10.06.2025, 20:18 ✶
A więc jest pan wybitną baletnicą – przemknęło Jonathanowi przez myśl, ale jednak powstrzymał się od tej uwagi, nie ważne jak bardzo zabolał go fakt, że barman nie uznał jego gry aktorskiej za wybitną.
Ale przynajmniej otworzył się przed nim i dopuścił do tej rozmowy również Morpheusa, więc może nie wszystko było jednak stracone.
No dobrze. Czyli atakowali sowy to nie brzmiało dobrze. Kontakt będzie zakłócony najwyraźniej nie tylko przez pochłaniający wszystko pożar. Naprawdę jaką trzeba było być nieludzką gnidą, aby w tym wszystkim atakować jeszcze sowy?
Zerknął na wręczony mu od barmana list, a potem na siedzącą przy stole kobietę. Jakie znowu zapiski? Skąd wynikał brak kontaktu czarownicy ze światem zewnętrznym? Trauma wywołana ogniem? Ktoś jednak już po nią przyszedł i namieszał jej w umyśle? A może to te zapiski? Kto wie o co mogło chodzić? Za dużo pytań, za mało odpowiedzi, zwłaszcza że kobieta no... Nie była rozmowa.
Jonathan próbował z nią porozmawiać, ale jednak nici z tego. Przez chwilę rozważał, czy gdzieś jej nie przenieść w bezpieczne miejsce, ale gdzie? Antykwariat niby jeszcze stał, ale czy na długo? Czy dałby radę zapewnić kobiecie i jej córce należne bezpieczeństwo, skoro sam nie planował siedzieć przez całą w jednym miejscu? Zresztą tutaj byli ludzie. Był barman, ktory ewidentnie chciał je chronić. Po chwili więc wahania Selwyn uznał, że lepiej aby obie zostały tutaj I juz miał spytać się Morpheusa, czy myśli podobnie kiedy...
Morpheus właśnie wychodził z lokalu.
Na twarzy Jonathana pojawił się troską. Może to dlatego tyle energii poświęcał w młodości na kierunkowanie swojej potrzeby bohaterowania ku temu drugiemu Krukonowi? Martwienie się o Anthony'ego pbyło pod pewnymi względami jednak znacznie łatwiejsze, nawet jeśli wraz z nagrodą w postaci uśmiechu jego byłej wiktoriańskiej sieroty przychodziła satysfakcja równa zostaniu Ministrem Magii. Przy Anthonym jednak, zazwyczaj bo przecież już nie było to aktualne, wiedział doskonale jak poprawić mu humor. Jakie problemy mogły nim targać. Morpheus natomiast pozostawał pod tym względem zagadką, która na domiar złego poddawana była w kółko wielu zmiennym. Trzecie oko, praca w Departamencie Tajemnic. Możliwość cofania się w czasie. Dużo szaleństwa. I tak, oczywiście. Mógł z nim porozmawiać. Mógł kupić pluszowego jednorożca w ramach żartu, ale nigdy nie mógł mieć pewności, czy zaraz nie pojawi się jakaś wizja, czy coś innego, co sprawi, że nie będzie mógł Morphy'emy należnie pomóc.
Nie oznaczało to, że nie zależało mu na Longbottomie jakkolwiek mniej. Oczywiście, że mu zależało. Szalenie mu zależało. Był w końcu jednym z jego najstarszych przyjaciół, prawda była taka, że myślał o nim w kategorii materiał na szkolnego kolegę szybciej, niż o Anthonym i wiedział, że cokolwiek wydarzyło się tej nocy musiało być dla niego straszne. A tak się składało, że wolałby, aby jego przyjaciel był cały, zdrowy i poczytalny. Co mówił Shafiq kiedy padło coś sensownego w tym całym jego wczorajszym potoku nonsens? Że Morphy ma życzenie śmierci?
Jonathan szybko skierował spojrzenie z powrotem w stronę barmana i wyciągnął ze swojej kieszeni wizytówkę.
– Spróbuję wysłać kogoś, kto mógłby jej pomóc. Jeśli nie pojawię się sam, to na pewno będzie to osoba, która powoła się na moje nazwisko – oznajmił i wyszedł za Morpheusem, licząc że jeszcze dogonił przyjaciela zanim się rozdzielą.
Ale przynajmniej otworzył się przed nim i dopuścił do tej rozmowy również Morpheusa, więc może nie wszystko było jednak stracone.
No dobrze. Czyli atakowali sowy to nie brzmiało dobrze. Kontakt będzie zakłócony najwyraźniej nie tylko przez pochłaniający wszystko pożar. Naprawdę jaką trzeba było być nieludzką gnidą, aby w tym wszystkim atakować jeszcze sowy?
Zerknął na wręczony mu od barmana list, a potem na siedzącą przy stole kobietę. Jakie znowu zapiski? Skąd wynikał brak kontaktu czarownicy ze światem zewnętrznym? Trauma wywołana ogniem? Ktoś jednak już po nią przyszedł i namieszał jej w umyśle? A może to te zapiski? Kto wie o co mogło chodzić? Za dużo pytań, za mało odpowiedzi, zwłaszcza że kobieta no... Nie była rozmowa.
Jonathan próbował z nią porozmawiać, ale jednak nici z tego. Przez chwilę rozważał, czy gdzieś jej nie przenieść w bezpieczne miejsce, ale gdzie? Antykwariat niby jeszcze stał, ale czy na długo? Czy dałby radę zapewnić kobiecie i jej córce należne bezpieczeństwo, skoro sam nie planował siedzieć przez całą w jednym miejscu? Zresztą tutaj byli ludzie. Był barman, ktory ewidentnie chciał je chronić. Po chwili więc wahania Selwyn uznał, że lepiej aby obie zostały tutaj I juz miał spytać się Morpheusa, czy myśli podobnie kiedy...
Morpheus właśnie wychodził z lokalu.
Na twarzy Jonathana pojawił się troską. Może to dlatego tyle energii poświęcał w młodości na kierunkowanie swojej potrzeby bohaterowania ku temu drugiemu Krukonowi? Martwienie się o Anthony'ego pbyło pod pewnymi względami jednak znacznie łatwiejsze, nawet jeśli wraz z nagrodą w postaci uśmiechu jego byłej wiktoriańskiej sieroty przychodziła satysfakcja równa zostaniu Ministrem Magii. Przy Anthonym jednak, zazwyczaj bo przecież już nie było to aktualne, wiedział doskonale jak poprawić mu humor. Jakie problemy mogły nim targać. Morpheus natomiast pozostawał pod tym względem zagadką, która na domiar złego poddawana była w kółko wielu zmiennym. Trzecie oko, praca w Departamencie Tajemnic. Możliwość cofania się w czasie. Dużo szaleństwa. I tak, oczywiście. Mógł z nim porozmawiać. Mógł kupić pluszowego jednorożca w ramach żartu, ale nigdy nie mógł mieć pewności, czy zaraz nie pojawi się jakaś wizja, czy coś innego, co sprawi, że nie będzie mógł Morphy'emy należnie pomóc.
Nie oznaczało to, że nie zależało mu na Longbottomie jakkolwiek mniej. Oczywiście, że mu zależało. Szalenie mu zależało. Był w końcu jednym z jego najstarszych przyjaciół, prawda była taka, że myślał o nim w kategorii materiał na szkolnego kolegę szybciej, niż o Anthonym i wiedział, że cokolwiek wydarzyło się tej nocy musiało być dla niego straszne. A tak się składało, że wolałby, aby jego przyjaciel był cały, zdrowy i poczytalny. Co mówił Shafiq kiedy padło coś sensownego w tym całym jego wczorajszym potoku nonsens? Że Morphy ma życzenie śmierci?
Jonathan szybko skierował spojrzenie z powrotem w stronę barmana i wyciągnął ze swojej kieszeni wizytówkę.
– Spróbuję wysłać kogoś, kto mógłby jej pomóc. Jeśli nie pojawię się sam, to na pewno będzie to osoba, która powoła się na moje nazwisko – oznajmił i wyszedł za Morpheusem, licząc że jeszcze dogonił przyjaciela zanim się rozdzielą.
Koniec sesji