07.06.2025, 17:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2025, 17:47 przez Lorraine Malfoy.)
Dziękuję za odpowiedź!!!!!!!
To dopowiem tutaj tylko, że właśnie na tej nachalności i nienaturalności mi zależało. Chciałam, aby Lorraine wykorzystywała to jako nie tyle broń, co właśnie jako przewagę, by albo zbić mocno rozmówcę z tropu, albo aby przenieść jego uwagę na siebie, kiedy dookoła dzieje się coś ważnego, a ona przykładowo nie chce, aby ten ktoś to dostrzegł. Trochę takie "pod latarnią najciemniej".
W kontekście Lorraine, która w większości dziedzin magii poza zauroczeniem jest po prostu słaba, myślałam, że w sumie fajnie byłoby to traktować jako coś, co wykorzystuje, aby wzbudzić w innych swego rodzaju "alert", respekt wobec swojej osoby, wręcz mechanizm obronny. Wiem, że krytyczna porażka mówi, że otaczające czarodzieja osoby odczuwają lekki niepokój patrząc na niego. Dlatego być może to, co tutaj napiszę, to rozważania takie strasznie subtelne, że nieistotne, ale wyczerpię chyba wtedy temat. Czy tutaj chodzi bardziej o to, że ludzie odczuwają wówczas lekki niepokój, bo nie przyjmują bezkrytycznie wpływu magii wili?
1. Czy niepokoją się, bo są świadomi, że coś próbuje na nich wpłynąć (nie muszą wiedzieć, co to, ale mega niezręcznie czują się u boku wili, i mają wrażenie, że to jej wina)?
2. Czy niepokoją się, bo nagle wydaje im się straszną istotką, czy jak to wygląda?
Też wyobrażałam sobie właśnie, że gdybym wiele razy z rzędu rzuciła na Lorraine wysoki sukces wilą, byłoby to mocno ogłupiające, a osoba, z którą by konwersowała, mogłaby się poczuć wręcz pijana, oszołomiona, etc. więc mimo, że byłyby to sukcesy, a nie krytyczne porażki, nie byłoby to ostatecznie wcale a wcale przyjemne doświadczenie.
Więc do tej pory traktowałam to tak bardzo płynnie, bardzo umownie, ale takie dwie moje główne myśli były:
1. Jak wila cię lubi, a ty lubisz ją, no to z jej magią może być ci bardzo fajnie, wręcz taki błogostan: nie bez powodu wchodzą w związki z czarodziejami, zakochują się, etc.
2. Jak wila cię nie lubi, a ty nie lubisz jej, masz podświadomie bardziej poczucie zagrożenia. Trochę jak w przyrodzie, jak są jaskrawo kolorowe węże, to są najbardziej trujące. Chętnie by się dotknęło takiego węża, bo ładny i kolorowy (i to jest, jak dobrze pamiętam, efekt na krytyczny sukces na wilę, że wszystkie zahamowania spadają), ale jednocześnie instynkt samozachowawczy gdzieś tam głęboko mówi: TRUJĄCE.
Ostatnie już bardzo ważne pytanie w kontekście sesji z oklumentami. Czy jak do baru wchodzi wila i oklumenta, oboje na 4 kropki ze swoimi respektywnymi statystykami, to jak oklumenta przerzuci wilę, to wciąż czuje, jak go wila gilgocze po mózgu? A jeżeli tak, to w skali od 1 do 10 jak bardzo te gilgotki są przyjemne? Czy to zależy od sukcesu wili, czy tak samo jak w sytuacji powyżej, to sytuacja płynna i zależna od interpretacji graczy, i mam się nie martwić? Pytam, bo lubię wkurwiać oklumentów.
Po prostu poklep mnie po pleckach jak będziesz miała czas, i powiedz, że póki gracze mówią, że jest ok, i nie odwalam czegoś głupiego, to jest ok. Bo pewnie za dużo myślę o jakichś subtelnościach, o których nikt nie myśli xD
(07.06.2025, 16:18 )Eutierria napisał(a): Możesz rzucać tą kością w każdej sesji i tak często jak chcesz, ale zwróć uwagę na opis:
czarodziej znajduje się magicznie w centrum uwagi. Znajdujące się wokół osoby zaczynają wpatrywać się w niego nachalnie i słuchać jego słów.
Nachalność wpatrywania się jest tutaj celowa - to jest nienaturalne zjawisko, gdybyś rzucała co post, to konwersacja z taką osobą byłaby wręcz jednostronna.
To dopowiem tutaj tylko, że właśnie na tej nachalności i nienaturalności mi zależało. Chciałam, aby Lorraine wykorzystywała to jako nie tyle broń, co właśnie jako przewagę, by albo zbić mocno rozmówcę z tropu, albo aby przenieść jego uwagę na siebie, kiedy dookoła dzieje się coś ważnego, a ona przykładowo nie chce, aby ten ktoś to dostrzegł. Trochę takie "pod latarnią najciemniej".
W kontekście Lorraine, która w większości dziedzin magii poza zauroczeniem jest po prostu słaba, myślałam, że w sumie fajnie byłoby to traktować jako coś, co wykorzystuje, aby wzbudzić w innych swego rodzaju "alert", respekt wobec swojej osoby, wręcz mechanizm obronny. Wiem, że krytyczna porażka mówi, że otaczające czarodzieja osoby odczuwają lekki niepokój patrząc na niego. Dlatego być może to, co tutaj napiszę, to rozważania takie strasznie subtelne, że nieistotne, ale wyczerpię chyba wtedy temat. Czy tutaj chodzi bardziej o to, że ludzie odczuwają wówczas lekki niepokój, bo nie przyjmują bezkrytycznie wpływu magii wili?
1. Czy niepokoją się, bo są świadomi, że coś próbuje na nich wpłynąć (nie muszą wiedzieć, co to, ale mega niezręcznie czują się u boku wili, i mają wrażenie, że to jej wina)?
2. Czy niepokoją się, bo nagle wydaje im się straszną istotką, czy jak to wygląda?
Też wyobrażałam sobie właśnie, że gdybym wiele razy z rzędu rzuciła na Lorraine wysoki sukces wilą, byłoby to mocno ogłupiające, a osoba, z którą by konwersowała, mogłaby się poczuć wręcz pijana, oszołomiona, etc. więc mimo, że byłyby to sukcesy, a nie krytyczne porażki, nie byłoby to ostatecznie wcale a wcale przyjemne doświadczenie.
Więc do tej pory traktowałam to tak bardzo płynnie, bardzo umownie, ale takie dwie moje główne myśli były:
1. Jak wila cię lubi, a ty lubisz ją, no to z jej magią może być ci bardzo fajnie, wręcz taki błogostan: nie bez powodu wchodzą w związki z czarodziejami, zakochują się, etc.
2. Jak wila cię nie lubi, a ty nie lubisz jej, masz podświadomie bardziej poczucie zagrożenia. Trochę jak w przyrodzie, jak są jaskrawo kolorowe węże, to są najbardziej trujące. Chętnie by się dotknęło takiego węża, bo ładny i kolorowy (i to jest, jak dobrze pamiętam, efekt na krytyczny sukces na wilę, że wszystkie zahamowania spadają), ale jednocześnie instynkt samozachowawczy gdzieś tam głęboko mówi: TRUJĄCE.
Ostatnie już bardzo ważne pytanie w kontekście sesji z oklumentami. Czy jak do baru wchodzi wila i oklumenta, oboje na 4 kropki ze swoimi respektywnymi statystykami, to jak oklumenta przerzuci wilę, to wciąż czuje, jak go wila gilgocze po mózgu? A jeżeli tak, to w skali od 1 do 10 jak bardzo te gilgotki są przyjemne? Czy to zależy od sukcesu wili, czy tak samo jak w sytuacji powyżej, to sytuacja płynna i zależna od interpretacji graczy, i mam się nie martwić? Pytam, bo lubię wkurwiać oklumentów.
Po prostu poklep mnie po pleckach jak będziesz miała czas, i powiedz, że póki gracze mówią, że jest ok, i nie odwalam czegoś głupiego, to jest ok. Bo pewnie za dużo myślę o jakichś subtelnościach, o których nikt nie myśli xD