11.06.2025, 01:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.06.2025, 01:20 przez Atreus Bulstrode.)
To czy była to dział aurorów, to akurat Atreus był gotowy się sprzeczać. Bo to przecież wszystko zależało, prawda? Auror był od gonienia czarnoksiężników i o ile takie uciekające cienie brzmiały zabawnie (żeby nie powiedzieć śmiesznie) to jeśli było to wszystko wynikiem dziecięcego żartu to nie miał co się tym interesować. W normalnych warunkach powiedziałby komuś z brygady, żeby się tym zajął i dać znać, ale po pierwsze to brygadzistkę miał już pod ręką, a po drugie dookoła działo się tyle rzeczy że nawet by się nie zdziwił gdyby te cienie zaraz pobiegły kogoś zamordować.
Uśmiechnął się, kiedy został wywołany do tablicy, ale z manierą kogoś kto próbuje być bardzo grzeczny i równie mocno nie pokazać, że gdyby to od niego zależało to w innych warunkach oddałby całą sprawę Bletchley.
- Oczywiście, już się tym zajmujemy - to brzmiało tak bezpłciowo, że aż strasznie w zaistniałych okolicznościach, niemniej jednak Bulstrode obciągnął przepisową marynarkę w którą był ubrany (okropnie ubrudzoną co prawda) i ruszył za obojgiem, zamykając ten ich mały pochód.
Było ich paru w tym zaułku i tak jak Atreus nie zwrócił uwagi na faceta, który do nich podbiegł, tak parę twarzy z reszty ekipy wydało mu się znajomych. Dobrze urodzeni panowie, którzy mieli wciąż na sobie wymuskane, drogie szaty, nawet jeśli wygniecione i przybrudzone przez panujące dookoła warunki i rzekę alkoholu, którą musieli wypić. Bulstrode zmarszczył brwi, przeskakując wzrokiem od jednego do drugiego, zastanawiając się czy nie mieli nic lepszego do roboty i może odrobinę w szoku, że pozostawali tak obrzydliwie beztroscy.
- Hohoho, a kogoś nam tutaj przyprowadził?? - jeden z nich odwrócił się w kierunku Hestii, najpewniej dlatego że znajdowała się na samym przedzie, a zaraz potem rozległo się pełne uznania gwizdnięcie. Prostackie i aż nadto znajome Atreusowi, które w każdych innych warunkach pewnie byłoby całkiem zabawne. I gdyby nie miał w pamięci wszystkich jej wątpliwości, które miała gdy opuszczali Ministerstwo. Facet, który ich tu przyprowadził zarechotał i zaraz zawtórowali mu koledzy. Przynajmniej ci którzy zauważyli ich pojawienie się.
- Bulstrodeeeeeee????? I ty tutej?? - rozległo się z drugiej strony i Atreus na moment przymknął oczy, jakby głowa rozbolała go odrobinę za bardzo.
- Dobrze widzieć, że nic wam nie jest - wyrzucił z siebie sztywno, czując jak coś w nim napina i zrobił parę kroków do przodu, w kierunku Hestii. Wciąż w dresie, ze zmienioną twarzą i bez charakterystycznego munduru brygadzisty.
//percepcja na to, czy zauważę szybko że cienie są tam gdzie powinny czy może skupię się na czymś innym
- Bletchley, idziemy stąd - powiedział twardo, kiedy jego spojrzenie uciekło wreszcie na podłoże, wiedzione przeczuciem a może zbytnią znajomością towarzystwa. Nie kwapił się jednak do tego, żeby wytłumaczyć Hestii dlaczego.
Uśmiechnął się, kiedy został wywołany do tablicy, ale z manierą kogoś kto próbuje być bardzo grzeczny i równie mocno nie pokazać, że gdyby to od niego zależało to w innych warunkach oddałby całą sprawę Bletchley.
- Oczywiście, już się tym zajmujemy - to brzmiało tak bezpłciowo, że aż strasznie w zaistniałych okolicznościach, niemniej jednak Bulstrode obciągnął przepisową marynarkę w którą był ubrany (okropnie ubrudzoną co prawda) i ruszył za obojgiem, zamykając ten ich mały pochód.
Było ich paru w tym zaułku i tak jak Atreus nie zwrócił uwagi na faceta, który do nich podbiegł, tak parę twarzy z reszty ekipy wydało mu się znajomych. Dobrze urodzeni panowie, którzy mieli wciąż na sobie wymuskane, drogie szaty, nawet jeśli wygniecione i przybrudzone przez panujące dookoła warunki i rzekę alkoholu, którą musieli wypić. Bulstrode zmarszczył brwi, przeskakując wzrokiem od jednego do drugiego, zastanawiając się czy nie mieli nic lepszego do roboty i może odrobinę w szoku, że pozostawali tak obrzydliwie beztroscy.
- Hohoho, a kogoś nam tutaj przyprowadził?? - jeden z nich odwrócił się w kierunku Hestii, najpewniej dlatego że znajdowała się na samym przedzie, a zaraz potem rozległo się pełne uznania gwizdnięcie. Prostackie i aż nadto znajome Atreusowi, które w każdych innych warunkach pewnie byłoby całkiem zabawne. I gdyby nie miał w pamięci wszystkich jej wątpliwości, które miała gdy opuszczali Ministerstwo. Facet, który ich tu przyprowadził zarechotał i zaraz zawtórowali mu koledzy. Przynajmniej ci którzy zauważyli ich pojawienie się.
- Bulstrodeeeeeee????? I ty tutej?? - rozległo się z drugiej strony i Atreus na moment przymknął oczy, jakby głowa rozbolała go odrobinę za bardzo.
- Dobrze widzieć, że nic wam nie jest - wyrzucił z siebie sztywno, czując jak coś w nim napina i zrobił parę kroków do przodu, w kierunku Hestii. Wciąż w dresie, ze zmienioną twarzą i bez charakterystycznego munduru brygadzisty.
//percepcja na to, czy zauważę szybko że cienie są tam gdzie powinny czy może skupię się na czymś innym
Rzut PO 1d100 - 73
Sukces!
Sukces!
- Bletchley, idziemy stąd - powiedział twardo, kiedy jego spojrzenie uciekło wreszcie na podłoże, wiedzione przeczuciem a może zbytnią znajomością towarzystwa. Nie kwapił się jednak do tego, żeby wytłumaczyć Hestii dlaczego.