11.06.2025, 15:04 ✶
- Nie jesteś dla siebie zbyt ostra? - zapytał zupełnie nieświadomy, że powinien teraz jedynie potakiwać i pomstować z nią na czym magia stoi, zamiast oferować pomocy z wyleczeniu jej niefortunnego wypadku i jeszcze służyć "mądrymi" słowami. - Nawet najlepszym zdążają się potknięcia. Gdybyśmy zawsze wszystko robili doskonale, to gdzie by tu była zabawa. Szybko byśmy się znudzili - w bezwiednym odruchu pogłaskał ją uspokajająco po głowie - choć wydawało mu się to naturalne i normalne to bardziej to teraz czy nie przypominało wsadzania ręki do klatki z lwicą? Która te rękę może odgryźć.
Trącił ręką jabłko z którym szedł wcześniej i schował je odruchowo do kieszeni.
- Jeszcze mnie tak nastraszysz... Ale ty to wtedy sprzątasz - dodał jeszcze unosząc ostrzegawczo palec do góry, zdecydowanie próbowanie żartowania było lepsze.
- Ale teraz zabierzmy cię w jakieś wygodniejsze miejsce, nie będziesz przecież leżeć na podłodze aż ci się kość zregeneruje - dodał i bez czekania na cokolwiek, po prostu złapał ją pod kolanami i plecami podnosząc do góry. W głowie jednocześnie odnotowując jak niepokojąco lekka jest - jakby ktoś rzucił na nią permanentne zaklęcie lewitacji.
Kiedy już Millie znalazła się na łóżku popatrzył na nią uważniej, poza nogą nie widział, żeby miała jakieś inne efekty rozszczepienia, dlatego też przysiadł obok niej na łóżku. Może jeszcze nie potrafił doskonale odczytywać jej nastrojów i był irytująco w tym niedomyślny, jednak w tej chwili nie widział oznak, które kazałyby mu brać nogi za pas.
Słuchając jej wywodu kiwał co jakiś czas głową i wyjął jabłko. Chuchnął na nie o wypolerował o materiał koszuli na piersi. Poszukał wzrokiem jeszcze jakiegoś noża, ale nie widząc żadnego po prostu zabrał się za obieranie owocu z użyciem magii.
- Do Londynu będziesz szła kilka dni, brzmi jak ciekawa wycieczka, mam spakować namiot i kanapki? - zapytał całkowicie niewinnie, rozumiał dlaczego tak utyskiwała. Na jej miejscu zapewne robiłby tak samo, no może bardziej użalając się nad sobą niż Millie.
- Cóż, to może podczas walki ze śmierciuchami jednak trzymać się bardziej konwencjo... W sumie to ciekawy sposób wykorzystania zaskoczenia - powiedział z niekłamanym uznaniem, dlaczego nigdy sam nie wpadł na coś takiego? No tak, ale czego się spodziewał, wymyśliła to mistrzyni siania zamętu i nietuzinkowych pomysłów, słynna ujeżdżaczka drzwi. Poprawił się nieswojo czując, jak ktoś mówi dobrze o jego zdolnościach, przecież jemu też zdarzały się potknięcia - nie tak dawno przecież podczas łamania klątwy na naszyjniku dostarczonym przez Olivię.
- Morpheus ma widzę długi język - mruknął pod nosem, wolał nie wchodzić w szczegóły dlaczego rozmawiała z wujkiem o nim, albo dlaczego jego temat pojawił się w ich rozmowie.
- Masz - powiedział podając jej cząstkę jabłka, w którym nie było nasion i było obrane ze skóry. - Zabije ohydny smak eliksiru - dodał tytułem wyjaśnienia, że wcale nie robi tego, żeby wpychać w nią jedzenie.
- A jak już będziesz miała całą nogę to możesz wrócić do robienia pranków i zobaczysz tym razem wyjdą ci zajebiście - posłał jej szeroki uśmiech, bo w sumie to nie wiedział jak może ją rozchmurzyć.
Trącił ręką jabłko z którym szedł wcześniej i schował je odruchowo do kieszeni.
- Jeszcze mnie tak nastraszysz... Ale ty to wtedy sprzątasz - dodał jeszcze unosząc ostrzegawczo palec do góry, zdecydowanie próbowanie żartowania było lepsze.
- Ale teraz zabierzmy cię w jakieś wygodniejsze miejsce, nie będziesz przecież leżeć na podłodze aż ci się kość zregeneruje - dodał i bez czekania na cokolwiek, po prostu złapał ją pod kolanami i plecami podnosząc do góry. W głowie jednocześnie odnotowując jak niepokojąco lekka jest - jakby ktoś rzucił na nią permanentne zaklęcie lewitacji.
***
Kiedy już Millie znalazła się na łóżku popatrzył na nią uważniej, poza nogą nie widział, żeby miała jakieś inne efekty rozszczepienia, dlatego też przysiadł obok niej na łóżku. Może jeszcze nie potrafił doskonale odczytywać jej nastrojów i był irytująco w tym niedomyślny, jednak w tej chwili nie widział oznak, które kazałyby mu brać nogi za pas.
Słuchając jej wywodu kiwał co jakiś czas głową i wyjął jabłko. Chuchnął na nie o wypolerował o materiał koszuli na piersi. Poszukał wzrokiem jeszcze jakiegoś noża, ale nie widząc żadnego po prostu zabrał się za obieranie owocu z użyciem magii.
- Do Londynu będziesz szła kilka dni, brzmi jak ciekawa wycieczka, mam spakować namiot i kanapki? - zapytał całkowicie niewinnie, rozumiał dlaczego tak utyskiwała. Na jej miejscu zapewne robiłby tak samo, no może bardziej użalając się nad sobą niż Millie.
- Cóż, to może podczas walki ze śmierciuchami jednak trzymać się bardziej konwencjo... W sumie to ciekawy sposób wykorzystania zaskoczenia - powiedział z niekłamanym uznaniem, dlaczego nigdy sam nie wpadł na coś takiego? No tak, ale czego się spodziewał, wymyśliła to mistrzyni siania zamętu i nietuzinkowych pomysłów, słynna ujeżdżaczka drzwi. Poprawił się nieswojo czując, jak ktoś mówi dobrze o jego zdolnościach, przecież jemu też zdarzały się potknięcia - nie tak dawno przecież podczas łamania klątwy na naszyjniku dostarczonym przez Olivię.
- Morpheus ma widzę długi język - mruknął pod nosem, wolał nie wchodzić w szczegóły dlaczego rozmawiała z wujkiem o nim, albo dlaczego jego temat pojawił się w ich rozmowie.
- Masz - powiedział podając jej cząstkę jabłka, w którym nie było nasion i było obrane ze skóry. - Zabije ohydny smak eliksiru - dodał tytułem wyjaśnienia, że wcale nie robi tego, żeby wpychać w nią jedzenie.
- A jak już będziesz miała całą nogę to możesz wrócić do robienia pranków i zobaczysz tym razem wyjdą ci zajebiście - posłał jej szeroki uśmiech, bo w sumie to nie wiedział jak może ją rozchmurzyć.