięgając po filiżankę kawy. Wciągnęła jej aromat i uśmiechnęła się pod nosem, bo zapach i konsystencja były zupełnie inne niż to, co znała z biura. Siedziała tak przez moment, z rozmarzonym uśmiechem, otoczona przyjemną wonią kawy i ciasta. Sufit mógł być popękany, a wiele elementów niedoskonałych, ale Brenna mogła już sobie wyobrazić, jak będzie tu w przyszłości.
- Byłby to jakiś pomysł, gdyby nie to, że ja i Erik sami ci tu przyciągniemy BUMowców, a jak nie będą chcieli przyjść, to ich ogłuszymy, zwiążemy i przelewitujemy - obiecała. - A przy okazji reklamy, ja też chciałam o czymś porozmawiać. Konkretnie złożyć zamówienie. Wiem niby, że chcesz się skupić na kawiarni, ale to też może być dobra reklama. Niedługo urządzamy bal i chciałabym, żebyś zrobiła dla nas tort, piętrowy najlepiej, duży, bo dla około pięćdziesięciu osób i trzy mniejsze ciasta.
Oczywiście, planowała za to zapłacić. Mogła przyjmować poczęstunki od czasu do czasu za darmo, Nora zresztą pewnie źle by się czuła, gdyby Brenna wciskała jej za każdym razem drobne, ale ani myślała naciągać przyjaciółki na tak duże zamówienie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.