07.02.2023, 22:34 ✶
Otrzymana od Idy wiadomość wzbudziła w nim niemałą ekscytację, nawet jeśli treść wiadomości wcale do pozytywnych i przyjemnych nie należała. Nie bez powodu jednak mawiało się, że do podjęcia zawodu klątwołamacza trzeba mieć coś nie tak z głową. Kto by się przecież chciał z pełną świadomością pakować w zadania, które mogły skończyć się śmiercią przy najmniejszym błędzie? Raczej byli to ludzie nie tyle wyjątkowi, co... specyficzni. W przypadku Nicholasa była to na pewno odwaga granicząca z głupotą i pociąg do mocnych wrażeń. Co prawda wolałby dostać zlecenie na złojenie paru niegodziwych tyłków, ale to zadanie również należało do kategorii tych, które mogły mu przynieść uznanie w Zakonie. Przez młody umysł nie przeszła nawet chwila zwątpienia w swoje umiejętności, a słowo porażka ustąpiło innym, pełnym optymizmu wyrażeniom.
Nie miał tego dnia pracować sam, za co był tym z góry dozgonnie wdzięczny. Nie obejdzie się tutaj bez wykwalifikowanego uzdrowiciela, a gdyby przyszło mu zadbać jeszcze o zdrowie schorowanej, to w pakiecie do swych usług przygotowałby odpowiednią trumnę. Magia lecznicza nie należała do jego atutów, dlatego wsparcie Cedrica było tego dnia nieocenione. Poza nim do pomocy przydzielono jeszcze aurorkę Lucy oraz bliską rodzinę ratowanej kobiety, Florence, która z kolei jeśli wierzyć pamięci Nicholasa, też miała coś wspólnego ze szpitalną pracą. Ubrany w rozpięty płaszcz w kolorze jasnego brązu pod którym skrywał się wygodny, szary sweter, a także eleganckie ciemne spodnie i brązowe buty, pojawił się na umówionym miejscu. Tam, jak już wszyscy się zebrali, przeniósł ich grupowo we właściwe miejsce przed domostwo, w którym ukrywano Arabellę Bulstrode. Ze schowanymi rękami w kieszeni zerknął na pozostałych, obdarzając ich zadziornym i prawdopodobnie nietaktowanym do zaistniałych okoliczności uśmiechem.
- Mam nadzieję że podróż była wygodna? Niczego nie zgubiliście? Reklamacji nie przyjmuję. - rzucił jeszcze żartobliwie, ale czując że atmosfera nie należy do najlżejszych, szybko odchrząknął i dostosował mimikę do bardziej... grobowych tonów.
- Nicholas, klątwołamacz. - przedstawił się jeszcze pospiesznie i przywitał z każdym.
Skinął głową do Cedrica i ruszył z pozostałymi do budynku, gdzie wymienił bardzo zdawkowe uprzejmości z czuwającymi nad bezpieczeństwem Arabelli ochroniarzami. Kiedy już dotarli do pokoju w którym przebywała, ugryzł się w język żeby nie wypalić nic na temat jej fatalnego stanu i wyglądu. Jeszcze by go palnęli w ten infantylny, niedojrzały łeb, albo co gorsza - wygonili do domu.
- No dobrze... nie znam się na tych leczniczych sprawach, moglibyście określić jej stan? Co się dzieje z jej ciałem? Zacznę w tym czasie przeszukiwać księgi... - zapytał, uwaznie przyglądając się skórze kobiety, ale czuł że potrzeba tutaj pełniejszej analizy wykwalifikowanych uzdrowicieli. Sam przeszedł do jednej z ksiąg i wyciągając różdżkę z kieszeni, zaczął przy pomocy magii wertować znaną sobie już lekturę szukając słów-kluczy, od których mógłby ruszyć dalej. - Wiadomo w jaki sposób doszło do nałożenia klątwy?
Nie miał tego dnia pracować sam, za co był tym z góry dozgonnie wdzięczny. Nie obejdzie się tutaj bez wykwalifikowanego uzdrowiciela, a gdyby przyszło mu zadbać jeszcze o zdrowie schorowanej, to w pakiecie do swych usług przygotowałby odpowiednią trumnę. Magia lecznicza nie należała do jego atutów, dlatego wsparcie Cedrica było tego dnia nieocenione. Poza nim do pomocy przydzielono jeszcze aurorkę Lucy oraz bliską rodzinę ratowanej kobiety, Florence, która z kolei jeśli wierzyć pamięci Nicholasa, też miała coś wspólnego ze szpitalną pracą. Ubrany w rozpięty płaszcz w kolorze jasnego brązu pod którym skrywał się wygodny, szary sweter, a także eleganckie ciemne spodnie i brązowe buty, pojawił się na umówionym miejscu. Tam, jak już wszyscy się zebrali, przeniósł ich grupowo we właściwe miejsce przed domostwo, w którym ukrywano Arabellę Bulstrode. Ze schowanymi rękami w kieszeni zerknął na pozostałych, obdarzając ich zadziornym i prawdopodobnie nietaktowanym do zaistniałych okoliczności uśmiechem.
- Mam nadzieję że podróż była wygodna? Niczego nie zgubiliście? Reklamacji nie przyjmuję. - rzucił jeszcze żartobliwie, ale czując że atmosfera nie należy do najlżejszych, szybko odchrząknął i dostosował mimikę do bardziej... grobowych tonów.
- Nicholas, klątwołamacz. - przedstawił się jeszcze pospiesznie i przywitał z każdym.
Skinął głową do Cedrica i ruszył z pozostałymi do budynku, gdzie wymienił bardzo zdawkowe uprzejmości z czuwającymi nad bezpieczeństwem Arabelli ochroniarzami. Kiedy już dotarli do pokoju w którym przebywała, ugryzł się w język żeby nie wypalić nic na temat jej fatalnego stanu i wyglądu. Jeszcze by go palnęli w ten infantylny, niedojrzały łeb, albo co gorsza - wygonili do domu.
- No dobrze... nie znam się na tych leczniczych sprawach, moglibyście określić jej stan? Co się dzieje z jej ciałem? Zacznę w tym czasie przeszukiwać księgi... - zapytał, uwaznie przyglądając się skórze kobiety, ale czuł że potrzeba tutaj pełniejszej analizy wykwalifikowanych uzdrowicieli. Sam przeszedł do jednej z ksiąg i wyciągając różdżkę z kieszeni, zaczął przy pomocy magii wertować znaną sobie już lekturę szukając słów-kluczy, od których mógłby ruszyć dalej. - Wiadomo w jaki sposób doszło do nałożenia klątwy?