10.06.2025, 21:47 ✶
Eliasz wiedział o zbliżającym się ognisku, chociaż nie brał bezpośredniego udziału w jego organizacji. Miał pełne ręce roboty; większość dnia spędził w Londynie, próbując zorientować się w sytuacji. Chociaż miasto było w zdecydowanie lepszym stanie niż jeszcze parę dni temu, kiedy dosłownie płonęło, tak dalej unosiła się tam nieprzyjemna atmosfera. Ciężka. Przykra. Przytłaczająca. Zwłaszcza, gdy obserwowało się, jak ludzie co chwilę nerwowo zerkają w niebo, jakby obawiali się, że niedługo dachy kamienic ponownie staną w ogniu.
Na całe szczęście Bletchley nie musiał oglądać swoich sąsiadów przez większość pobytu w mieście. Znamienitą większość przedpołudnia spędził na kursowaniu między mieszkaniem a zakładem szklarskim, próbując jakoś zorientować się w tym, jak w ogóle miał funkcjonować aktualnie warsztat. Czy jakieś zaklęcia jakimi obłożone było zaplecze zostały przełamane? Czy jakiś sprzęt uszkodził się podczas pożarów? Jak obecnie prezentowała się sytuacja z łańcuchem dostaw? To były właśnie pytania, jakie obijały się o głowę Eliasza. A potem jeszcze ta sprawa listu od Ambroża.
Żeby jemu kazać chodzić po ludziach? Wprawdzie kojarzył Norę Nory (okazało się, że właścicielka tak naprawdę miała na nazwisko Figg, ale mniejsza), ale nie znał jej osobiście. Aż do dzisiaj. Wcześniej znał ją przede wszystkim z reputacji: blondynki o najlepszych nogach na Pokątnej i właścicielki modnego lokalu w samym centrum magicznej dzielnicy. Niby lokal w centrum, ale na oknach to już przyoszczędziła, pomyślał przelotnie, odstawiając w wolne miejsce odebranego od kobiety ''mięsnego jeża''. Danie bło oczywiście zabezpieczone na sporej tacy z półprzeźroczystą pokrywką. Już miał zwrócić się w kierunku Ambrożego, aby nawiązać do wizyty u blondynki, ale wtedy rzuciła mu się w oczy jego siostra.
— Łał — rzucił, wybałuszając na nią oczy i celowo modulując głos na nieco wyższy niż w rzeczywistości. — Kogo to ja widzę. Że też zniżyłaś się do naszego poziomu, żeby nam potowarzyszyć. Na pewno nie oberwałaś żadną cegłówkę podczas pożaru? Nie nawdychałaś się czegoś?
Trącił siostrę ramieniem. Prawdę mówiąc był przekonany, że akurat ona trzymała się od kłopotów w trakcie Spalonej Nocy. W przeciwieństwie do niego raczej nie dałaby się wkręcić w robienie za wsparcie Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, prawda?
— Jak wrażenia po tym miejscu? — rzucił, wzdychając ciężko i przyglądając się rozpościerającej się przed nimi tafli jeziora.
Na całe szczęście Bletchley nie musiał oglądać swoich sąsiadów przez większość pobytu w mieście. Znamienitą większość przedpołudnia spędził na kursowaniu między mieszkaniem a zakładem szklarskim, próbując jakoś zorientować się w tym, jak w ogóle miał funkcjonować aktualnie warsztat. Czy jakieś zaklęcia jakimi obłożone było zaplecze zostały przełamane? Czy jakiś sprzęt uszkodził się podczas pożarów? Jak obecnie prezentowała się sytuacja z łańcuchem dostaw? To były właśnie pytania, jakie obijały się o głowę Eliasza. A potem jeszcze ta sprawa listu od Ambroża.
Żeby jemu kazać chodzić po ludziach? Wprawdzie kojarzył Norę Nory (okazało się, że właścicielka tak naprawdę miała na nazwisko Figg, ale mniejsza), ale nie znał jej osobiście. Aż do dzisiaj. Wcześniej znał ją przede wszystkim z reputacji: blondynki o najlepszych nogach na Pokątnej i właścicielki modnego lokalu w samym centrum magicznej dzielnicy. Niby lokal w centrum, ale na oknach to już przyoszczędziła, pomyślał przelotnie, odstawiając w wolne miejsce odebranego od kobiety ''mięsnego jeża''. Danie bło oczywiście zabezpieczone na sporej tacy z półprzeźroczystą pokrywką. Już miał zwrócić się w kierunku Ambrożego, aby nawiązać do wizyty u blondynki, ale wtedy rzuciła mu się w oczy jego siostra.
— Łał — rzucił, wybałuszając na nią oczy i celowo modulując głos na nieco wyższy niż w rzeczywistości. — Kogo to ja widzę. Że też zniżyłaś się do naszego poziomu, żeby nam potowarzyszyć. Na pewno nie oberwałaś żadną cegłówkę podczas pożaru? Nie nawdychałaś się czegoś?
Trącił siostrę ramieniem. Prawdę mówiąc był przekonany, że akurat ona trzymała się od kłopotów w trakcie Spalonej Nocy. W przeciwieństwie do niego raczej nie dałaby się wkręcić w robienie za wsparcie Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, prawda?
— Jak wrażenia po tym miejscu? — rzucił, wzdychając ciężko i przyglądając się rozpościerającej się przed nimi tafli jeziora.