08.06.2025, 12:04 ✶
Paul również nie liczył pokoleń w swojej jakże zacnej rodzinie. Ileż było mugolskich odnóg, ileż niewiadomych? Lockhartowie nie byli przecież znani z niczego poza mitomanią i posiadaniem jakże czarujących uśmiechów. Skeeterowie? Wielu z nich uważało ich za dziennikarzy, którzy za nic mieli etykę zawodową i pisali do gazet tylko pod sensację. Czy to wszystko było jakąś nieodzowną cechą wszystkich przedstawicieli rodziny? Absolutnie nie. Mama Paula była wciąż jedną z najlepszych, najbardziej zasłużonych dziennikarek w Proroku, a jego tata siedział w literackiej krytyce i felietonach. Ten cały rodzinny esencjalizm był więc dla Lockharta kolejnym wymysłem czystków, którzy jakimiś bajeczkami chcieli uzasadniać sobie własną wyższość.
— Jak ktoś wspiera się tylko na zasługach swoich przodków, to sam jest gówno warty, tyle powiem — Paul wzruszył ramionami. — Dumny mogę być z siebie, z ciebie, z mojej wspaniałej żony i cudownego syna. I z tego, że moi rodzice nie wychowali mnie na zapatrzonego w czystków kretyna. A sam wiesz, że są tacy w robocie. Jak widzą jakiegoś Longbottoma albo Croucha już szorują kolanami podłogę.
Ach tak, walizki. Już się spodziewał, ile mogły ważyć. Jasne, powiedział Christine, że traktaty matematyczno-logiczne zostają w domu i że wcale nie są lekką lekturą na drogę. Jednak podwójna pani doktor (matematyki i filozofii) nie była osobą, którą łatwo było przekonać do przeczytania czegoś, co nie miało w sobie wzorów, zmiennych i sztucznego języka. Kobieta, która uczęszczała swego czasu na wykłady Ludwiga Wittgensteina, George'a E. Moore'a i Bertranda Russella (podobno byli to wielcy myśliciele, Paul wierzył jej na słowo) była tak zafascynowana tymi sprawami, że trudno było przemówić jej do rozsądku.
— Spakowani, pewnie. I wiem, że trzeba uważać, zamykać drzwi do pokoju na noc i tym podobne. To nie jest moja pierwsza podróż, stary. Dam sobie radę — rzucił z pewną nonszalancją w głosie. — Zresztą chyba już za późno, by wnioskować o to, by przydzielili mi ciebie na ochroniarza, nie?