11.06.2025, 21:26 ✶
Niesamowici Longbottomowie? W tym momencie Erik w ogóle nie czuł się niesamowicie. Właściwie to odkąd opuścił rodzinną rezydencję jego humor tylko się pogarszał i wcale nie zapowiadało się na to, aby stan ten miał ulec w najbliższym czasie jakiejkolwiek zmianie. Mam nadzieję, że Brenna sobie lepiej z tym wszystkim radzi, pomyślał gorzko mężczyzna, żałując, że nie może teraz w żaden sposób wesprzeć siostry.
Z drugiej strony, czy ona w ogóle potrzebowałaby jego wsparcia? Jak dotąd radziła sobie na własną rękę wyśmienicie. Na pewno dyrygowała teraz całą grupą Brygadzistów lub jakichś sojuszników Zakonu Feniksa i próbowała doprowadzić do porządku ten chaos panujący na ulicach Londynu. Kto wie, może nawet wyrobi się przed śniadaniem? Erik prawie parsknął śmiechem na tę myśl, jednak zaraz spoważniał, co sprawiło, że jego twarz po prostu nabrała kwaśnego wyrazu.
— Może przy drugiej się wyzeruje? — mruknął pod nosem. — Albo przynajmniej jedna zastąpi drugą. — Och, gdyby tylko to tak działało z likantropią. Może wtedy pozbyłby się wilka po tym, jak został przeklęty klątwą kuchenną parę miesięcy wcześniej. — To ponoć tak działa. W niektórych przypadkach. Według plotek.
Westchnął cicho.
— Brygada Uderzeniowa wie, że się odłączyłaś od... patrolu? — dopytał jeszcze, bo sam w sumie nie miał okazji dowiedzieć się, jak właściwie w tym kryzysie działał Departament Przestrzegania Czarodziejów. Niezbyt efektywnie, to na pewno. Ale co poza tym?
Syknął cicho na słowa Thomasa. Faktycznie, pozbycie się powietrza z głównych ognisk pożaru wydawało się całkiem dobrym pomysłem. Problem jednak stanowiło to, że Erik nie ufał na tyle swoim zdolnościom z tej gałęzi sztuk magii, aby ryzykować rzucenie podobnego zaklęcia. Najważniejsze to nie szkodzić, pomyślał przelotnie, obracając w dłoniach różdżkę.
— Ja chyba jednak ograniczę się do wody — odparł bezwiednie.
Wolał już walczyć z ogniem niż jakąś anomalią na bazie zaklęcia próżniowego. Płomienie nie były łatwymi przeciwnikami, ale przynajmniej dało się jako tako przewidzieć ich działanie. W jego przypadku zwykłe strumienie wody będą musiały wystarczyć. Przynajmniej na tym etapie akcji pożarniczej.
Rzucił w ich stronę jeszcze na odchodne ''Powodzenia'', kiedy oddalili się w głąb ulicy, żeby zająć się kolejnymi budynkami. Gasząc ''swoją'' kamienicę, starał się zerkać co jakiś czas na boki i z tego co był w stanie zauważyć, to... wszystkim szło wyśmienicie. Najwyraźniej Matce także nie odpowiadało to, że ktoś próbuje spalić doszczętnie magiczne dzielnice. Szkoda, że nie była taka pomocna w Beltane, kiedy trzy osoby z Zakonu Feniksa walczyły z jednym Śmierciożercą… Ale niech ci będzie. Dziękujemy za wsparcie, rzucił do bogini w myślach, kontynuując manewrowanie różdżką w taki sposób, aby woda skupiała się na ognisku pożaru na szczycie jednego z budynków.
Z drugiej strony, czy ona w ogóle potrzebowałaby jego wsparcia? Jak dotąd radziła sobie na własną rękę wyśmienicie. Na pewno dyrygowała teraz całą grupą Brygadzistów lub jakichś sojuszników Zakonu Feniksa i próbowała doprowadzić do porządku ten chaos panujący na ulicach Londynu. Kto wie, może nawet wyrobi się przed śniadaniem? Erik prawie parsknął śmiechem na tę myśl, jednak zaraz spoważniał, co sprawiło, że jego twarz po prostu nabrała kwaśnego wyrazu.
— Może przy drugiej się wyzeruje? — mruknął pod nosem. — Albo przynajmniej jedna zastąpi drugą. — Och, gdyby tylko to tak działało z likantropią. Może wtedy pozbyłby się wilka po tym, jak został przeklęty klątwą kuchenną parę miesięcy wcześniej. — To ponoć tak działa. W niektórych przypadkach. Według plotek.
Westchnął cicho.
— Brygada Uderzeniowa wie, że się odłączyłaś od... patrolu? — dopytał jeszcze, bo sam w sumie nie miał okazji dowiedzieć się, jak właściwie w tym kryzysie działał Departament Przestrzegania Czarodziejów. Niezbyt efektywnie, to na pewno. Ale co poza tym?
Syknął cicho na słowa Thomasa. Faktycznie, pozbycie się powietrza z głównych ognisk pożaru wydawało się całkiem dobrym pomysłem. Problem jednak stanowiło to, że Erik nie ufał na tyle swoim zdolnościom z tej gałęzi sztuk magii, aby ryzykować rzucenie podobnego zaklęcia. Najważniejsze to nie szkodzić, pomyślał przelotnie, obracając w dłoniach różdżkę.
— Ja chyba jednak ograniczę się do wody — odparł bezwiednie.
Wolał już walczyć z ogniem niż jakąś anomalią na bazie zaklęcia próżniowego. Płomienie nie były łatwymi przeciwnikami, ale przynajmniej dało się jako tako przewidzieć ich działanie. W jego przypadku zwykłe strumienie wody będą musiały wystarczyć. Przynajmniej na tym etapie akcji pożarniczej.
Rzucił w ich stronę jeszcze na odchodne ''Powodzenia'', kiedy oddalili się w głąb ulicy, żeby zająć się kolejnymi budynkami. Gasząc ''swoją'' kamienicę, starał się zerkać co jakiś czas na boki i z tego co był w stanie zauważyć, to... wszystkim szło wyśmienicie. Najwyraźniej Matce także nie odpowiadało to, że ktoś próbuje spalić doszczętnie magiczne dzielnice. Szkoda, że nie była taka pomocna w Beltane, kiedy trzy osoby z Zakonu Feniksa walczyły z jednym Śmierciożercą… Ale niech ci będzie. Dziękujemy za wsparcie, rzucił do bogini w myślach, kontynuując manewrowanie różdżką w taki sposób, aby woda skupiała się na ognisku pożaru na szczycie jednego z budynków.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞