12.06.2025, 02:20 ✶
Szok Jonathana nie trwał długo. Kobieta, ta sama która wcześniej prosiła go o pomoc, krzyczała coś do męża, gdy upewniała się, że nic mu nie było. Mężczyzna natomiast chyba odgrażał się, że jeszcze pobiegnie za napastnikami i im pokaże. Jonathan, nie mając przecież pojęcia co za chwilę spotka Morpheusa, podszedł do pary, pomógł wstać mężczyźnie i poinformował, że jeśli chcą się gdzieś schronić to Nora Nory będzie miejscem odpowiednim. Na całe szczęście, małżeństwo chyba nie zdawało sobie sprawy z tego, jak bardzo Jonathanowi nie wyszło tamto zaklęcie i chociaż zachowywali dystans, nie przeklinali go. W końcu krzyczał do napastników. Mogli uznać, że to była jego próba ich zatrzymania. Przynajmniej tyle. Szkoda tylko, że i tak nie udało się zapobiec kradzieży. Gdyby tylko nie to, że jego rózdżka z jakiegoś powodu odmawiała rzucania zaklęć!
Krzyk.
Krzyk a zaraz potem wołanie Anthony'ego. Jonathan pobladł.
Nie, nie, nie.
Selwyn nie myśląc ani chwili zostawił parę i ruszył się pędem w stronę źródła krzyku.
Niech wszystko będzie dobrze. Niech wszystko będzie dobrze.
Chyba nie było dobrze.
Gdy znalazł się przy nich, zobaczył już Anthony'ego przyciskającego do piersi Morpheusa. Morpheusa, który żył, ale...
– Morphy! – wykrzyknął przypadając do nich. Spojrzał z niepokojem na Anthony'ego, licząc że ten mu wyjaśni co się dzieje i co ma robić. I nie było to spojrzenie w rodzaju powiedz co dalej, skoro jesteś taki mądry. Nie. Jonathan naprawdę nie miał pojęcia co robić i naprawdę miał nadzieję, że Shafiq, który był tutaj wcześniej, mógł jakkolwiek pomóc. Ostrożnie dotknął ramienia Longbottoma. – Zawołam pomoc. Uzdrowiciele? Kto to zrobił? Dalej tu są?
Krzyk.
Krzyk a zaraz potem wołanie Anthony'ego. Jonathan pobladł.
Nie, nie, nie.
Selwyn nie myśląc ani chwili zostawił parę i ruszył się pędem w stronę źródła krzyku.
Niech wszystko będzie dobrze. Niech wszystko będzie dobrze.
Chyba nie było dobrze.
Gdy znalazł się przy nich, zobaczył już Anthony'ego przyciskającego do piersi Morpheusa. Morpheusa, który żył, ale...
– Morphy! – wykrzyknął przypadając do nich. Spojrzał z niepokojem na Anthony'ego, licząc że ten mu wyjaśni co się dzieje i co ma robić. I nie było to spojrzenie w rodzaju powiedz co dalej, skoro jesteś taki mądry. Nie. Jonathan naprawdę nie miał pojęcia co robić i naprawdę miał nadzieję, że Shafiq, który był tutaj wcześniej, mógł jakkolwiek pomóc. Ostrożnie dotknął ramienia Longbottoma. – Zawołam pomoc. Uzdrowiciele? Kto to zrobił? Dalej tu są?