Informacja o ognisku dotarła i do panny Bletchley, chociaż wiedziała, że nie wszyscy ucieszą się z jej obecności. Ups. Nie był to pierwszy raz, kiedy pojawienie jej się gdzieś mogło wzbudzić kontrowersje, nie zamierzała się tym więc jakoś szczególnie przejmować, zwłaszcza, że w tym wypadku chodziło tylko i wyłącznie o jednego osobnika, z którym miała wątpliwą przyjemność spędzić niemalże cały ostatni dzień, i noc. Spełnił się jeden z jej najgorszych koszmarów, jakoś to przeżyła, ten wieczór na pewno nie miał być gorszy od poprzedniego.
Większość dnia spędziła próbując odespać to wszystko, co się wydarzyło. Nie do końca jej się to udało, bo Prudence miała ogromne problemy z zasypianiem i spaniem w miejscach, które były dla niej obce. Tak naprawdę, to umiała się wysypiać tylko i wyłącznie w swoim własnym łóżku, dlatego też tak rzadko opuszczała swoje mieszkanie... nie, żeby był to jedyny powód, ogólnie unikała zbyt wielkich skupisk ludzi, bo one jej nie służyły. Na szczęście w tym wielkim domu wcale nie było trudno odnaleźć przestrzeń tylko i wyłącznie dla siebie, nie musiała się szczególnie starać unikać towarzystwa, raczej w drugą stronę, jeśli miałaby chęć z kimś porozmawiać, to musiałaby się postarać, aby go odnaleźć. Miało to sporo plusów, i zaczęło nieco zmieniać jej nastawienie do podobnych wypadów.
Nie widziała dzisiaj jeszcze nigdzie swojego brata, liczyła na to, że pojawi się na tym całym ognisku, może nie powiedziałaby tego w głos, ale nieco się za nim stęskniła. Dostała również bojowe zadanie, chyba tak się działo podczas organizacji podobnych przedsięwzięć, każdy tymczasowy domownik musiał jakoś zaangażować się w przygotowania. Jej trafiło się przyprowadzenie kogoś, kto mieszkał w piwnicy. Tak, słyszała, że mają tutaj wampira, dotarły do niej nawet informacje o jego problemie, jednak nie wzbudziło w niej to jakiegoś szczególnego strachu, może nawet bardziej ciekawość? Nigdy nie miała szansy poznać nikogo takiego, a przecież dość mocno interesowały ją tematy życia i śmierci, teraz mogła nieco bardziej przyjrzeć się komuś, kto został zawieszony między światami. Nie mogła lepiej trafić, a przynajmniej tak sobie powtarzała, aby poczuć się jeszcze bardziej pewnie.
Dostała instrukcje, jak wypuścić Astarotha z jego tymczasowego pokoju, więc postępowała zgodnie z nimi, aż w końcu udało jej się go wypuścić. Cóż, nieco przytłoczyła ją jego obecność, więc pokonali drogę w milczeniu, trochę bała się odezwać, nie chciała zadać jakiegoś niewygodnego pytania, czy coś. Zamiast tego układała sobie w swojej głowię całą listę rzeczy, o które mogłaby go później podpytać, później - gdy będzie już trochę bardziej odważna, pijana? Na ognisku na pewno musiał być jakiś alkohol, to na pewno pomoże jej nieco się otworzyć i dzięki temu może uda jej się zaspokoić chociaż odrobinę swoją ciekawość.
Gdy w końcu znaleźli się nad jeziorem, swoją drogą Prue nie widziała nic nietypowego w tym jeziorze, nie miała pojęcia o tym, że zostało ono stworzone dzisiaj, że pojawiła się jakaś większa potrzeba, aby właśnie taki zbiornik wodny ozdobił okolicę, a więc gdy w końcu się tutaj znaleźli to posłała Astarothowi jeszcze ciepły uśmiech, po czym zaczęła próbę zlokalizowania czegoś, co mogłaby wlać w swoje gardło. Musiała nieco się znieczulić, aby przetrwać jakoś tę noc.
Wypatrywała jeszcze jednej osoby, jednak póki co nigdzie nie mogła jej dostrzec, zapewne wyłoni się zza jakiegoś drzewa, zupełnie niespodziewanie, jak to miał w zwyczaju, może nawet była na to gotowa, wiedziała, że może spodziewać się po nim wszystkiego.
Otaksowała wzrokiem okolicę, nie do końca spodziewała się, że zastane tutaj coś takiego. Nie dziwiło jej wcale, że Elias od lat się z nimi przyjaźnił, jeśli zwykłe ognisko wyglądało w ten sposób... cóż, to wolała nie myśleć o innych imprezach, które organizowali. Bletchley raczej nie była przyzwyczajona do podobnego przepychu, starała się jednak za bardzo nie wgapiać w okolicę, żeby broń Morgano nie zostało to odebrane niegrzecznie.
Kiwnęła jeszcze głową wszystkim obecnym na przywitanie, po czym zrobiła to, co lubiła najbardziej, przynajmniej na początku podobnych sytuacji. Zgarnęła w dłoń butelkę wina, i udała się w stronę jednego z hamaków, który wydawał się mówić jej o tym, że to właśnie w nim powinna się znaleźć. Nie zamierzała odmawiać sobie tej przyjemności. Będzie mogła obserwować wszystko z boku, przynajmniej na początku i przeanalizować to, co się działo. Lubiła mieć chwilę na to, aby dostosować się do sytuacji, no, alkohol na pewno jej w tym pomoże.
Jak pomyślała tak też zrobiła, chwilę zajęło jej wdrapanie się do hamaku, nie chciała zaliczyć głośnego wejścia i upadku na ziemię, może zmęczyło ją to odrobinę, ale w końcu jej się to udało - całkiem wygodnie rozgościła się w swoim nowym miejscu.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control