06.06.2025, 23:49 ✶
— Uspokój się i przestań panikować! — syknął Erik, wypuszczając głośno powietrze z ust. — Skoro nie wiesz, co jest na stanie, to wystarczyło po prostu powiedzieć ''nie wiem''. Ostry język mogłaś sobie darować. To i tak już nie jest zbyt dobra noc. Ale niech będzie! — Rozłożył ręce w wymownym geście, przygryzając lekko dolną wargę. — Przepraszam, że jeszcze w ogóle żyję. Postaram się już dzisiaj nie wchodzić ci pod nogi.
Westchnął ciężko i ruszył w stronę części pracowniczej lokalu. O ile takowa jeszcze istnieje, pomyślał przelotnie, prześlizgując się za ladę. Jeśli sytuacja w mieście się nie poprawi, to niedługo klubokawiarnia wypełni się kolejnymi rannymi lub zagubionymi czarownicami, a wtedy może być ciężko ze znalezieniem, chociaż skrawka wolnej podłogi. Tyle dobrego, że jak do tej pory raczej nie byli zmuszeni do żadnych drastycznych wypadków magiczno-medycznych. Tyle i aż tyle.
Wprawdzie idąc za ''radą'' Moody powinien zakręcić się wokół Nory lub Basiliusa, aby uzyskać potrzebne informacje, jednak... Nie za bardzo chciał ich teraz nękać. Bądź co bądź, musiał tylko znaleźć odpowiedni medykament. Nie musiał go nikomu aplikować. A odszukanie go nie powinno być jakieś trudne. To była tylko maść. A one zazwyczaj występowały w tubkach. Albo okrągłych pudełeczkach z wieczkiem. A na wieczkach często była nawet nazwa danego remedium. Tak, to by go naprowadziło na odpowiedni trop i...
Eureka! Parę minut później Longbottom wygrzebał z jednej z szuflad potrzebną maść. Nie był pewien, czy był to produkt, który wyszedł spod rąk Nory Figg czy raczej wytwór z apteki Lupinów, ale... Najważniejsze, że był. Teraz raczej nikt nie będzie narzekał na jakość czy markę. Tak długo, jak lek po prostu zadziała. Erik zaniósł lekarstwo poprzedniej grupie czarodziejów i już miał skierować się ku kolejnej zbieraninie upchniętej przy jednym ze stolików, gdy nagle ktoś wpadł mu pod nogi.
Albo to raczej Erik na kogoś wpadł. Najgorsze, że w pierwszej chwili nawet nie wiedział, co mu zablokowało drogę. Dopiero kiedy opuścił wzrok zdał sobie sprawę, że miał do czynienia z małą ciemnowłosą dziewczynkę. Przez moment wydawała mu się nawet podobna do Brenny za młodu, jednak zaraz zwrócił uwagę na różnicę: nieco zbyt krzywe zęby, ciemne oczy i...
— Hej, wszystko w porządku? — Przykląkł na jedno kolano, przyglądając się uważnie dziewczynce. Nie mogła mieć więcej jak osiem lat. — Twoi rodzice gdzieś tutaj są?
Rozejrzał się dyskretnie na prawo i lewo. Czemu ktoś zostawił tu tak dziecko samopas? Kto w ogóle mógłby wpaść na taki pomysł i... Dziewczynka nagle wskazała palcem za siebie, a Erik podążył spojrzeniem za jej ruchem. W rogu sali na jednym ze stołów przysiadła na oko trzydziestoparoletnia kobieta, a nieco starszy facet... Chyba opatrywał jej ranę na czole? Dezynfekował ranę? Przykładał kompres? Ach, musieli odsunąć dziecko na bok, żeby może się za bardzo nie wystraszyło!
— Chcesz się może czegoś napić? Albo zjeść coś? — zagaił, zerkając przez ramię. — Powinniśmy mieć jeszcze trochę jakiegoś soku. Albo herbaty. Herbata zawsze się znajdzie.
Westchnął ciężko i ruszył w stronę części pracowniczej lokalu. O ile takowa jeszcze istnieje, pomyślał przelotnie, prześlizgując się za ladę. Jeśli sytuacja w mieście się nie poprawi, to niedługo klubokawiarnia wypełni się kolejnymi rannymi lub zagubionymi czarownicami, a wtedy może być ciężko ze znalezieniem, chociaż skrawka wolnej podłogi. Tyle dobrego, że jak do tej pory raczej nie byli zmuszeni do żadnych drastycznych wypadków magiczno-medycznych. Tyle i aż tyle.
Wprawdzie idąc za ''radą'' Moody powinien zakręcić się wokół Nory lub Basiliusa, aby uzyskać potrzebne informacje, jednak... Nie za bardzo chciał ich teraz nękać. Bądź co bądź, musiał tylko znaleźć odpowiedni medykament. Nie musiał go nikomu aplikować. A odszukanie go nie powinno być jakieś trudne. To była tylko maść. A one zazwyczaj występowały w tubkach. Albo okrągłych pudełeczkach z wieczkiem. A na wieczkach często była nawet nazwa danego remedium. Tak, to by go naprowadziło na odpowiedni trop i...
Eureka! Parę minut później Longbottom wygrzebał z jednej z szuflad potrzebną maść. Nie był pewien, czy był to produkt, który wyszedł spod rąk Nory Figg czy raczej wytwór z apteki Lupinów, ale... Najważniejsze, że był. Teraz raczej nikt nie będzie narzekał na jakość czy markę. Tak długo, jak lek po prostu zadziała. Erik zaniósł lekarstwo poprzedniej grupie czarodziejów i już miał skierować się ku kolejnej zbieraninie upchniętej przy jednym ze stolików, gdy nagle ktoś wpadł mu pod nogi.
Albo to raczej Erik na kogoś wpadł. Najgorsze, że w pierwszej chwili nawet nie wiedział, co mu zablokowało drogę. Dopiero kiedy opuścił wzrok zdał sobie sprawę, że miał do czynienia z małą ciemnowłosą dziewczynkę. Przez moment wydawała mu się nawet podobna do Brenny za młodu, jednak zaraz zwrócił uwagę na różnicę: nieco zbyt krzywe zęby, ciemne oczy i...
— Hej, wszystko w porządku? — Przykląkł na jedno kolano, przyglądając się uważnie dziewczynce. Nie mogła mieć więcej jak osiem lat. — Twoi rodzice gdzieś tutaj są?
Rozejrzał się dyskretnie na prawo i lewo. Czemu ktoś zostawił tu tak dziecko samopas? Kto w ogóle mógłby wpaść na taki pomysł i... Dziewczynka nagle wskazała palcem za siebie, a Erik podążył spojrzeniem za jej ruchem. W rogu sali na jednym ze stołów przysiadła na oko trzydziestoparoletnia kobieta, a nieco starszy facet... Chyba opatrywał jej ranę na czole? Dezynfekował ranę? Przykładał kompres? Ach, musieli odsunąć dziecko na bok, żeby może się za bardzo nie wystraszyło!
— Chcesz się może czegoś napić? Albo zjeść coś? — zagaił, zerkając przez ramię. — Powinniśmy mieć jeszcze trochę jakiegoś soku. Albo herbaty. Herbata zawsze się znajdzie.
(Charyzma) Czy gadka Erika zdaje egzamin vol. 2? x1
Rzut Z 1d100 - 41
Slaby sukces...
Slaby sukces...
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞