06.06.2025, 09:37 ✶
Jego nienawiść i pogarda... Czy ona w ogóle go słuchała, kiedy pluł w jej stronę te bezpodstawne oskarżenia? Ponad wszelką wątpliwość miał pewien obraz jej utkany dusznymi wspomnieniami pachnącymi krwią, utrwalonymi ekstazą płynącą z bólu, który przenikał ich rozedrgane tkanki, ciała, które nie tańczyły wspólnie, lecz wiły się spętane pożądaniem i odwieczną szarpaniną między dominacją a byciem zdominowanym. Miał utkany jej obraz czerwono-czarnymi nićmi, który teraz już drugi raz z rzędu nie zgadzał się tak bardzo z tym co widział, czego doświadczał.
Trupik
Czy tak o niej myślał, gdy przysiadł przy jej łóżku przed trzema miesiącami? Czy nienawidził jej za to, jaką słabością spętana była ziemska skorupa, czy raczej za plejadę uczuć, które to pojawiały się, to gasły kiedy myślał o niej?
Nigdy nie stałaś ze mną w jednym szeregu
Czy to było w ogóle możliwe, by ta szalona istota, w której okrucieństwo potrafiło brać górę, która nie przepraszała za to jak żyje, a z życia brała pełną garścią, czy było to możliwe, żeby stanęła z nim w jednym szeregu, przyciśnięta do ziemi obowiązkiem wobec Czarnego Lorda, z wytatuowanym poczuciem niższości przez wzgląd na pochodzenie? Tego nie dało się obronić, oba rody z których się wywodziła żyły w pogardzie do ustanowionych statusów. Mógł jeszcze kiedyś żyć nadzieją, żywiołem, pielęgnowaną niechęcią do zasad, przesłonięciem struktury, sprawną manipulacją. Mógł, ale nie potrafiła posłuchać go w najprostszej kwestii. Poszła na Beltane i wróciła na tarczy, przykuta do łóżka, zamknięta w czterech ścianach Lecznicy Dusz.
Przeżyła, ale czy można nazwać to zwycięstwem?
Podrabianiec
W szmatkach i błyskotkach wyglądała tak, jakby próbowała udawać czystokrwistą damę, co było jeszcze większą obrazą zarówno dla niej, jak i dla niego. Wartość Moody polegała przecież na jej buncie, na jej niezgodzie, na chaosie, która siała a nie próbie dostosowania się do zasad. Szary mundur, jakkolwiek prymitywnym nie byłoby zadanie krawężników był przynajmniej związany z jej wybuchową naturą. Przemocą, pościgiem, ruchem w którym winna trwać. Uniform biurwy był nieśmiesznym żartem. Szczególnie gdy otwierała usta i cała maskarada z pełnią antytezy gracji rozjebywała się o chodnik.
...wrócić bez zgody
Gdy zadarł jej ręce nad głowę, gdy ciało wyprężyło się w takt tej jakże przecież niewygodnej w windzie sytuacji, gdy zobaczył swoje własne odbicie w złotych ślepiach, tak łatwo było pojąć, że ni jak Moody nie potraktowała tego jako groźby. Czy kiedykolwiek brała jego słowa na poważnie? Czy jakkolwiek miała zamiar się przed nim tłumaczyć? Czy w ogóle była w stanie w tej chwili myśleć, skoro ich gesty, ton, szarpanina tak dobrze im znana wbiła ją w doskonale znaną koleinę ścieżki, która przed laty uczyniła z nich kochanków. I tak jak on przykleszczał ją do ściany, tak ona zakleszczona była dzikim pragnieniem wdeptania go w podłogę, wydarcia z gardła charczącego jęku, któremu mogłaby przypisać dowolne znaczenie, pieśni pochwalne, dziękczynne, przeprosiny lub czyste błaganie o więcej.
Ledwie skończył mówić, czy może raczej cedzić twarzy przy twarzy, gdy momentalnie wpiła się w jego wargi, czerpiąc ile się dało z zaborczego pocałunku. Nie była w pozycji do przejmowania pałeczki władzy, ale nigdy o to nie dbała. Białe zęby niemal chwilę po złączeniu ust zacisnęły się na dolnej wardze mężczyzny. Nie była wampirem, lecz och! czyż była lepsza szminka niż czernidło płynące w jego żyłach?
Trupik
Czy tak o niej myślał, gdy przysiadł przy jej łóżku przed trzema miesiącami? Czy nienawidził jej za to, jaką słabością spętana była ziemska skorupa, czy raczej za plejadę uczuć, które to pojawiały się, to gasły kiedy myślał o niej?
Nigdy nie stałaś ze mną w jednym szeregu
Czy to było w ogóle możliwe, by ta szalona istota, w której okrucieństwo potrafiło brać górę, która nie przepraszała za to jak żyje, a z życia brała pełną garścią, czy było to możliwe, żeby stanęła z nim w jednym szeregu, przyciśnięta do ziemi obowiązkiem wobec Czarnego Lorda, z wytatuowanym poczuciem niższości przez wzgląd na pochodzenie? Tego nie dało się obronić, oba rody z których się wywodziła żyły w pogardzie do ustanowionych statusów. Mógł jeszcze kiedyś żyć nadzieją, żywiołem, pielęgnowaną niechęcią do zasad, przesłonięciem struktury, sprawną manipulacją. Mógł, ale nie potrafiła posłuchać go w najprostszej kwestii. Poszła na Beltane i wróciła na tarczy, przykuta do łóżka, zamknięta w czterech ścianach Lecznicy Dusz.
Przeżyła, ale czy można nazwać to zwycięstwem?
Podrabianiec
W szmatkach i błyskotkach wyglądała tak, jakby próbowała udawać czystokrwistą damę, co było jeszcze większą obrazą zarówno dla niej, jak i dla niego. Wartość Moody polegała przecież na jej buncie, na jej niezgodzie, na chaosie, która siała a nie próbie dostosowania się do zasad. Szary mundur, jakkolwiek prymitywnym nie byłoby zadanie krawężników był przynajmniej związany z jej wybuchową naturą. Przemocą, pościgiem, ruchem w którym winna trwać. Uniform biurwy był nieśmiesznym żartem. Szczególnie gdy otwierała usta i cała maskarada z pełnią antytezy gracji rozjebywała się o chodnik.
...wrócić bez zgody
Gdy zadarł jej ręce nad głowę, gdy ciało wyprężyło się w takt tej jakże przecież niewygodnej w windzie sytuacji, gdy zobaczył swoje własne odbicie w złotych ślepiach, tak łatwo było pojąć, że ni jak Moody nie potraktowała tego jako groźby. Czy kiedykolwiek brała jego słowa na poważnie? Czy jakkolwiek miała zamiar się przed nim tłumaczyć? Czy w ogóle była w stanie w tej chwili myśleć, skoro ich gesty, ton, szarpanina tak dobrze im znana wbiła ją w doskonale znaną koleinę ścieżki, która przed laty uczyniła z nich kochanków. I tak jak on przykleszczał ją do ściany, tak ona zakleszczona była dzikim pragnieniem wdeptania go w podłogę, wydarcia z gardła charczącego jęku, któremu mogłaby przypisać dowolne znaczenie, pieśni pochwalne, dziękczynne, przeprosiny lub czyste błaganie o więcej.
Ledwie skończył mówić, czy może raczej cedzić twarzy przy twarzy, gdy momentalnie wpiła się w jego wargi, czerpiąc ile się dało z zaborczego pocałunku. Nie była w pozycji do przejmowania pałeczki władzy, ale nigdy o to nie dbała. Białe zęby niemal chwilę po złączeniu ust zacisnęły się na dolnej wardze mężczyzny. Nie była wampirem, lecz och! czyż była lepsza szminka niż czernidło płynące w jego żyłach?