Nora była u siebie, powinna czuć się pewnie, prawda? Mimo wszystko nieco przytłaczała ją obecność mężczyzn. Oczywiście zdawała sobie sprawę z tego, że Ambroise nie podesłał jej by tutaj byle kogo, tak czy siak podchodziła jednak do nich z dozą ostrożności. Przynajmniej na początku. Czuła, że jeden z nich mierzył ją wzrokiem, nie dało się tego nie zauważyć. Starała się jednak nie dać po sobie poznać, że wzbudza w niej to dyskomfort.
Dość szybko znalazł sie tuż obok niej i nim zdążyła zrozumieć, co się dzieje zachowywał się, niczym jej przyjaciel. Stała jak słóp soli, nie do końca wiedziała, jak zareagować na takie wylewne przywitanie. W końcu się odsunęła o krok, potrzebowała odrobinę przestrzeni. Romulus Peter Potter okazał się być bardzo wylewnym człowiekiem, chyba się tego nie spodziewała. Musiała jednak dość szybko dostosować się do sytuacji, żeby nie było.
- Nora Figg, ale to pewnie panowie już wiedzą. - Spodziewała się, że Greengrass poinformował ich kto miał dla nich zlecenie do wykonania.
- Nie mam w zwyczaju trzymać swoich słodkości pod ubraniami... - Zaczęła całkiem lekkim tonem, jak na taką sugestię. Musiała ugryźć się w język, aby nie palnąć czegoś bardziej nieprzyjemnego, bo przecież znaleźli się tutaj, aby jej pomóc.
- Myślałam, że te żaby są dla chrześniaka Roisa, nie spodziewałam się, że ich amatorem jest ktoś inny. - Mylnie założyła, że to specjalne zamówienie było dla Fabiana, okazało się jednak, że Roise miał w swoim gronie duże dziecko, które było entuzjastą tych bardzo wyszukanych słodkości.
Przeniosła wzrok na drugiego z mężczyzn i zawiesiła swoje spojrzenie na nim na krótką chwilę. To on był specjalistą od klątw. Dobrze założyła, wyglądał na kogoś takiego, miał taką dziwną aurę, albo jej się wydawało? Cóż, jeśli chodzi o tę dwójkę stojącą przed nią, to właśnie tak by założyła. Benjy wyglądał na kogoś, kto miał jej pomóc, bez urazy panie Potter...
Tak właściwie to zupełnie do siebie nie pasowali, gdyby nie to, że weszli tutaj razem, rozmawiali przy tym, to Norka nie założyłaby, że się znają. Byli trochę jak noc i dzień, ale nie zamierzała zastanawiać się nad tym, dlaczego i czy się przyjaźnią, czy tam koleżankują.
- Spokojnie, jestem przyzwyczajona. - Machnęła przy tym ręką od niechcenia. Benjy nie miał ją za co przepraszać. Figgówna na swojej drodze życia spotkała naprawdę różnych ludzi i Romulus nie był na szczycie listy najdziwniejszych osób, które miała okazę poznać.
- Warto przeprowadzać takie eksperymenty, aby zdać sobie sprawę, że czasem nie ma sensu zmieniać dotychczasowych przyzwyczajeń. - Powiedziała jeszcze, chociaż może nie powinna tego komentować.
- Na pewno znajdę jakieś żaby, tylko może nieco później? - Przeniosła spojrzenie na Pottera. Nie chciała go rozczarować i miała wrażenie, że to głównie te nieszczęsne żaby były jego powodem wizyty w tym miejscu.
- Panno, ale wystarczy Nora. - Nie było sensu sięgać po niepotrzebne konwenanse, skoro Benjy miał zająć się jej problemem, nie lubiła sztucznego dystansu między ludźmi, raczej stawiała na bezpośredniość.
- Parter jest mój, nie wiem, co z resztą budynku, póki co nikt się nie skarżył na podobne problemy. - Może powinna pójść do swoich sąsiadów i się upewnić, że klątwa męczy tylko ją, jednak wydawało jej się, że gdyby coś się działo, to dość szybko by ją odwiedzili.
- Możesz obejrzeć każdy kąt, czego tylko potrzebujesz. - Wiedziała, że było to dość istotne dla sprawy i nie zamierzała utrudniać mężczyźnie jego pracy, zresztą skoro przyszedł tutaj pomóc poradzić jej sobie z tym problemem, bo była to jego praca, to zapewne jemu zależało równie mocno co jej na tym, by załatwić sprawę, wtedy jedno i drugie będzie zadowolone, czyż nie? Tak to już jest w podobnych biznesach.
- To zaczęło się podczas pożarów. Było tu trochę osób, wiadomo, ludzie szukali schronienia, przyjęłam ich pod swój dach. - Nie miałaby serca wyrzucić kogokolwiek na ulice, które pochłaniał ogień, to było dość normalnym zachowaniem, prawda? Nie wspominała oczywiście o tym, że Zakon Feniksa zrobił sobie tutaj tymczasową bazę, do której trafiali poszkodowani mugolacy, bo to akurat nie było istotne dla sprawy.
- Już tamtej nocy zauważyłyśmy, że na szyi jednej z kobiet pojawił się ślad dłoni, tuż po tym, jak się obudziła. Do tego ten popiół, nie chce zejść, nie mogę się go pozbyć, próbowałam prostymi zaklęciami, ale też zwyczajnie to zmyć i niestety nic z tego. - Przeniosła spojrzenie na szafkę, a właściwie to na swoją kotkę, która leżała tam zwinięta w kłębek, jej ogon znowu był czarny, westchnęła jedynie ciężko, bo powoli miała tego dość, ileż można walczyć z sadzą, to naprawdę było męczące.
- Potrzebujesz jeszcze jakichś informacji? Zupełnie nie wiem, co może być istotne, nie znam się na klątwach, ale o tym pewnie Roise również wspomniał. - Nie bez powodu potrzebowała specjalisty. Jej brat aktualnie musiał zniknąć z Nory, bo nie mógł tutaj spać przez to, co działo się w środku, więc trochę została zdana na siebie samą, miała sporo szczęścia, że Greengrass dość szybko wysłał do niej profesjonalne wsparcie.