11.06.2025, 00:35 ✶
Wywrócił na nią ostentacyjnie oczami i najlepiej to tak, żeby to widziała. Naprawdę nie interesowała go teraz lista jej członków rodziny, którzy urządzili sobie życie jako uzdrowiciele, bo na to najpewniej nie starczyłoby im całego wieczora, tak samo jak i na tych którzy grzecznie szli za przykładem Dorindy i zajmowali swoje miejsce w samym Mungu. Ale dla niego to było dokładnie tak samo, jakby on teraz zaczął jej wykładać prawdy objawione wszechświata, tajemnice skryte za liczbami czy drobne niuanse w kolorycie i intensyfikacji barw w aurze, które można było przełożyć na poszczególne informacje. Wyniesiona z domu wiedza była właśnie tym - ułamkiem i jakąś pochodną, która została w nim zaszczepiona przez otoczenie, ale nie definiowała w całości tego kim był, bo jakby nie patrzeć też zboczył ze ścieżki, którą skrzętnie pielęgnowała jego rodzina przez lata. Umiejętność czytania aur nie robiła z niego eksperta w kwestii wszystkiego innego, co można było wpisać w profil jego rodu, tak samo jak i w przypadku Lestrange jej umiejętność uwarzenia syropku nie znaczyła, że była wspaniała w diagnostyce.
Poprawił wyczarowaną przez siebie chustę, Victorii odpowiadając obojętną ciszą, bo zwyczajnie nie chciał się z nią dalej w tym temacie przepychać, bo nawet wykłócanie się z nią teraz nie sprawiało mu przesadnej przyjemności. Wiedział w co się pakowali, jak okropny i lepki był ten dym, a marnowanie wszelkich sił było teraz nieefektywne.
Napotkany przez nich mężczyzna, zakaszlał w odpowiedzi. Bulstrode wciąż nie opuścił różdżki, może faktycznie bardziej ku temu oporny bo byli na Nokturnie, nawet jeśli cywil zdawał się walczyć jedynie o własny oddech. Zerknął z ukosa na Victorię i widząc że ta macha różdżką, z pewnym zadowoleniem przyjął że mogli się podzielić - on czuwał, a ona udzielała pomocy, ale niestety, ich nowy towarzysz osunął się na kolana, pokonany przez dym.
- Cholera - syknął, bo nieprzytomny człowiek stanowił nieco większy problem niż taki, który wciąż mógł używać własnych nóg. - Wynieśmy go stąd. Z tego syfu w sensie. Myślisz, że możesz go teleportować do szpitala, czy próbować szczęścia z pogotowiem licząc na to że są wolni i w pobliżu? - rzucił, podchodząc do mężczyzny. Nie chciał go nosić, mając w sobie może jakieś resztki rozsądku by nie obciążać nogi, a może i za mało empatii by ulitować się w ten sposób nad nieszczęśnikiem. Tak samo też nie chciał się z nim teleportować, by znowu nie odbiło mu się to czkawką. Co jednak zrobił to machnął różdżką, próbując unieść nieprzytomnego mężczyznę w powietrze, żeby przenieść go ostrożnie w ten sposób poza dym.
//translokacja na uniesienie omdlałego faceta
Poprawił wyczarowaną przez siebie chustę, Victorii odpowiadając obojętną ciszą, bo zwyczajnie nie chciał się z nią dalej w tym temacie przepychać, bo nawet wykłócanie się z nią teraz nie sprawiało mu przesadnej przyjemności. Wiedział w co się pakowali, jak okropny i lepki był ten dym, a marnowanie wszelkich sił było teraz nieefektywne.
Napotkany przez nich mężczyzna, zakaszlał w odpowiedzi. Bulstrode wciąż nie opuścił różdżki, może faktycznie bardziej ku temu oporny bo byli na Nokturnie, nawet jeśli cywil zdawał się walczyć jedynie o własny oddech. Zerknął z ukosa na Victorię i widząc że ta macha różdżką, z pewnym zadowoleniem przyjął że mogli się podzielić - on czuwał, a ona udzielała pomocy, ale niestety, ich nowy towarzysz osunął się na kolana, pokonany przez dym.
- Cholera - syknął, bo nieprzytomny człowiek stanowił nieco większy problem niż taki, który wciąż mógł używać własnych nóg. - Wynieśmy go stąd. Z tego syfu w sensie. Myślisz, że możesz go teleportować do szpitala, czy próbować szczęścia z pogotowiem licząc na to że są wolni i w pobliżu? - rzucił, podchodząc do mężczyzny. Nie chciał go nosić, mając w sobie może jakieś resztki rozsądku by nie obciążać nogi, a może i za mało empatii by ulitować się w ten sposób nad nieszczęśnikiem. Tak samo też nie chciał się z nim teleportować, by znowu nie odbiło mu się to czkawką. Co jednak zrobił to machnął różdżką, próbując unieść nieprzytomnego mężczyznę w powietrze, żeby przenieść go ostrożnie w ten sposób poza dym.
//translokacja na uniesienie omdlałego faceta
Rzut N 1d100 - 67
Sukces!
Sukces!