11.06.2025, 13:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.06.2025, 10:06 przez Thomas Figg.)
Zastanawiał się na jak długo jeszcze starczy mu sił. Może jednak powinien od Nory wziąć jakieś energetyzujące eliksiry zanim znowu ruszył na ulice? Zdecydowanie następnym razem będzie musiał o tym sobie przypomnieć zanim wyjdzie z jej Klubokawiarni.
Z różdżką w dłoni, trochę osmalonym już ubraniem ruszył ponownie na ulice. Tym razem już nie miał być sam, ani polegać na przypadkowym znalezieniu kogoś z Zakonu czy znajomego w trakcie. Teraz razem z Rudą ruszali, żeby pomóc ludziom, którzy nadal znajdowali się niebezpieczeństwie czy potrzebowali pomocy w ratowaniu dobytku - nie zamierzał siedzieć spokojnie, gdy nadal było tyle do zrobienia.
- Można tak powiedzieć - odpowiedział Erikowi zanim pokiwał głową na potwierdzenie słów Heather, nie zamierzał się przechwalać, że z Millie już ugasili jedną z kamienic, nie było w sumie się czym chwalić, bo ogień strawił jej ładny kawałek. Ale przynajmniej już nie zagrażał dalszym budynkom. Zerknął z zaciekawienie mną Erika, zwalczanie ognia ogniem? W środku miasta? To byłoby faktycznie dosyć głupie.
- Możecie też próbować zabrać powietrze z tamtego miejsca, tworząc pustkę, o ile znacie odpowiednie zaklęcie. Ogień bez powietrza gaśnie - testowałem, działa - dodał jeszcze celem wyjaśnienia, co prawda stwarzało to niebezpieczeństwo uduszenia jeśli ktoś znajdował się w płomieniach, ale obecnie to raczej każdy żywy już z ognia się samodzielnie wydostał.
Zerknął jeszcze na Heather i Erika - dwoje przedstawicieli Ministerstwa, a on? Klątwołamacz, który... Zbystrzał na słowa rudowłosej na temat klątwy. Co do cholery? miała na sobie klątwę? Dlaczego nikt mu nic nie mówił, może by mógł pomóc. Już otwierał usta, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że nie jest to ani miejsce ani czas na zadawanie takich pytań. Będzie musiał ją kiedyś o to zapytać, o ile nie zapomni. Teraz jednak już zabrali się za gaszenie budynków - zarówno Longobottom jak i Wood nie potrzebowali pomocy, zdecydowanie poszło im lepiej niż.
- To ja zajmę się tamtym - rzucił jeszcze krzykiem do towarzyszącej mu dwójki i udał się do kolejnego budynku, zaraz za tym, który gasiła Heather. Nie wyczarowywał strumienia wody, zdecydował się posłużyć własną poradą - skupił się na wyczarowaniu próżni, aby stłamsić ogień, który bez powietrza nie mógł się rozwijać.
Translokacja III - wyczarowanie próżni wokół płomieni, aby je zdławić.
Poczuł jak magia przepływa przez niego i koncentruje się w dłoni trzymanej przez różdżkę, aby uformować się w zaklęcie, które rzucał. Z zadowoleniem obserwował jak płomienie przed nimi zaczynają maleć, bardziej i bardziej z każdą sekundą. Jego metoda też działała, pozwolił sobie z racji tego na delikatny uśmiech i jeszcze przez chwilę manewrował różdżką, aż wszystkie płomienie zostały ugaszone i jedyne co po nich zostało to swąd spalenizny.
Z różdżką w dłoni, trochę osmalonym już ubraniem ruszył ponownie na ulice. Tym razem już nie miał być sam, ani polegać na przypadkowym znalezieniu kogoś z Zakonu czy znajomego w trakcie. Teraz razem z Rudą ruszali, żeby pomóc ludziom, którzy nadal znajdowali się niebezpieczeństwie czy potrzebowali pomocy w ratowaniu dobytku - nie zamierzał siedzieć spokojnie, gdy nadal było tyle do zrobienia.
- Można tak powiedzieć - odpowiedział Erikowi zanim pokiwał głową na potwierdzenie słów Heather, nie zamierzał się przechwalać, że z Millie już ugasili jedną z kamienic, nie było w sumie się czym chwalić, bo ogień strawił jej ładny kawałek. Ale przynajmniej już nie zagrażał dalszym budynkom. Zerknął z zaciekawienie mną Erika, zwalczanie ognia ogniem? W środku miasta? To byłoby faktycznie dosyć głupie.
- Możecie też próbować zabrać powietrze z tamtego miejsca, tworząc pustkę, o ile znacie odpowiednie zaklęcie. Ogień bez powietrza gaśnie - testowałem, działa - dodał jeszcze celem wyjaśnienia, co prawda stwarzało to niebezpieczeństwo uduszenia jeśli ktoś znajdował się w płomieniach, ale obecnie to raczej każdy żywy już z ognia się samodzielnie wydostał.
Zerknął jeszcze na Heather i Erika - dwoje przedstawicieli Ministerstwa, a on? Klątwołamacz, który... Zbystrzał na słowa rudowłosej na temat klątwy. Co do cholery? miała na sobie klątwę? Dlaczego nikt mu nic nie mówił, może by mógł pomóc. Już otwierał usta, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że nie jest to ani miejsce ani czas na zadawanie takich pytań. Będzie musiał ją kiedyś o to zapytać, o ile nie zapomni. Teraz jednak już zabrali się za gaszenie budynków - zarówno Longobottom jak i Wood nie potrzebowali pomocy, zdecydowanie poszło im lepiej niż.
- To ja zajmę się tamtym - rzucił jeszcze krzykiem do towarzyszącej mu dwójki i udał się do kolejnego budynku, zaraz za tym, który gasiła Heather. Nie wyczarowywał strumienia wody, zdecydował się posłużyć własną poradą - skupił się na wyczarowaniu próżni, aby stłamsić ogień, który bez powietrza nie mógł się rozwijać.
Translokacja III - wyczarowanie próżni wokół płomieni, aby je zdławić.
Rzut Z 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
Poczuł jak magia przepływa przez niego i koncentruje się w dłoni trzymanej przez różdżkę, aby uformować się w zaklęcie, które rzucał. Z zadowoleniem obserwował jak płomienie przed nimi zaczynają maleć, bardziej i bardziej z każdą sekundą. Jego metoda też działała, pozwolił sobie z racji tego na delikatny uśmiech i jeszcze przez chwilę manewrował różdżką, aż wszystkie płomienie zostały ugaszone i jedyne co po nich zostało to swąd spalenizny.