07.06.2025, 12:28 ✶
Barman Wiwernu miał wiele imion, ale żadne z nich nie wydawało się być tym prawdziwym. Ale skąd mieliście wiedzieć to wy? Wy, dwoje ludzi, którzy nie powinni się tutaj znaleźć. Chociaż nikt nie postanowił zakłócić waszego spokoju, a Wiwern wydawał się (jak na siebie i okoliczności) całkiem spokojny i podejrzanie mało śmierdzący jak na spelunę pośrodku rejonu szemranych interesów i typów spod ciemnej gwiazdy, nic nie mogło zmienić faktu, iż oboje błądziliście tu po omacku.
I nikt, absolutnie nikt nie zamierzał brać was tutaj na poważnie. Nie znaczyło to, że nie mogliście nic w tym miejscu zdziałać – wręcz przeciwnie, otoczka dziwaków zawała się czasem sprzyjać sprawie, ale... zdecydowanie nie uchodziliście za tutejszych. Spojrzenia ludzi wokół nie wróżyły niczego dobrego, jednak nikt, nawet zakapturzony jegomość w zacienionym kącie, który bawił się ostrzem, nie wykonał w waszym kierunku żadnego ruchu.
Barman zmierzył Thomasa spojrzeniem, zaś Menodory nie – nie odezwał się do niej wcale, nie zauważył jej obecności. Panienka Crawley, jako kobieta dobrze wiedziała, dlaczego to zrobił. Niektórzy mężczyźni tak mieli – nawet gdyby zechcieli zadać jej pytanie, zapytaliby: czy pana żona życzy sobie coś jeszcze? Dziewczyna mogła jedynie obserwować, jak odziany w zieloną pelerynę czarodziej skinął do Figga głową.
– Whiskey i sok jabłkowy – powtórzył po nim jakby z lekką drwiną, ale mając na uwadze, jak skwaszony był, zanim podeszliście do kontuaru, prawdopodobnie obsługiwał w ten sposób wszystkich gości. – Jest dokładnie tak, jak widzisz – powiedział, sięgając szklanki stojącej na półce nad nim i machając różdżką, aby zakląć jedną z butelek i kosz błyszczących jabłek stojących nieopodal. – Na mojej zmianie nawet koniec świata nie sprawi, że Wiwern padnie. Już niedługo pewnie, bo wypierdalam w przyszłym tygodniu i tyle mnie widzieliście.
I te słowa mogły wydać się całkiem pokrzepiające. Może gębę miał nie taką jak trzeba, może od niego cuchnęło potem, może traktował Menodorkę jak powietrze, ale jak na standardy Nokturnu sok wyciśnięty na oczach klientów ze świeżych jabłek i whiskey podane w jedynie odrobinę zabrudzonej szklance to wciąż dobre znaki. Mimo waszego przybycia, wokół panował… spokój. Przynajmniej póki barman nie otworzył drzwi na zaplecze.
Poszedł po lód.
Ta wyprawa zmroziła krew w waszych żyłach bardziej niż przygotowane napoje. Kiedy nacisnął na klamkę, usłyszeliście jęczenie. Chciał te drzwi od razu zamknąć, ale ktokolwiek leżał tam na podłodze był tak zdesperowany, że wsadził swoje palce w szparę i poświęcając łamiące się kości nie dał zatrzasnąć ich do końca. Barman otworzył je szerzej, kopnął leżącą w środku kobietę w rękę, a Menodora widziała w jej oczach przerażenie i błaganie o ratunek – wszystko niezwerbalizowane, bo miała usta zaklejone mugolską taśmą. A później zamknął te drzwi, otworzył jeszcze raz i kobiety już tam nie było…
Wyparowała w kilka sekund. Zbiorowa halucynacja?
I nikt, absolutnie nikt nie zamierzał brać was tutaj na poważnie. Nie znaczyło to, że nie mogliście nic w tym miejscu zdziałać – wręcz przeciwnie, otoczka dziwaków zawała się czasem sprzyjać sprawie, ale... zdecydowanie nie uchodziliście za tutejszych. Spojrzenia ludzi wokół nie wróżyły niczego dobrego, jednak nikt, nawet zakapturzony jegomość w zacienionym kącie, który bawił się ostrzem, nie wykonał w waszym kierunku żadnego ruchu.
Barman zmierzył Thomasa spojrzeniem, zaś Menodory nie – nie odezwał się do niej wcale, nie zauważył jej obecności. Panienka Crawley, jako kobieta dobrze wiedziała, dlaczego to zrobił. Niektórzy mężczyźni tak mieli – nawet gdyby zechcieli zadać jej pytanie, zapytaliby: czy pana żona życzy sobie coś jeszcze? Dziewczyna mogła jedynie obserwować, jak odziany w zieloną pelerynę czarodziej skinął do Figga głową.
– Whiskey i sok jabłkowy – powtórzył po nim jakby z lekką drwiną, ale mając na uwadze, jak skwaszony był, zanim podeszliście do kontuaru, prawdopodobnie obsługiwał w ten sposób wszystkich gości. – Jest dokładnie tak, jak widzisz – powiedział, sięgając szklanki stojącej na półce nad nim i machając różdżką, aby zakląć jedną z butelek i kosz błyszczących jabłek stojących nieopodal. – Na mojej zmianie nawet koniec świata nie sprawi, że Wiwern padnie. Już niedługo pewnie, bo wypierdalam w przyszłym tygodniu i tyle mnie widzieliście.
I te słowa mogły wydać się całkiem pokrzepiające. Może gębę miał nie taką jak trzeba, może od niego cuchnęło potem, może traktował Menodorkę jak powietrze, ale jak na standardy Nokturnu sok wyciśnięty na oczach klientów ze świeżych jabłek i whiskey podane w jedynie odrobinę zabrudzonej szklance to wciąż dobre znaki. Mimo waszego przybycia, wokół panował… spokój. Przynajmniej póki barman nie otworzył drzwi na zaplecze.
Poszedł po lód.
Ta wyprawa zmroziła krew w waszych żyłach bardziej niż przygotowane napoje. Kiedy nacisnął na klamkę, usłyszeliście jęczenie. Chciał te drzwi od razu zamknąć, ale ktokolwiek leżał tam na podłodze był tak zdesperowany, że wsadził swoje palce w szparę i poświęcając łamiące się kości nie dał zatrzasnąć ich do końca. Barman otworzył je szerzej, kopnął leżącą w środku kobietę w rękę, a Menodora widziała w jej oczach przerażenie i błaganie o ratunek – wszystko niezwerbalizowane, bo miała usta zaklejone mugolską taśmą. A później zamknął te drzwi, otworzył jeszcze raz i kobiety już tam nie było…
Wyparowała w kilka sekund. Zbiorowa halucynacja?
Mistrz gry nie kontynuuje rozgrywki. Jeżeli spróbujecie otworzyć drzwi siłowo – zaplecze wygląda jak normalne zaplecze. Nikt w Wiwernie wam nie sprzyja i was nie wesprze. Barman daje się oszukać Thomasowi, podaje mu whiskey ze znaczącym spojrzeniem, żeby się odpierdolił, bo to nie jego sprawa. Jeżeli trzeba, to i na koszt firmy. Kontynuowanie rozmowy pozwoli wam na uzyskanie informacji, że Sullivan wypływa z portu w piątek, ale postać nie powie wam tego, jeżeli będziecie ją obrażać lub dopytywać o akcję z drzwiami. @Thomas Figg @Dora Crawford