09.06.2025, 21:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.06.2025, 21:38 przez Erik Longbottom.)
I jak zwykle zostaje ze wszystkim sam, pomyślał przelotnie Longbottom, obracając w dłoniach opakowanie z maścią. No, ale przecież musiał sobie jakoś radzić. W pobliżu nie było Brenny i Nory, a Millie dość dosadnie odmówiła mu udzielenia wsparcia. Typowe. Jak tylko sytuacja się zaogniała, to kobiety znikały z pola widzenia, żeby - Merlinie broń - ktoś nie poprosił ich o pomoc. Erik wzdrygnął się na tę myśl. Stres wywołany wydarzeniami tej nocy musiał rozbudzić na chwilę mizoginistyczne czysto-krwiste odruchy sprzed paru pokoleń. Kto wie, może wraz z nadejściem ranka zacznie dyskryminować jakąś grupę społeczną? Sarknął cicho pod nosem.
— No, to chodź, poszukamy go — zadecydował Erik, wyciągając dłoń ku dziewczynce. — Zgubiłaś go gdzieś w środku? — Na szczęście odpowiedziało mu kiwnięcie głową. — W takim razie na pewno sobie jakoś poradzimy ze znalezieniem go.
Potencjalnie mógł zorientować się, że ktoś się w niego wpatruje, jednak jego skupienie zdecydowanie nie było w tej chwili na najwyższym poziomie. Myślami był w dziesięciu miejscach na raz, dywagując na co najmniej tuzin różnych scenariuszy i próbując jakoś poradzić sobie z otaczającą go rzeczywistością. Nie zwrócił więc większej uwagi na to, że Millie wpatruje się w niego z taką miną, jakby co najmniej oczekiwała od niego zbawienia całego świata. Niezły z ciebie brygadzista, skomentował bezgłośnie mężczyzna, prowadząc dziewczynkę przez lokal, co raz wykręcając głowę to w prawą lub lewą stroną. Gdzieś ten misiek musiał być.
Po raz pierwszy od opuszczenia Doliny Godryka zaczynał cieszyć się z tego, że przez większość nocy trzymał się z dala od jakichkolwiek zespołów Ministerstwa Magii i Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Wprawdzie zobowiązania zawodowe i chęć dołączenia do reszty Brygady Uderzeniowej dawały o sobie znać co jakiś czas, jednak... Chyba nie był teraz w na tyle dobrym stanie, aby sensownie wesprzeć zespół. Bones i Moody na pewno poradzą sobie sami z koordynowaniem najważniejszych działań, czyż nie? Nie potrzebowali do tego Longbottoma. Albo dwóch Longbottomów. Byłoby to naprawdę żałosne, gdyby fundamenty departamentu opierały się wyłącznie na jego rodzinie.
— Wiesz co... Wydaje mi się, że go widzę! — zauważył Erik, zbliżając się do drzwi lokalu.
Jedno z okien zostało ''zabarykadowane'' poprzez wstawienie na stół dodatkowych krzeseł, a czarny pluszowy kot wylądował na samym szczycie tej ręcznie wykonanej wieży. Erik sięgnął po zabawkę i oddał ją młodej właścicielce, wzdychając ciężko, gdy ta momentalnie odbiegła od niego, wracając do rodziców. Cóż, i tak nie spodziewał się jakichś wylewnych podziękowań. I tak mieli przed sobą jeszcze sporo roboty. To jest, o ile dożyją poranka. Heh. Heh.
— No, to chodź, poszukamy go — zadecydował Erik, wyciągając dłoń ku dziewczynce. — Zgubiłaś go gdzieś w środku? — Na szczęście odpowiedziało mu kiwnięcie głową. — W takim razie na pewno sobie jakoś poradzimy ze znalezieniem go.
Potencjalnie mógł zorientować się, że ktoś się w niego wpatruje, jednak jego skupienie zdecydowanie nie było w tej chwili na najwyższym poziomie. Myślami był w dziesięciu miejscach na raz, dywagując na co najmniej tuzin różnych scenariuszy i próbując jakoś poradzić sobie z otaczającą go rzeczywistością. Nie zwrócił więc większej uwagi na to, że Millie wpatruje się w niego z taką miną, jakby co najmniej oczekiwała od niego zbawienia całego świata. Niezły z ciebie brygadzista, skomentował bezgłośnie mężczyzna, prowadząc dziewczynkę przez lokal, co raz wykręcając głowę to w prawą lub lewą stroną. Gdzieś ten misiek musiał być.
Po raz pierwszy od opuszczenia Doliny Godryka zaczynał cieszyć się z tego, że przez większość nocy trzymał się z dala od jakichkolwiek zespołów Ministerstwa Magii i Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Wprawdzie zobowiązania zawodowe i chęć dołączenia do reszty Brygady Uderzeniowej dawały o sobie znać co jakiś czas, jednak... Chyba nie był teraz w na tyle dobrym stanie, aby sensownie wesprzeć zespół. Bones i Moody na pewno poradzą sobie sami z koordynowaniem najważniejszych działań, czyż nie? Nie potrzebowali do tego Longbottoma. Albo dwóch Longbottomów. Byłoby to naprawdę żałosne, gdyby fundamenty departamentu opierały się wyłącznie na jego rodzinie.
— Wiesz co... Wydaje mi się, że go widzę! — zauważył Erik, zbliżając się do drzwi lokalu.
Jedno z okien zostało ''zabarykadowane'' poprzez wstawienie na stół dodatkowych krzeseł, a czarny pluszowy kot wylądował na samym szczycie tej ręcznie wykonanej wieży. Erik sięgnął po zabawkę i oddał ją młodej właścicielce, wzdychając ciężko, gdy ta momentalnie odbiegła od niego, wracając do rodziców. Cóż, i tak nie spodziewał się jakichś wylewnych podziękowań. I tak mieli przed sobą jeszcze sporo roboty. To jest, o ile dożyją poranka. Heh. Heh.
Koniec sesji
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞