09.06.2025, 23:24 ✶
Moody była chodzącą czerwoną flagą dla czystokrwistych dupków, tak samo jak czystokrwiste dupki były zasadniczo chodzącymi czerwonymi flagami dla niej.
To było bardzo pojebane, że ona ze wszystkich kolorów czerwony lubiła najbardziej.
Ale nie to się teraz działo i nie to było ważne. Ten wąż... zły omen, to ją sromotnie zaniepokoiło. Za dzień, dwa dowie sięod papcia Morfiny, że wszystko się sfajczy i jej własne "wieszczenie" będzie czytelniejsze, chociaż nie zdecyduje się jakkolwiek ostrzec Atrusa. Nie jej kumplem był, nawet jeśli teraz... Tak, teraz mu współczuła. Nie lubiła wróżyć źle, ale karty to był jebane kurwy, które punktowały bezlitośnie i wpychały swoje karciane paluszki w najwrażliwsze miejsca w ciele i duszy.
Kiedy poklepywały się po szacie, cóż, znała ten gest aż za dobrze. Bez problemu, w odruchu sięgnęła po swoją srebrną papierośnicę z grawerem statku chyboczącego się na szalejącym od sztormu morzu. Co chwila magiczna błyskawica przecinała nieboskłon, ale statek parł niestrudzenie przed siebie. Czy pewnego dnia Moody zobaczy swoją papierośnicę i odkryje, że jednak wrak poszedł w końcu na dno?
- Chodź, wyjdźmy, na taras. - nie proponowała, w sumie sama zwlokła się z fotela i poczłapała w miejsce, gdzie fajczenie nie było już aż takim nietaktem. Ktoś w tym domu nie lubił gdy meble śmierdziały dymem. A Miles nie chciało się sprawdzać czy chłostanie porządkujące przestrzeń działa tak samo dobrze na tapicerkę. Jeszcze by wyjebała fotelem w ściane?
- Wiesz... to tak nie działa. Gdyby ona mnie zapytała o rzeczy, mogłabym wróżyć dla niej. Karty to drogowskazy, one pomagają uporządkować sobie rzeczy, nabrać odpowiedniej perspektywy, lub właśnie spojrzeć z zupełnie innej perspektywy na problem który już jest. Więc kiedy pytasz mnie o Twoje ruchanie, i dostaje coś takiego... to myślę sobie, że może lepiej nie ruchać na razie. Ten kolo na końcu z obwiązaną głową otocozny palisadą... on mówi o dystansowaniu się, które nie jest dobrą strategią, nie jest hmm... konieczne. To jest taka karta porada, to co przyniesie przyszłość. I to nie jest dobra karta, jak każdy się chowa w swoje skorupy, ale wiesz... jesteśmy tylko ludźmi co nie? - zaciągnęła się mocno, mrużąc ślepia by dym nie załzawił jej oczu. Jej rozkład też był chujowy. - Trzeba przeczekać. Ty przeczekasz, ja skupie się na robocie. Pogadamy za jakiś czas i mogę podejrzeć znowu. Po pełnym księżycu dobrze to robić, gdy cykl się domknie. Jeśli będziesz chciał wiesz... - rzuciła mu niepewne spojrznie, takie spodełba, chociaż przy ich różnicy wzrostu było to niejako naturalne by w ogóle go móc zobaczyć. Tak jak on naturalnie patrzył na nią z góry. Albo przynajmniej próował.
To było bardzo pojebane, że ona ze wszystkich kolorów czerwony lubiła najbardziej.
Ale nie to się teraz działo i nie to było ważne. Ten wąż... zły omen, to ją sromotnie zaniepokoiło. Za dzień, dwa dowie sięod papcia Morfiny, że wszystko się sfajczy i jej własne "wieszczenie" będzie czytelniejsze, chociaż nie zdecyduje się jakkolwiek ostrzec Atrusa. Nie jej kumplem był, nawet jeśli teraz... Tak, teraz mu współczuła. Nie lubiła wróżyć źle, ale karty to był jebane kurwy, które punktowały bezlitośnie i wpychały swoje karciane paluszki w najwrażliwsze miejsca w ciele i duszy.
Kiedy poklepywały się po szacie, cóż, znała ten gest aż za dobrze. Bez problemu, w odruchu sięgnęła po swoją srebrną papierośnicę z grawerem statku chyboczącego się na szalejącym od sztormu morzu. Co chwila magiczna błyskawica przecinała nieboskłon, ale statek parł niestrudzenie przed siebie. Czy pewnego dnia Moody zobaczy swoją papierośnicę i odkryje, że jednak wrak poszedł w końcu na dno?
- Chodź, wyjdźmy, na taras. - nie proponowała, w sumie sama zwlokła się z fotela i poczłapała w miejsce, gdzie fajczenie nie było już aż takim nietaktem. Ktoś w tym domu nie lubił gdy meble śmierdziały dymem. A Miles nie chciało się sprawdzać czy chłostanie porządkujące przestrzeń działa tak samo dobrze na tapicerkę. Jeszcze by wyjebała fotelem w ściane?
- Wiesz... to tak nie działa. Gdyby ona mnie zapytała o rzeczy, mogłabym wróżyć dla niej. Karty to drogowskazy, one pomagają uporządkować sobie rzeczy, nabrać odpowiedniej perspektywy, lub właśnie spojrzeć z zupełnie innej perspektywy na problem który już jest. Więc kiedy pytasz mnie o Twoje ruchanie, i dostaje coś takiego... to myślę sobie, że może lepiej nie ruchać na razie. Ten kolo na końcu z obwiązaną głową otocozny palisadą... on mówi o dystansowaniu się, które nie jest dobrą strategią, nie jest hmm... konieczne. To jest taka karta porada, to co przyniesie przyszłość. I to nie jest dobra karta, jak każdy się chowa w swoje skorupy, ale wiesz... jesteśmy tylko ludźmi co nie? - zaciągnęła się mocno, mrużąc ślepia by dym nie załzawił jej oczu. Jej rozkład też był chujowy. - Trzeba przeczekać. Ty przeczekasz, ja skupie się na robocie. Pogadamy za jakiś czas i mogę podejrzeć znowu. Po pełnym księżycu dobrze to robić, gdy cykl się domknie. Jeśli będziesz chciał wiesz... - rzuciła mu niepewne spojrznie, takie spodełba, chociaż przy ich różnicy wzrostu było to niejako naturalne by w ogóle go móc zobaczyć. Tak jak on naturalnie patrzył na nią z góry. Albo przynajmniej próował.