12.06.2025, 02:31 ✶
Thomas nie powinien jej tutaj przyprowadzać.
Nokturn był niebezpiecznym miejscem, w którym roiło się od podejrzanych typów - z takimi było Dorze wybitnie nie po drodze, bo była zbyt naiwna, nawet jak na te dwadzieścia lat, które miała na karku. Żyła w jakimś innym świecie, zupełnie odrealnionym momentami i pasowała do brudnych zaułków jak pięść do nosa. Czyli wcale, jeśli nie chciano żeby komuś stała się krzywda.
Nokturn był miejscem, gdzie mieszkała jej rodzina. Nie, nie jej rodzina - rodzina jej matki. Osoby, które się jej wyrzekły, postanawiając że wymarzą jej istnienie z kart historii. Zamordowali ją z zimną krwią w imię czego? Zepsutych, przestarzałych ideałów, które nic nie wnosiły do wciąż zmieniającego się świata, a nawet wstrzymywały ten postęp.
Nokturn był miejscem, gdzie stanowczo zakazała jej chodzić Brenna, mając w pamięci wszystko powyższe i nie zmieniał tego nawet fakt, że mieszkał tu wujek Woody, znający to miejsce jak własną kieszeń.
Nokturn składał ofiarę obłudzie, rozpuście, zepsuciu i egocentryzmowi. Może Thomas tego nie czuł, ale dało się tu wyczuć ten delikatny zapach czarnej magii, który czaił się w każdym kącie. Osiadał niezauważony na ubraniach, wpychał się między pasma włosów i ciągnął za człowiekiem, jakby walcząc o to by stał się częścią tego smutnego krajobrazu.
Dora nie lubiła przemocy, a na wszystko co nielegalne reagowała z pewną dziwaczną płochością kogoś, kto największe emocje przezywał przewracając kartki książek przygodowych. Kogoś, kto wśród zakurzonych tomiszczy spędził połowę swojego życia, a drugą w towarzystwie eliksiralnych składników.
Nie musiała się też martwić o samą siebie - tym teraz zajmował się Thomas, najwyraźniej nagle ślepy na to co działo się dookoła. Ale Crawley niekoniecznie zwracała na niego uwagę, nawet jeśli gdyby się nad tym zastanowiła to zaraz zrobiłoby się jej głupio. Ale o wiele bardziej pochłonął ją najpierw fakt, że stała się powietrzem - chociaż to akurat było lepiej dla niej - a potem? Potem wlepiła szeroko otworzone oczy w to co działo się za uchylonymi drzwiami.
Jeśli Thomas oczekiwał, że przeprowadzą tę rozmowę w elegancki, nierzucający się nikomu pod nogi sposób, to cóż - NIE POWINIEN JEJ TU W OGÓLE PRZYPROWADZAĆ.
Zamarła na chwilę, zwyczajnie nie wierząc w tę scenę. Przyszli tutaj zaledwie po informacje, a to przecież nie powinno być nic takiego. Zamiast tego chłonęły każdy dźwięk i to nieszczęsne spojrzenie, które posłała jej dziewczyna. Błaganie o ratunek. Cokolwiek mówił do niej Thomas - nie docierało do niej w ogóle, jakby nagle zniknął, wchłonięty przez nierealną atmosferę panującą w całym Wiwernie.
A potem Dora szarpnęła się do przodu, już nie sięgając po różdżkę, a zwyczajnie machając ręką, kiedy drzwi szczeknęły znowu, przysłaniając obraz.
- Nie - wymsknęło się jej głośno, ale jeszcze nie krzyczała, jakby wciąż niepewna samej siebie. Splotła jednak zaklęcie, chcąc za pomocą translokacji szarpnąć drzwi i otworzyć je na oścież.
//translokacja na otworzenie drzwi na zaplecze
Nokturn był niebezpiecznym miejscem, w którym roiło się od podejrzanych typów - z takimi było Dorze wybitnie nie po drodze, bo była zbyt naiwna, nawet jak na te dwadzieścia lat, które miała na karku. Żyła w jakimś innym świecie, zupełnie odrealnionym momentami i pasowała do brudnych zaułków jak pięść do nosa. Czyli wcale, jeśli nie chciano żeby komuś stała się krzywda.
Nokturn był miejscem, gdzie mieszkała jej rodzina. Nie, nie jej rodzina - rodzina jej matki. Osoby, które się jej wyrzekły, postanawiając że wymarzą jej istnienie z kart historii. Zamordowali ją z zimną krwią w imię czego? Zepsutych, przestarzałych ideałów, które nic nie wnosiły do wciąż zmieniającego się świata, a nawet wstrzymywały ten postęp.
Nokturn był miejscem, gdzie stanowczo zakazała jej chodzić Brenna, mając w pamięci wszystko powyższe i nie zmieniał tego nawet fakt, że mieszkał tu wujek Woody, znający to miejsce jak własną kieszeń.
Nokturn składał ofiarę obłudzie, rozpuście, zepsuciu i egocentryzmowi. Może Thomas tego nie czuł, ale dało się tu wyczuć ten delikatny zapach czarnej magii, który czaił się w każdym kącie. Osiadał niezauważony na ubraniach, wpychał się między pasma włosów i ciągnął za człowiekiem, jakby walcząc o to by stał się częścią tego smutnego krajobrazu.
Dora nie lubiła przemocy, a na wszystko co nielegalne reagowała z pewną dziwaczną płochością kogoś, kto największe emocje przezywał przewracając kartki książek przygodowych. Kogoś, kto wśród zakurzonych tomiszczy spędził połowę swojego życia, a drugą w towarzystwie eliksiralnych składników.
Nie musiała się też martwić o samą siebie - tym teraz zajmował się Thomas, najwyraźniej nagle ślepy na to co działo się dookoła. Ale Crawley niekoniecznie zwracała na niego uwagę, nawet jeśli gdyby się nad tym zastanowiła to zaraz zrobiłoby się jej głupio. Ale o wiele bardziej pochłonął ją najpierw fakt, że stała się powietrzem - chociaż to akurat było lepiej dla niej - a potem? Potem wlepiła szeroko otworzone oczy w to co działo się za uchylonymi drzwiami.
Jeśli Thomas oczekiwał, że przeprowadzą tę rozmowę w elegancki, nierzucający się nikomu pod nogi sposób, to cóż - NIE POWINIEN JEJ TU W OGÓLE PRZYPROWADZAĆ.
Zamarła na chwilę, zwyczajnie nie wierząc w tę scenę. Przyszli tutaj zaledwie po informacje, a to przecież nie powinno być nic takiego. Zamiast tego chłonęły każdy dźwięk i to nieszczęsne spojrzenie, które posłała jej dziewczyna. Błaganie o ratunek. Cokolwiek mówił do niej Thomas - nie docierało do niej w ogóle, jakby nagle zniknął, wchłonięty przez nierealną atmosferę panującą w całym Wiwernie.
A potem Dora szarpnęła się do przodu, już nie sięgając po różdżkę, a zwyczajnie machając ręką, kiedy drzwi szczeknęły znowu, przysłaniając obraz.
- Nie - wymsknęło się jej głośno, ale jeszcze nie krzyczała, jakby wciąż niepewna samej siebie. Splotła jednak zaklęcie, chcąc za pomocą translokacji szarpnąć drzwi i otworzyć je na oścież.
//translokacja na otworzenie drzwi na zaplecze
Rzut N 1d100 - 45
Slaby sukces...
Slaby sukces...
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.